37 „Wtedy zadecydowałeś.”
Wykurzyłam się, bo doszłam do wniosku, że Justin mnie prześladuje. Disneyland?! Jakie było prawdopodobieństwo, że byłby akurat tam?!
Przebrałam się http://www.photoblog.pl/maszgusst/103761282. Na dworze robiło się co raz zimniej. Powoli przychodziła zima. No tak, w końcu już tylko 3 dni do gwiazdki. Mam już prezent dla Kate, a ona o ile wiem, ma dal mnie. Postanowiłyśmy na ten okres pozostać w Paryżu. Miałam nadzieję, że Justin nie ma takich planów.
Postanowiłam pójść do hotelowej restauracji, by napić się gorącej, białej czekolady. Tak więc, ubrałam buty i wyszłam z pokoju. Poczekałam trochę na windę i zjechałam na parter. Poczułam jak zaczyna mnie boleć serce. Był tu. Musiał być. Bo tylko wtedy czułam motylki w brzuchu, tylko wtedy czułam, że moje serce wciąż bije. Bo on był moim sercem, życiem. Mimo że mnie wykorzystał i zostawił, to odczuwałam jego brak. Każdy wykonywany przeze mnie ruch wydawał się taki pusty i bezsensowny. Każde wypowiadane słowo, jakby ginęło gdzieś w mieszaninie słów, wypowiadanych przez inne osoby. Nie odbierałam dźwięków muzyki, czy innych głosów. Bo nie był to jego glos, ani też nie jego muzyka.
Weszłam do ekskluzywnej restauracji, rozglądając się po jej wnętrzu. Obserwowałam zdobienia na ścianach i mahoniowe meble. Podeszłam do barku i zamówiłam sobie wcześniej zaplanowany, gorący napój. Udałam się do stolika. Usiadłam i zaczęłam pisać następną powieść, tym razem już w całości przepełnioną bólem.
„Siedziała samotna. Nie dostrzegała sensu dalszej koegzystencji. Tyle pytań rodziło się po kolei w jej głowie. Nie znała jednak osoby, która potrafiła by na nie odpowiedzieć. Nigdy nie miała zaszczytu kogoś takiego poznać. Chantal zawsze była sama. Od kiedy tylko skończyła dziesięć lat, a jej rodzice umarli. Siostra wyjechała wtedy z kraju i do dziś, nie dała znaku życia. Jednak szatynce to nie przeszkadzało. Lubiła samotność, ale i pragnęła jej nie odczuwać.”
- Mogę się dosiąść?- usłyszałam znajomy głos. Podniosłam z niechęcią twarz, znad notesu. Popatrzyłam na szatyna i skinęłam potwierdzająco głową. Chłopak usiadł naprzeciwko mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Śledzisz mnie?- spytałam po chwili, chowając długopis do kieszeni spodni. Justin uśmiechnął się.
- Mój pokój sąsiaduje z waszym- wyznał. Wytrzeszczyłam na niego oczy i przeczesałam palcami grzywkę. O nie! Nie tak miało być. Paryż miał być ucieczką od wojny, a nie polem bitwy.
- Musimy porozmawiać…
- Ja nic nie muszę.- odpowiedziałam, oschle. Kelner przyniósł mi moje zamówienie. Upiłam łyk ciepłej czekolady i wytarłam usta serwetką.
- Nie, nie musisz. Ale powinnaś.- wyznał. Uniosłam brwi do góry i prychnęłam.
- Dlaczego? Dlaczego chcesz rozmawiać? Nie wystarcza ci, że mnie wykorzystałeś? Przespałeś się ze mną. Brawo, cel osiągnięty.- klasnęłam w dłonie.- Nie uważasz, że już dość powiedziałeś i zrobiłeś?
Justin nachylił się na stołem. Patrzył mi prosto w oczy, swoje lekko mrużąc. Pogłaskałam go po policzku. Był tak delikatny. Jak kiedyś. Pragnęłam go pocałować. Przypomniałam sobie jednak, to co przed chwilą zostało powiedziane. Westchnęłam.
- Nie potrafię ci wybaczyć, jeżeli nie znam stosownego ku temu, powodu.- wyznałam.
Justin wstał. Wypiłam do końca napój i poszłam w jego ślady. Chłopak złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę windy. Nie protestowałam, bowiem domyśliłam się, że ta rozmowa musi być przeprowadzona w bardziej prywatnym miejscu. W windzie nie rozmawialiśmy. Od razu przypomniała mi się Wenecja i namiętne pocałunki w windzie. Stanęliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Justin głaskał kciukiem moja dłoń. Byłam ciekawa co teraz myśli. Bo ja zastanawiałam się, co z tego wyniknie. Czy jest szansa byśmy znów byli razem?
Weszliśmy do jego pokoju. Szatyn zamknął drzwi i usiadł na łóżku. Ja oparłam się o blat stołu i z zaciekawieniem, obserwowałam go. Nie tylko po to, by stwierdzić czy zamierza mnie okłamać. Napawałam się jego widokiem. Tym jak marszczył delikatnie brwi lub znów podnosił je do góry. Jak po prostu był i oddychał. Pragnęłam go przytulić. Znów poczuć ciepło od niego płynące.
- To skomplikowane.- powiedział w końcu.
- Postaram się zrozumieć.- wyznałam, podchodząc do okna. Patrzyłam gdzieś w dal. Szacowałam jak bardzo niebieskie i nieokreślone jest dziś niebo.
- Pamiętasz, gdy byliśmy w tej chatce? Jak się kochaliśmy po raz pierwszy?- uśmiechnął się delikatnie, podnosząc głowę. Pokiwałam w zamyśleniu głową. Nagle mi się coś przypomniało. Gdy chciałam się z nim kochać po raz drugi, zastałam go smutnego i siedzącego na kanapie ze spuszczoną głową.
- Wtedy zadecydowałeś.- wyszeptałam, siadając na krześle. Wgapiałam się w jasny dywan, nie mogąc wydusić nawet słowa.
- Raczej ktoś zadecydował za mnie.- westchnął. Spojrzałam na niego pytająco.- Przyszedł do mnie sms o następującej treści…
Z tylnej kieszeni spodni, wyciągnął iphona. Coś w nim poszperał i mi go podał. Widniała tam wiadomość od nieznanego numeru.
„ Zostaw Serenę w spokoju i nie mów jej o tej wiadomości. Jeżeli tego nie zrobisz, zabiję ją. Widzę was.”
Zjechałam trochę niżej. Było tam zdjęcie jak jem z Justinem kolację na plaży, przy blasku gwiazd. I jak spacerujemy nad ranem. A potem, jak przebieram się w sypialni, w bardziej seksowne ubranie. Ktoś nas obserwował. Jednak równie dobrze, mógł to być jakiś wynajęty przez Justina człowiek. No tak! Nieźle to sobie chłopak ukartował! Godne pochwały.
- Sam to wymyśliłeś? A może wzorowałeś się na CSI?- zakpiłam z niego i wstałam. Położyłam telefon na stole i podeszłam do drzwi. Poczułam jak Justin lapie mnie za rękę i przyciąga do siebie.
- Proszę, uwierz mi.- wyszeptał, wtulając twarz w moje włosy.- I nie zapomnij, że zawsze będę cię kochał.
Odsunęłam się od niego. Popatrzyłam mu w oczy i delikatnie musnęłam wargami jego policzek.
- Żegnaj, Justin.- szepnęłam i wyszłam.
Wykurzyłam się, bo doszłam do wniosku, że Justin mnie prześladuje. Disneyland?! Jakie było prawdopodobieństwo, że byłby akurat tam?!
Przebrałam się http://www.photoblog.pl/maszgusst/103761282. Na dworze robiło się co raz zimniej. Powoli przychodziła zima. No tak, w końcu już tylko 3 dni do gwiazdki. Mam już prezent dla Kate, a ona o ile wiem, ma dal mnie. Postanowiłyśmy na ten okres pozostać w Paryżu. Miałam nadzieję, że Justin nie ma takich planów.
Postanowiłam pójść do hotelowej restauracji, by napić się gorącej, białej czekolady. Tak więc, ubrałam buty i wyszłam z pokoju. Poczekałam trochę na windę i zjechałam na parter. Poczułam jak zaczyna mnie boleć serce. Był tu. Musiał być. Bo tylko wtedy czułam motylki w brzuchu, tylko wtedy czułam, że moje serce wciąż bije. Bo on był moim sercem, życiem. Mimo że mnie wykorzystał i zostawił, to odczuwałam jego brak. Każdy wykonywany przeze mnie ruch wydawał się taki pusty i bezsensowny. Każde wypowiadane słowo, jakby ginęło gdzieś w mieszaninie słów, wypowiadanych przez inne osoby. Nie odbierałam dźwięków muzyki, czy innych głosów. Bo nie był to jego glos, ani też nie jego muzyka.
Weszłam do ekskluzywnej restauracji, rozglądając się po jej wnętrzu. Obserwowałam zdobienia na ścianach i mahoniowe meble. Podeszłam do barku i zamówiłam sobie wcześniej zaplanowany, gorący napój. Udałam się do stolika. Usiadłam i zaczęłam pisać następną powieść, tym razem już w całości przepełnioną bólem.
„Siedziała samotna. Nie dostrzegała sensu dalszej koegzystencji. Tyle pytań rodziło się po kolei w jej głowie. Nie znała jednak osoby, która potrafiła by na nie odpowiedzieć. Nigdy nie miała zaszczytu kogoś takiego poznać. Chantal zawsze była sama. Od kiedy tylko skończyła dziesięć lat, a jej rodzice umarli. Siostra wyjechała wtedy z kraju i do dziś, nie dała znaku życia. Jednak szatynce to nie przeszkadzało. Lubiła samotność, ale i pragnęła jej nie odczuwać.”
- Mogę się dosiąść?- usłyszałam znajomy głos. Podniosłam z niechęcią twarz, znad notesu. Popatrzyłam na szatyna i skinęłam potwierdzająco głową. Chłopak usiadł naprzeciwko mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Śledzisz mnie?- spytałam po chwili, chowając długopis do kieszeni spodni. Justin uśmiechnął się.
- Mój pokój sąsiaduje z waszym- wyznał. Wytrzeszczyłam na niego oczy i przeczesałam palcami grzywkę. O nie! Nie tak miało być. Paryż miał być ucieczką od wojny, a nie polem bitwy.
- Musimy porozmawiać…
- Ja nic nie muszę.- odpowiedziałam, oschle. Kelner przyniósł mi moje zamówienie. Upiłam łyk ciepłej czekolady i wytarłam usta serwetką.
- Nie, nie musisz. Ale powinnaś.- wyznał. Uniosłam brwi do góry i prychnęłam.
- Dlaczego? Dlaczego chcesz rozmawiać? Nie wystarcza ci, że mnie wykorzystałeś? Przespałeś się ze mną. Brawo, cel osiągnięty.- klasnęłam w dłonie.- Nie uważasz, że już dość powiedziałeś i zrobiłeś?
Justin nachylił się na stołem. Patrzył mi prosto w oczy, swoje lekko mrużąc. Pogłaskałam go po policzku. Był tak delikatny. Jak kiedyś. Pragnęłam go pocałować. Przypomniałam sobie jednak, to co przed chwilą zostało powiedziane. Westchnęłam.
- Nie potrafię ci wybaczyć, jeżeli nie znam stosownego ku temu, powodu.- wyznałam.
Justin wstał. Wypiłam do końca napój i poszłam w jego ślady. Chłopak złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę windy. Nie protestowałam, bowiem domyśliłam się, że ta rozmowa musi być przeprowadzona w bardziej prywatnym miejscu. W windzie nie rozmawialiśmy. Od razu przypomniała mi się Wenecja i namiętne pocałunki w windzie. Stanęliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Justin głaskał kciukiem moja dłoń. Byłam ciekawa co teraz myśli. Bo ja zastanawiałam się, co z tego wyniknie. Czy jest szansa byśmy znów byli razem?
Weszliśmy do jego pokoju. Szatyn zamknął drzwi i usiadł na łóżku. Ja oparłam się o blat stołu i z zaciekawieniem, obserwowałam go. Nie tylko po to, by stwierdzić czy zamierza mnie okłamać. Napawałam się jego widokiem. Tym jak marszczył delikatnie brwi lub znów podnosił je do góry. Jak po prostu był i oddychał. Pragnęłam go przytulić. Znów poczuć ciepło od niego płynące.
- To skomplikowane.- powiedział w końcu.
- Postaram się zrozumieć.- wyznałam, podchodząc do okna. Patrzyłam gdzieś w dal. Szacowałam jak bardzo niebieskie i nieokreślone jest dziś niebo.
- Pamiętasz, gdy byliśmy w tej chatce? Jak się kochaliśmy po raz pierwszy?- uśmiechnął się delikatnie, podnosząc głowę. Pokiwałam w zamyśleniu głową. Nagle mi się coś przypomniało. Gdy chciałam się z nim kochać po raz drugi, zastałam go smutnego i siedzącego na kanapie ze spuszczoną głową.
- Wtedy zadecydowałeś.- wyszeptałam, siadając na krześle. Wgapiałam się w jasny dywan, nie mogąc wydusić nawet słowa.
- Raczej ktoś zadecydował za mnie.- westchnął. Spojrzałam na niego pytająco.- Przyszedł do mnie sms o następującej treści…
Z tylnej kieszeni spodni, wyciągnął iphona. Coś w nim poszperał i mi go podał. Widniała tam wiadomość od nieznanego numeru.
„ Zostaw Serenę w spokoju i nie mów jej o tej wiadomości. Jeżeli tego nie zrobisz, zabiję ją. Widzę was.”
Zjechałam trochę niżej. Było tam zdjęcie jak jem z Justinem kolację na plaży, przy blasku gwiazd. I jak spacerujemy nad ranem. A potem, jak przebieram się w sypialni, w bardziej seksowne ubranie. Ktoś nas obserwował. Jednak równie dobrze, mógł to być jakiś wynajęty przez Justina człowiek. No tak! Nieźle to sobie chłopak ukartował! Godne pochwały.
- Sam to wymyśliłeś? A może wzorowałeś się na CSI?- zakpiłam z niego i wstałam. Położyłam telefon na stole i podeszłam do drzwi. Poczułam jak Justin lapie mnie za rękę i przyciąga do siebie.
- Proszę, uwierz mi.- wyszeptał, wtulając twarz w moje włosy.- I nie zapomnij, że zawsze będę cię kochał.
Odsunęłam się od niego. Popatrzyłam mu w oczy i delikatnie musnęłam wargami jego policzek.
- Żegnaj, Justin.- szepnęłam i wyszłam.
...
Dawno nas tu nie było. Ale dobra i tak mało kto to czyta.
Tagi:
Rozdział 37
22.04.2012 o godz. 13:30
komentuj (7)
36 "Bo...ja...jestem...............w ciąży"
Siedziałam na łóżku w hotelu. Dzisiaj po wywiadzie wróciłyśmy bardzo szybko, uciekałyśmy wręcz przed Justinem. Ułożyłam ręce na moim brzuchu i delikatnie go gładziłam. Było już widać delikatne wybrzuszeniem , to była sprawa dziecka. Jutro miałam odwiedzić rodziców i przygotować ich do tego że będą dziadkami. Ale się bałam jutrzejszego dnia, jak oni na to zareagują.
-No już się nie martw, zareagują jak zareagują.-Wyrwała mnie Serena z zamyślenia.
-No ale...-Nie dokończyłam bo mi przerwała.
-Nie martw się , zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem.
-A teraz idź spać, bo dziecko się nie wyśpi.
I na tym skończyła się nasza rozmowa. Wstałam i poszłam do łazienki się umyć. Potem przebrałam się w piżamkę i poszłam spać. Śnił mi się przyjazd do rodziców i rozmowa, krzyczeli na mnie . Ojciec nawet powiedział że nie jestem jego córką, mama też mnie z domu wyrzuciła. Potem przyszedł Tay, myślałam że będzie lepiej ,że mnie przytuli. On zaczął mnie wyzywać od dziwek , i wrzeszczeć że to nie jego dziecko. Wtedy pobiegłam do mojej jedynej nadziei - Sereny. Pobiegłam do mojego pokoju hotelowego, Stała tam jakaś obca kobieta. Powiedziała że śpi już tu od miesiąca i wcale mnie tu nie było. Usiadłam na dworze na ławce i zaczęłam płakać, ludzie którzy przechodzili obok mnie śmieli się ze mnie. Zobaczyłam na ławce niedaleko Serenę i Justina, całowali się . Podbiegłam do nich, oni zachowywali się jakby mnie nie znali, jakbym była kolejną natrętną fanką. Stanęłam na środku parku i zaczęłam krzyczeć.
-Co się stało usłyszałam twój krzyk i przybiegłam.-Oznajmiła Serena.UFF. To był tylko sen.
-Nic miałam potworny sen.-Powiedziałam.
Ona usiadła obok mnie , zaczęłam jej opowiadać. Obydwie się z tego potem śmiałyśmy. Dobra pora się szykować umówiłam się z rodzicami o 12 u nich. Była już 10, szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Ułożyłam moje włosy , nałożyłam lekki makijaż i się się. Byłam już gotowa. Przyjrzałam się jeszcze w lusterku , czy nie widać mojego małego brzuszka. Było idealnie, ale się bałam że zauważy jak ją przytulę.uff, jak się boje, łzy prawię mi leciały z oczu chciałam płakać. Serena do mnie podeszła i mnie przytuliła.
-Nic nie czuć, spokojnie.-Uspokoiła mnie.
Ubrałam mój nowy płaszczyk ( do tego te kozaczki) , pocałowałam Serenę w policzek i wyszłam. Złapałam jakąś taksówkę i pojechałam. Po drodzę kupiłam mamię jakieś czekoladki a tacie wino. Stałam przed ich drzwiami i biłam się z myślami. Zapukam, nie. Już nie wiedziałam. Tak , odważę się i zapukałam.
Drzwi otworzyłam moja mama, rzuciłam się jej na szyje i dałam czekoladki, za nią stał tata. Podeszłam do niego również i się przywitałam, wręczyłam mu jego ulubione czerwone wino. Oczywiście zaprosili mnie na obiad, usiedliśmy przy stolę jak dawniej. Mama podała moje ulubione danie - spaghetti i usiadła z nami zaczynając rozmowę:
-No kochanie jak tam ci idzie na studiach?
-Dobrze, bardzo mi się podoba.-Oznajmiłam z uśmiechem.-A jak tam u was.
-U nas też dobrze, mój dom mody jest jednym z najsławniejszych w Paryżu i Mediolanie.-Oznajmiła mama z jeszcze większym uśmiechem.-Ale za niedługo, będę musiała przejść na emeryturę i ktoś będzie musiał obciąć mój dom po mnie.
-Ja to z chęcią zrobię.-Oznajmiłam, wprowadzając ich w dobry nastrój.
-Może wina?-Spytał tata , podnosząc butelkę.
-Nie dziękuje.-Odmówiłam ze względu na mój stan.
-Ale przecież ty uwielbiasz wino.-Oznajmił mój ojciec.
-Ale nie mam ochoty.-Powiedziałam i wstałam aby wyjść do toalety.-Muszę do toalety, za chwilę wrócę.
Odeszłam od stołu i powędrowałam w stronę toalety. Gdy do niej weszłam i zamknęłam drzwi. Usiadłam na ubikacji i zaczęłam płakać nie wiedziałam co im powiedzieć. Po pięciu minutach wstałam otwarłam oczy, delikatnie poprawiłam makijaż aby ukryć moje czerwonkę powieki. Wyszłam i wróciłam do stołu. Usiadłam na swoim miejscu i zaczęłam jeść. Siedzieliśmy w milczeniu ,aż mama je przerwała:
-Kate?
-Tak.-odpowiedziałam drgającym głosem z przerażenia.
-Popatrz na mnie.-Powiedziała, ja delikatnie uniosłam głowę i zerknęłam jej w oczy. Miała grobową i poważną minę.-Czemu płakałaś?
-Bo ja... muszę wam coś powiedzieć.-Powiedziałam jąkając się .
-Tak słuchamy .-Odpowiedział tata równie oschłym głosem jak mama.
- Bo...ja...jestem...............w ciąży.-I się rozpłakałam.
Schowałam głowę w rękach, to było straszne. Mama podeszła do mnie i objeła mnie ramieniem.
-Z tego powodu to trzeba się cieszyć a nie płakać.-Powiedział troskliwym głosem.
Podniosłam głowę do góry i się uśmiechnęłam w kierunku mamy. Chciałam jeszcze popatrzyć na reakcje taty, siedział zdębiały i się nie ruszał. Podeszłam do niego aby sprawdzić z obawy czy to nie zawał. ale on po prostu siedział i wgapiał się w ścianę.
-Tato!Tato!!TATO!!!-prawię już krzyczałam a on nadal nic.
Jest, ruszył się i z jego ust wydobyły się te słowa:
-Czyli będę dziadkiem? Ja będę DZIADKIEM!!!-krzyknął wesoło.
UFF. teraz tuliliśmy się w czwórkę. Usiedliśmy z powrotem przy stolę i zaczęła się rozmowa na temat tego jak się dowiedziałam że mam być mamą. Rodzice razem spytali z troską w głosie:
-A kto jest ojcem tego dziecka, mam nadzieje, że wiesz.
-No oczywiście, że wiem. Jest nim Tay.-Oznajmiłam.
-Jaki Tay ,znamy go?-dopytywali grodzicę.
-Może, Taylor Lautner.-oznajmiłam wypowiadając wyraźnie jego imię i nazwisko.
Mama aż się zakrztusiła winem.
-Ten Taylor Lautner, ten co grał wilkołak?-Dopytywałam zdumiona mama.
-Tak ten. Ale musiałam wyjechać.
-A on o tym wie? to znaczy o tym że będzie miał dziecko?
-To by mu zniszczyło karierę. Więc zostawiłam list i wyjechałam.-Oznajmiłam.
-Aha. Więc zostaniesz samotną matką na studiach.-Oznajmił ojciec.
-Teraz przeprowadzę się z powrotem do Paryża, mogła bym na razie u was pomieszkać, dopóki sobie nie znajdę jakiegoś lokalu do zamieszkania. Potem się urodzi dziecko , dokończę studia i znajdę pracę, tu na miejscu.
-Oczywiście ,że na razie możesz tu zamieszkać, potem pomożemy ci się zająć małym albo małą.-Oznajmiła mama.
-Dobra robi się już późno muszę wracać do hotelu, omówiłam się z Sreną.-Powiedziałam i odeszłam od stołu.
Mama wstała i mnie pożegnała. podobnie zrobił tez tato który mnie mocno uścisnął.
-Trzymaj się .-Powiedział i zamknął za mną drzwi.
Wsiadłam do taksówki czekającej na dole i odjechałam...
***
Rozdział pisała Katherine034 Przepraszamy że nie dodawałyśmy,mam nadzieje że będziecie czytać :)
Siedziałam na łóżku w hotelu. Dzisiaj po wywiadzie wróciłyśmy bardzo szybko, uciekałyśmy wręcz przed Justinem. Ułożyłam ręce na moim brzuchu i delikatnie go gładziłam. Było już widać delikatne wybrzuszeniem , to była sprawa dziecka. Jutro miałam odwiedzić rodziców i przygotować ich do tego że będą dziadkami. Ale się bałam jutrzejszego dnia, jak oni na to zareagują.
-No już się nie martw, zareagują jak zareagują.-Wyrwała mnie Serena z zamyślenia.
-No ale...-Nie dokończyłam bo mi przerwała.
-Nie martw się , zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem.
-A teraz idź spać, bo dziecko się nie wyśpi.
I na tym skończyła się nasza rozmowa. Wstałam i poszłam do łazienki się umyć. Potem przebrałam się w piżamkę i poszłam spać. Śnił mi się przyjazd do rodziców i rozmowa, krzyczeli na mnie . Ojciec nawet powiedział że nie jestem jego córką, mama też mnie z domu wyrzuciła. Potem przyszedł Tay, myślałam że będzie lepiej ,że mnie przytuli. On zaczął mnie wyzywać od dziwek , i wrzeszczeć że to nie jego dziecko. Wtedy pobiegłam do mojej jedynej nadziei - Sereny. Pobiegłam do mojego pokoju hotelowego, Stała tam jakaś obca kobieta. Powiedziała że śpi już tu od miesiąca i wcale mnie tu nie było. Usiadłam na dworze na ławce i zaczęłam płakać, ludzie którzy przechodzili obok mnie śmieli się ze mnie. Zobaczyłam na ławce niedaleko Serenę i Justina, całowali się . Podbiegłam do nich, oni zachowywali się jakby mnie nie znali, jakbym była kolejną natrętną fanką. Stanęłam na środku parku i zaczęłam krzyczeć.
-Co się stało usłyszałam twój krzyk i przybiegłam.-Oznajmiła Serena.UFF. To był tylko sen.
-Nic miałam potworny sen.-Powiedziałam.
Ona usiadła obok mnie , zaczęłam jej opowiadać. Obydwie się z tego potem śmiałyśmy. Dobra pora się szykować umówiłam się z rodzicami o 12 u nich. Była już 10, szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Ułożyłam moje włosy , nałożyłam lekki makijaż i się się. Byłam już gotowa. Przyjrzałam się jeszcze w lusterku , czy nie widać mojego małego brzuszka. Było idealnie, ale się bałam że zauważy jak ją przytulę.uff, jak się boje, łzy prawię mi leciały z oczu chciałam płakać. Serena do mnie podeszła i mnie przytuliła.
-Nic nie czuć, spokojnie.-Uspokoiła mnie.
Ubrałam mój nowy płaszczyk ( do tego te kozaczki) , pocałowałam Serenę w policzek i wyszłam. Złapałam jakąś taksówkę i pojechałam. Po drodzę kupiłam mamię jakieś czekoladki a tacie wino. Stałam przed ich drzwiami i biłam się z myślami. Zapukam, nie. Już nie wiedziałam. Tak , odważę się i zapukałam.
Drzwi otworzyłam moja mama, rzuciłam się jej na szyje i dałam czekoladki, za nią stał tata. Podeszłam do niego również i się przywitałam, wręczyłam mu jego ulubione czerwone wino. Oczywiście zaprosili mnie na obiad, usiedliśmy przy stolę jak dawniej. Mama podała moje ulubione danie - spaghetti i usiadła z nami zaczynając rozmowę:
-No kochanie jak tam ci idzie na studiach?
-Dobrze, bardzo mi się podoba.-Oznajmiłam z uśmiechem.-A jak tam u was.
-U nas też dobrze, mój dom mody jest jednym z najsławniejszych w Paryżu i Mediolanie.-Oznajmiła mama z jeszcze większym uśmiechem.-Ale za niedługo, będę musiała przejść na emeryturę i ktoś będzie musiał obciąć mój dom po mnie.
-Ja to z chęcią zrobię.-Oznajmiłam, wprowadzając ich w dobry nastrój.
-Może wina?-Spytał tata , podnosząc butelkę.
-Nie dziękuje.-Odmówiłam ze względu na mój stan.
-Ale przecież ty uwielbiasz wino.-Oznajmił mój ojciec.
-Ale nie mam ochoty.-Powiedziałam i wstałam aby wyjść do toalety.-Muszę do toalety, za chwilę wrócę.
Odeszłam od stołu i powędrowałam w stronę toalety. Gdy do niej weszłam i zamknęłam drzwi. Usiadłam na ubikacji i zaczęłam płakać nie wiedziałam co im powiedzieć. Po pięciu minutach wstałam otwarłam oczy, delikatnie poprawiłam makijaż aby ukryć moje czerwonkę powieki. Wyszłam i wróciłam do stołu. Usiadłam na swoim miejscu i zaczęłam jeść. Siedzieliśmy w milczeniu ,aż mama je przerwała:
-Kate?
-Tak.-odpowiedziałam drgającym głosem z przerażenia.
-Popatrz na mnie.-Powiedziała, ja delikatnie uniosłam głowę i zerknęłam jej w oczy. Miała grobową i poważną minę.-Czemu płakałaś?
-Bo ja... muszę wam coś powiedzieć.-Powiedziałam jąkając się .
-Tak słuchamy .-Odpowiedział tata równie oschłym głosem jak mama.
- Bo...ja...jestem...............w ciąży.-I się rozpłakałam.
Schowałam głowę w rękach, to było straszne. Mama podeszła do mnie i objeła mnie ramieniem.
-Z tego powodu to trzeba się cieszyć a nie płakać.-Powiedział troskliwym głosem.
Podniosłam głowę do góry i się uśmiechnęłam w kierunku mamy. Chciałam jeszcze popatrzyć na reakcje taty, siedział zdębiały i się nie ruszał. Podeszłam do niego aby sprawdzić z obawy czy to nie zawał. ale on po prostu siedział i wgapiał się w ścianę.
-Tato!Tato!!TATO!!!-prawię już krzyczałam a on nadal nic.
Jest, ruszył się i z jego ust wydobyły się te słowa:
-Czyli będę dziadkiem? Ja będę DZIADKIEM!!!-krzyknął wesoło.
UFF. teraz tuliliśmy się w czwórkę. Usiedliśmy z powrotem przy stolę i zaczęła się rozmowa na temat tego jak się dowiedziałam że mam być mamą. Rodzice razem spytali z troską w głosie:
-A kto jest ojcem tego dziecka, mam nadzieje, że wiesz.
-No oczywiście, że wiem. Jest nim Tay.-Oznajmiłam.
-Jaki Tay ,znamy go?-dopytywali grodzicę.
-Może, Taylor Lautner.-oznajmiłam wypowiadając wyraźnie jego imię i nazwisko.
Mama aż się zakrztusiła winem.
-Ten Taylor Lautner, ten co grał wilkołak?-Dopytywałam zdumiona mama.
-Tak ten. Ale musiałam wyjechać.
-A on o tym wie? to znaczy o tym że będzie miał dziecko?
-To by mu zniszczyło karierę. Więc zostawiłam list i wyjechałam.-Oznajmiłam.
-Aha. Więc zostaniesz samotną matką na studiach.-Oznajmił ojciec.
-Teraz przeprowadzę się z powrotem do Paryża, mogła bym na razie u was pomieszkać, dopóki sobie nie znajdę jakiegoś lokalu do zamieszkania. Potem się urodzi dziecko , dokończę studia i znajdę pracę, tu na miejscu.
-Oczywiście ,że na razie możesz tu zamieszkać, potem pomożemy ci się zająć małym albo małą.-Oznajmiła mama.
-Dobra robi się już późno muszę wracać do hotelu, omówiłam się z Sreną.-Powiedziałam i odeszłam od stołu.
Mama wstała i mnie pożegnała. podobnie zrobił tez tato który mnie mocno uścisnął.
-Trzymaj się .-Powiedział i zamknął za mną drzwi.
Wsiadłam do taksówki czekającej na dole i odjechałam...
***
Rozdział pisała Katherine034 Przepraszamy że nie dodawałyśmy,mam nadzieje że będziecie czytać :)
Tagi:
Rozdział 36
35 „Był tak blisko, a jednocześnie tak niesamowicie daleko.”
Byłam strasznie zdenerwowana. Poprawiłam sukienkę. Słyszałam jak prezenterka zaczyna mnie powoli zapowiadać. Ostatni raz spojrzałam na Kate, siedzącą na widowni. Pokazała mi uniesiony kciuk. Przygładziłam włosy i weszłam na scenę. Powitały mnie piski i oklaski. Uśmiechnęłam się, zupełnie zapominając o tym, że Justin może przebywa w tym samym mieście co ja. Po prostu cieszyłam się sławą i tym, o czym zawsze marzyłam. Wiernym gronem czytelników. Usiadłam w wyznaczonym miejscu. Spojrzałam na reporterkę. Czekała z zadaniem pytania, aż publiczność trochę się uspokoi.
- Dobrze, witam cię Serena.- powiedziała, posyłając mi promienny uśmiech.
- Hej, miło mi cię poznać. Zawsze marzyłam o wywiadzie w twoim programie.- wyznałam.
- A ja marzyłam, go z tobą przeprowadzić.- westchnęła.- Napisałaś genialną książkę. Co jest recepturą na tak doskonałą powieść?
- Hm, sama nie wiem.- zaśmiałam się.- Może to dlatego, że przeżyłam wszystko na własnej skórze.
- Czyli to ty jesteś Sabrina?
- Tak, tylko różnica jest w tym, że jeszcze żyję.- zaśmiałyśmy się.
- Dobrze. Dzisiaj mam jeszcze jednego gościa. A oto znany piosenkarz, Justin Bieber!- krzyknęła, a ja zamarłam. Popatrzyłam wystraszona na Kate. Dziewczyna siedziała na widowni, z otwartą buzią. Patrzyła zmartwiona to na mnie, to za kulisy. Postanowiłam robić dobrą minę do złej gry. Uśmiechnęłam się, mimo że w środku chciałam krzyczeć!
Nie! Tylko nie to! Ja nie chcę! On mnie skrzywdził. Wykorzystał. Nie powinien się do mnie zbliżać. A teraz? Będziemy siedzieć na jednej kanapie. A do tego, skórzanej! Czy to jakiś koszmar?! Jeżeli tak, to pragnę się tylko obudzić. I to teraz. Nie za minutę, ani nawet sekundę. Tylko teraz!
Justin zdecydowanym krokiem wszedł na scenę. Patrzył na publiczność i posyłał jej całusy. Machał i podawał napalonym dziewczynom, rękę. Poprawił skórzaną kurtkę i odwrócił się w naszą stronę. Zwolnił, prawie że stanął. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Czułam jak zbiera się mi na płacz i szybko odwróciłam wzrok. Otarłam delikatnie słony płyn, a Justin zdążył już dojść do kanapy. Usiadł obok mnie. Oboje siedzieliśmy w ciszy, a dzieliło nas prawie pół metra.
- Och, a wy się pewnie nie znacie. Poznajcie się. To jest Justin, Justin Serena.- blondynka przedstawiła nas sobie. Popatrzyłam na chłopaka. Podał mi rękę, delikatnie się uśmiechając.
- Justin.- wyszeptał.
- Serena.- uścisnęłam jego dłoń, a miedzy nami przeszedł jakiś dziwny prąd. Od razu zabrałam dłoń i jeszcze bardziej zwiększyłam odstęp między nami.
- Dobrze, Justin czytałeś tą książkę?- wskazała na moje dzieło.
- Tak, trzy razy. Za każdym razem wydawała mi się być jeszcze bardziej niesamowita i zaskakująca. Autorka idealnie opisała emocje, zachowania i ogólnie sytuacje.
- No i oczywiście Jasona.- przyznała kobieta i zachichotała.- Szczerze, to nawet się w nim trochę podkochuję. Wydawał się być taki idealny. I jeszcze ten pierwszy raz na plaży. No i na kanapie. Chyba takiej jak ta?
- Tak.- odpowiedzieliśmy razem. Kobieta zmierzyła nas wzorkiem, a ja tylko zarumieniłam się.
- Dobrze, Serena. Brawo. Wiele czytelników pokochało tego przystojnego i słodkiego szatyna.
- Ja też.- przyznałam. Poczułam jak Justin poprawia się na kanapie i spina mięśnie.- Jednak najbardziej udał mi się koniec. Jestem zadowolona z tego, jak trafnie udało mi się opisać emocje.- przyznałam.
- Faktycznie, na końcu aż płakałam.- zaśmiałyśmy się.- Justin, pytanie do ciebie. Jak tam twoja sława? Nachodzą mnie plotki, że bardzo dużo pracujesz. Czy to prawda?
- Tak, ale praca jest dla mnie przyjemna. Wykonując to co kocham i zapominam o tym co kocham jeszcze bardziej.
- Och, czyżby chodziło tu o jakąś dziewczynę?- spytała prowadząca. Zamarłam i spojrzałam na Kate. Ta ze zdenerwowania zaczęła obgryzać paznokcie. Kątem oka zerknęłam na Justina. Spuścił wzrok. Przeczesał ręką włosy i znów podniósł głowę. Tym razem, intensywnie mi się przyglądał.
- Tak i to o najwspanialszą ze wszystkich.- wyznał.- Zostawiłem ją jakiś czas i strasznie tym zraniłem.
- Myślisz, że zasługujesz na drugą szansę…
- Ja bym w życiu mu nie wybaczyła. Okazał się draniem i ignorantem. Wiem, co mogła czuć ta dziewczyna.- popatrzyłam mu prosto w oczy.- Zraniłeś ją i nie licz na nic więcej, prócz nienawiści.- wyznałam, po czym znów przeniosłam wzrok na reporterkę.
- Dobrze, na dziś to już wszystko. W następnym programie wystąpi Robert Pattinson i Kristen Stewart. I warto wspomnieć, że będzie to program świąteczny. Do zobaczenia, kochani!
(piosenka)Po programie od razu zbiegłam ze sceny i skierowałam się w stronę mojej garderoby. Schowałam się tam i podbiegłam do lustra. Przeczesałam palcami grzywkę i dwa razy uderzyłam się delikatnie po policzkach. Boże, to był koszmar! Był tak blisko, a jednocześnie tak niesamowicie daleko. Jakby w innej rzeczywistości.
Zsunęłam z siebie sukienkę. Stałam właśnie przed lustrem, ludzkich rozmiarów. W pewnym momencie, obok mojego odbicia z tyłu, zobaczyłam jakąś sylwetkę. Justin stał i po prostu się na mnie patrzył. Ubrany był w czarną koszulkę z dekoltem w serek i rurki tego samego koloru. Jego twarz była jakby bez uczucia. Podszedł do mnie powoli. Cały czas śledziłam go wzrokiem. Nie zważałam na to, że byłam tylko w czarnym, koronkowym komplecie. Nie patrzyłam na takie szczegóły. Teraz liczyło się tylko to, że był tu ze mną. Tak mi go brakowało. Nagle poczułam jak te trzy miesiące gdzieś znikają.
Chłopak delikatnie objął mnie w talii. Zaczął delikatnie całować mnie po szyi, odgarniając opuszkami palców moje włosy, na drugi bok. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Zdążyłam się już od niego odzwyczaić. Zapragnęłam więcej. Odwróciłam się do niego i delikatnie wpiłam się w jego wargi. Chłopak obejmował mnie w talii. Zatopiłam palce w jego włosach. Kochałam to robić. Kochałam jego pocałunki, dotyk… Jego całego. I choćbym próbowała sobie coś wmawiać, to i tak by nic nie dało.
Nagle dotarło do mnie co my tak właściwie robimy. Całujemy się, mimo że nie wszystko zostało już wyjaśnione. Energicznie go od siebie odepchnęłam. Otarłam ręką usta i zarzuciłam na siebie jedwabny szlafrok. Chłopak stał i dokładnie mi się przyglądał.
-Justin, wyjdź.- wyszeptałam. On posłusznie, bez słowa, opuścił moją garderobę. Po nim, wślizgnęła się tam Kate.
- Co to było?! Co on tu robił?!- zaczęła mnie zasypywać lawiną pytań. Ja tylko pokiwałam głową, wciąż zszokowana.
- Nie wiem, chodźmy.- powiedziałam, ubierając się w mniej elegancki ciuch.
Szybko opuściłyśmy studio, nie chcąc znów natknąć się na mojego byłego kochanka. Wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy.
Byłam strasznie zdenerwowana. Poprawiłam sukienkę. Słyszałam jak prezenterka zaczyna mnie powoli zapowiadać. Ostatni raz spojrzałam na Kate, siedzącą na widowni. Pokazała mi uniesiony kciuk. Przygładziłam włosy i weszłam na scenę. Powitały mnie piski i oklaski. Uśmiechnęłam się, zupełnie zapominając o tym, że Justin może przebywa w tym samym mieście co ja. Po prostu cieszyłam się sławą i tym, o czym zawsze marzyłam. Wiernym gronem czytelników. Usiadłam w wyznaczonym miejscu. Spojrzałam na reporterkę. Czekała z zadaniem pytania, aż publiczność trochę się uspokoi.
- Dobrze, witam cię Serena.- powiedziała, posyłając mi promienny uśmiech.
- Hej, miło mi cię poznać. Zawsze marzyłam o wywiadzie w twoim programie.- wyznałam.
- A ja marzyłam, go z tobą przeprowadzić.- westchnęła.- Napisałaś genialną książkę. Co jest recepturą na tak doskonałą powieść?
- Hm, sama nie wiem.- zaśmiałam się.- Może to dlatego, że przeżyłam wszystko na własnej skórze.
- Czyli to ty jesteś Sabrina?
- Tak, tylko różnica jest w tym, że jeszcze żyję.- zaśmiałyśmy się.
- Dobrze. Dzisiaj mam jeszcze jednego gościa. A oto znany piosenkarz, Justin Bieber!- krzyknęła, a ja zamarłam. Popatrzyłam wystraszona na Kate. Dziewczyna siedziała na widowni, z otwartą buzią. Patrzyła zmartwiona to na mnie, to za kulisy. Postanowiłam robić dobrą minę do złej gry. Uśmiechnęłam się, mimo że w środku chciałam krzyczeć!
Nie! Tylko nie to! Ja nie chcę! On mnie skrzywdził. Wykorzystał. Nie powinien się do mnie zbliżać. A teraz? Będziemy siedzieć na jednej kanapie. A do tego, skórzanej! Czy to jakiś koszmar?! Jeżeli tak, to pragnę się tylko obudzić. I to teraz. Nie za minutę, ani nawet sekundę. Tylko teraz!
Justin zdecydowanym krokiem wszedł na scenę. Patrzył na publiczność i posyłał jej całusy. Machał i podawał napalonym dziewczynom, rękę. Poprawił skórzaną kurtkę i odwrócił się w naszą stronę. Zwolnił, prawie że stanął. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Czułam jak zbiera się mi na płacz i szybko odwróciłam wzrok. Otarłam delikatnie słony płyn, a Justin zdążył już dojść do kanapy. Usiadł obok mnie. Oboje siedzieliśmy w ciszy, a dzieliło nas prawie pół metra.
- Och, a wy się pewnie nie znacie. Poznajcie się. To jest Justin, Justin Serena.- blondynka przedstawiła nas sobie. Popatrzyłam na chłopaka. Podał mi rękę, delikatnie się uśmiechając.
- Justin.- wyszeptał.
- Serena.- uścisnęłam jego dłoń, a miedzy nami przeszedł jakiś dziwny prąd. Od razu zabrałam dłoń i jeszcze bardziej zwiększyłam odstęp między nami.
- Dobrze, Justin czytałeś tą książkę?- wskazała na moje dzieło.
- Tak, trzy razy. Za każdym razem wydawała mi się być jeszcze bardziej niesamowita i zaskakująca. Autorka idealnie opisała emocje, zachowania i ogólnie sytuacje.
- No i oczywiście Jasona.- przyznała kobieta i zachichotała.- Szczerze, to nawet się w nim trochę podkochuję. Wydawał się być taki idealny. I jeszcze ten pierwszy raz na plaży. No i na kanapie. Chyba takiej jak ta?
- Tak.- odpowiedzieliśmy razem. Kobieta zmierzyła nas wzorkiem, a ja tylko zarumieniłam się.
- Dobrze, Serena. Brawo. Wiele czytelników pokochało tego przystojnego i słodkiego szatyna.
- Ja też.- przyznałam. Poczułam jak Justin poprawia się na kanapie i spina mięśnie.- Jednak najbardziej udał mi się koniec. Jestem zadowolona z tego, jak trafnie udało mi się opisać emocje.- przyznałam.
- Faktycznie, na końcu aż płakałam.- zaśmiałyśmy się.- Justin, pytanie do ciebie. Jak tam twoja sława? Nachodzą mnie plotki, że bardzo dużo pracujesz. Czy to prawda?
- Tak, ale praca jest dla mnie przyjemna. Wykonując to co kocham i zapominam o tym co kocham jeszcze bardziej.
- Och, czyżby chodziło tu o jakąś dziewczynę?- spytała prowadząca. Zamarłam i spojrzałam na Kate. Ta ze zdenerwowania zaczęła obgryzać paznokcie. Kątem oka zerknęłam na Justina. Spuścił wzrok. Przeczesał ręką włosy i znów podniósł głowę. Tym razem, intensywnie mi się przyglądał.
- Tak i to o najwspanialszą ze wszystkich.- wyznał.- Zostawiłem ją jakiś czas i strasznie tym zraniłem.
- Myślisz, że zasługujesz na drugą szansę…
- Ja bym w życiu mu nie wybaczyła. Okazał się draniem i ignorantem. Wiem, co mogła czuć ta dziewczyna.- popatrzyłam mu prosto w oczy.- Zraniłeś ją i nie licz na nic więcej, prócz nienawiści.- wyznałam, po czym znów przeniosłam wzrok na reporterkę.
- Dobrze, na dziś to już wszystko. W następnym programie wystąpi Robert Pattinson i Kristen Stewart. I warto wspomnieć, że będzie to program świąteczny. Do zobaczenia, kochani!
(piosenka)Po programie od razu zbiegłam ze sceny i skierowałam się w stronę mojej garderoby. Schowałam się tam i podbiegłam do lustra. Przeczesałam palcami grzywkę i dwa razy uderzyłam się delikatnie po policzkach. Boże, to był koszmar! Był tak blisko, a jednocześnie tak niesamowicie daleko. Jakby w innej rzeczywistości.
Zsunęłam z siebie sukienkę. Stałam właśnie przed lustrem, ludzkich rozmiarów. W pewnym momencie, obok mojego odbicia z tyłu, zobaczyłam jakąś sylwetkę. Justin stał i po prostu się na mnie patrzył. Ubrany był w czarną koszulkę z dekoltem w serek i rurki tego samego koloru. Jego twarz była jakby bez uczucia. Podszedł do mnie powoli. Cały czas śledziłam go wzrokiem. Nie zważałam na to, że byłam tylko w czarnym, koronkowym komplecie. Nie patrzyłam na takie szczegóły. Teraz liczyło się tylko to, że był tu ze mną. Tak mi go brakowało. Nagle poczułam jak te trzy miesiące gdzieś znikają.
Chłopak delikatnie objął mnie w talii. Zaczął delikatnie całować mnie po szyi, odgarniając opuszkami palców moje włosy, na drugi bok. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Zdążyłam się już od niego odzwyczaić. Zapragnęłam więcej. Odwróciłam się do niego i delikatnie wpiłam się w jego wargi. Chłopak obejmował mnie w talii. Zatopiłam palce w jego włosach. Kochałam to robić. Kochałam jego pocałunki, dotyk… Jego całego. I choćbym próbowała sobie coś wmawiać, to i tak by nic nie dało.
Nagle dotarło do mnie co my tak właściwie robimy. Całujemy się, mimo że nie wszystko zostało już wyjaśnione. Energicznie go od siebie odepchnęłam. Otarłam ręką usta i zarzuciłam na siebie jedwabny szlafrok. Chłopak stał i dokładnie mi się przyglądał.
-Justin, wyjdź.- wyszeptałam. On posłusznie, bez słowa, opuścił moją garderobę. Po nim, wślizgnęła się tam Kate.
- Co to było?! Co on tu robił?!- zaczęła mnie zasypywać lawiną pytań. Ja tylko pokiwałam głową, wciąż zszokowana.
- Nie wiem, chodźmy.- powiedziałam, ubierając się w mniej elegancki ciuch.
Szybko opuściłyśmy studio, nie chcąc znów natknąć się na mojego byłego kochanka. Wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy.
♫♫♫
Rozdział pisała BrandNewLife.
No i jak laski? Mam nadzieję, że moje nn przypadło wam do gustu. W następnym mojego wykonania będzie jeszcze więcej Justina.
7komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 35
34 "A i powiedz swojemu przyjacielowi żeby zostawił mnie i moje..."
Byłyśmy już na miejscu. W moim kochanym Paryżu. Ludzie chodzili powoli , miłość była w powietrzu. Romantyzm , to druga nazwa tego miasta. Było mi szkoda, bo chciałam tu przyjechać z Taylorem. Nadal chodziły mi słowa po głowię, które napisałam w liście. List zostawiłam na stolę w naszej willi , Tay miał do niej klucz. List brzmiał tak:
Taylorze.
Wyjechałam , raczej już nie wrócę. Nie szukaj mnie.
Widziałam jak zareagowałeś. Nie chcę ci niszczyć kariery.
A i ty nas nie chcesz. Nie dzwoń , nie szukaj mnie.
Żegnaj.
Kate, twoja była.
Miałam nadzieje że go przeczyta i przybiegnie jak odlatywałam . Ale nie , to koniec naszego związku. Wykorzystał mnie i zostawił. Pociekła mi łza. Serena tylko ją otarła i pociągnęła mnie za rękę. Weszłyśmy do luksusowego domu mody. Przymierzyłam kilka strojów , wybrałam ten , i założyłam. Wyszłyśmy , i pokierowałyśmy się w stronę disney landu. To było marzenie Sereny, tam pójść. Pomimo że na dworze, było chłodno, było tam dużo ludzi. A dokładnie za parę dni miała być gwiazdka, miałyśmy ja spędzić we dwie. Chodziłyśmy i rozglądałyśmy się, ludzie chodzili dookoła , było ich mnóstwo. Co trochę napotykałyśmy , pracowników przebranych za jakieś postacie z bajek. Było tu tak radośnie i kolorowo. Podeszłam do stoiska ze słodyczami kupiłam nam dwie duże różowe waty cukrowe. Pobiegłyśmy na karuzele, małe filiżanki wirowały z czajniczkiem. Siedziałyśmy w zestawie filiżanek pani imbryk. To była moja ulubiona bajka" Piękna i Bestia "
Porobiłyśmy sobie parę zdjęć z postaciami disneyowskimi. Jest ,nadszedł czas na zwiedzanie pałacyku. Sale były piękne i strojne, kupiłam sobie sukienkę na stoisku z kolorowymi strojami wyglądała tak.Postanowiłyśmy pójść na jakąś atrakcje, gdy stałyśmy w kolejce po bilety. Zobaczyłyśmy coś co nas bardzo zdziwiło. Justin w kapturze i okularach przeciw słonecznych, choć słońce nie świeciło. Poznałam go po tej bluzie, kiedyś na zamówienie Sereny moja mama ją uszyła. Jest jedyna na świecie, nikt takiej nie ma , oprócz jego.
-Serena, widzisz tego kolesia w tej bluzie?
-NO.-przytaknęła.
-To chyba Justin. Pamiętasz moja mama specjalnie na twoje zamówienie uszyła taką.
-O cholera.Uciekamy.-Znów chwyciła mnie za rękę i pociągnęła.
Schowałyśmy sie w dmuchanym zamku. Usiadłyśmy w koncie. Serenie z oczu zaczęły lecieć łzy. Chyba nas zauważył i pobiegł za nami. Chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam dalej, nie mogłyśmy tam siedzieć. Pobiegłyśmy na kolejkę górską, Serena wsiadła do wagonika. A ja zostałam, było mi trochę nie dobrze. A nie chciałam narażać małej albo małego. Kolejka ruszyła, ja zostałam. On dobiegł do mnie i spytał:
-Gdzie jest Serena, muszę ją zobaczyć?-spytał
-Nieważne, ona ciebie nie chcę widzieć . Wiesz jak sie przez ciebie nacierpiała.
-Wiem. Taylor mi wszystko powiedział.-Oznajmił jakby nic.
-On o wszystkim wiedział !-Wykrzyknęłam, na niego. Byłam zła.
-Tak wiedział. Ale przecież muszę wyjaśnić to z Sereną.
-Ale ona nie chcę z tobą rozmawiać.-Oznajmiłam.
-Ale ja jej muszę wszystko wyjaśnić. Bo ja musiałem, to dla jej dobra.-tłumaczył, plącząc się.
-TA , ta . Wynoś się z tond . Powoli tracę cierpliwość.-Byłam już bardzo zdenerwowana. Wychodziłam z siebie. Nagle za mną usłyszałam bardzo zdenerwowany kobiecy głos:
-Wynoś sie z tond i jej nie denerwuj, w tym stanie.
-Jakim stanie. Co jej jest. A właściwie dlaczego wyjechałyście?-spytał.
-Wyjechałyśmy z dwóch powodów, a jednym jesteś ty.-Oznajmiłam mu prosto w twarz.
-A drugi powrót?-Dopytywał.
-Szczególny stan Kate. A dla Taylora się to nie liczy. Jak stwierdził popsuło by mu to karierę.-Mówiła Serena, już będąc bardzo złą.
-Czy ona z nim? On ją kocha . Nie może bez niej żyć.-Zrobił wielkie oczy.
-Tak jasne, i dlatego stwierdził że to by mu karierę popsuło.-Dodałam.
-Zostaw mnie.-syknęła morderczo.
-A i powiedz swojemu przyjacielowi żeby zostawił mnie i moje...-Za jąkałam się i wybuchłam płaczem. Serena chwyciła mnie za dłoń i pobiegłyśmy...
***
Rozdział pisała Katherine034. Dziekujemy za liczne komentarze i zapraszamy do czytania naszego bloga.
Byłyśmy już na miejscu. W moim kochanym Paryżu. Ludzie chodzili powoli , miłość była w powietrzu. Romantyzm , to druga nazwa tego miasta. Było mi szkoda, bo chciałam tu przyjechać z Taylorem. Nadal chodziły mi słowa po głowię, które napisałam w liście. List zostawiłam na stolę w naszej willi , Tay miał do niej klucz. List brzmiał tak:
Taylorze.
Wyjechałam , raczej już nie wrócę. Nie szukaj mnie.
Widziałam jak zareagowałeś. Nie chcę ci niszczyć kariery.
A i ty nas nie chcesz. Nie dzwoń , nie szukaj mnie.
Żegnaj.
Kate, twoja była.
Miałam nadzieje że go przeczyta i przybiegnie jak odlatywałam . Ale nie , to koniec naszego związku. Wykorzystał mnie i zostawił. Pociekła mi łza. Serena tylko ją otarła i pociągnęła mnie za rękę. Weszłyśmy do luksusowego domu mody. Przymierzyłam kilka strojów , wybrałam ten , i założyłam. Wyszłyśmy , i pokierowałyśmy się w stronę disney landu. To było marzenie Sereny, tam pójść. Pomimo że na dworze, było chłodno, było tam dużo ludzi. A dokładnie za parę dni miała być gwiazdka, miałyśmy ja spędzić we dwie. Chodziłyśmy i rozglądałyśmy się, ludzie chodzili dookoła , było ich mnóstwo. Co trochę napotykałyśmy , pracowników przebranych za jakieś postacie z bajek. Było tu tak radośnie i kolorowo. Podeszłam do stoiska ze słodyczami kupiłam nam dwie duże różowe waty cukrowe. Pobiegłyśmy na karuzele, małe filiżanki wirowały z czajniczkiem. Siedziałyśmy w zestawie filiżanek pani imbryk. To była moja ulubiona bajka" Piękna i Bestia "
Porobiłyśmy sobie parę zdjęć z postaciami disneyowskimi. Jest ,nadszedł czas na zwiedzanie pałacyku. Sale były piękne i strojne, kupiłam sobie sukienkę na stoisku z kolorowymi strojami wyglądała tak.Postanowiłyśmy pójść na jakąś atrakcje, gdy stałyśmy w kolejce po bilety. Zobaczyłyśmy coś co nas bardzo zdziwiło. Justin w kapturze i okularach przeciw słonecznych, choć słońce nie świeciło. Poznałam go po tej bluzie, kiedyś na zamówienie Sereny moja mama ją uszyła. Jest jedyna na świecie, nikt takiej nie ma , oprócz jego.
-Serena, widzisz tego kolesia w tej bluzie?
-NO.-przytaknęła.
-To chyba Justin. Pamiętasz moja mama specjalnie na twoje zamówienie uszyła taką.
-O cholera.Uciekamy.-Znów chwyciła mnie za rękę i pociągnęła.
Schowałyśmy sie w dmuchanym zamku. Usiadłyśmy w koncie. Serenie z oczu zaczęły lecieć łzy. Chyba nas zauważył i pobiegł za nami. Chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam dalej, nie mogłyśmy tam siedzieć. Pobiegłyśmy na kolejkę górską, Serena wsiadła do wagonika. A ja zostałam, było mi trochę nie dobrze. A nie chciałam narażać małej albo małego. Kolejka ruszyła, ja zostałam. On dobiegł do mnie i spytał:
-Gdzie jest Serena, muszę ją zobaczyć?-spytał
-Nieważne, ona ciebie nie chcę widzieć . Wiesz jak sie przez ciebie nacierpiała.
-Wiem. Taylor mi wszystko powiedział.-Oznajmił jakby nic.
-On o wszystkim wiedział !-Wykrzyknęłam, na niego. Byłam zła.
-Tak wiedział. Ale przecież muszę wyjaśnić to z Sereną.
-Ale ona nie chcę z tobą rozmawiać.-Oznajmiłam.
-Ale ja jej muszę wszystko wyjaśnić. Bo ja musiałem, to dla jej dobra.-tłumaczył, plącząc się.
-TA , ta . Wynoś się z tond . Powoli tracę cierpliwość.-Byłam już bardzo zdenerwowana. Wychodziłam z siebie. Nagle za mną usłyszałam bardzo zdenerwowany kobiecy głos:
-Wynoś sie z tond i jej nie denerwuj, w tym stanie.
-Jakim stanie. Co jej jest. A właściwie dlaczego wyjechałyście?-spytał.
-Wyjechałyśmy z dwóch powodów, a jednym jesteś ty.-Oznajmiłam mu prosto w twarz.
-A drugi powrót?-Dopytywał.
-Szczególny stan Kate. A dla Taylora się to nie liczy. Jak stwierdził popsuło by mu to karierę.-Mówiła Serena, już będąc bardzo złą.
-Czy ona z nim? On ją kocha . Nie może bez niej żyć.-Zrobił wielkie oczy.
-Tak jasne, i dlatego stwierdził że to by mu karierę popsuło.-Dodałam.
-Zostaw mnie.-syknęła morderczo.
-A i powiedz swojemu przyjacielowi żeby zostawił mnie i moje...-Za jąkałam się i wybuchłam płaczem. Serena chwyciła mnie za dłoń i pobiegłyśmy...
***
Rozdział pisała Katherine034. Dziekujemy za liczne komentarze i zapraszamy do czytania naszego bloga.
Tagi:
rozdział 34
Hej laski!
♫♫♫
Pogodziłyśmy się i znów normalnie gadamy. A że opowiadanie na serio dobiega końca (około 10 notek jeszcze), musimy wam zadać parę pytań:
1. Czy wolicie aby następna historia była o Lautnerze i Bieberze , czy tylko o Bieberze?
2. Jeśli postać Lautnera miała by się zmienić to na kogo?
3. Czy czytałybyście to opowiadanie, gdyby zamiast Biebera był tu Paul Wesley?
4. Czy stworzone przez nas postacie (nie tylko męskie, również żeńskie) podobały wam się? Który charakter najbardziej?
♫♫♫
To by było na tyle. Prosimy o jak najwięcej odpowiedzi, bo od tego będzie zależało nasze następne opowiadanie. Dzięki za wszystko i prosimy o komy:D
♫♫♫
Pogodziłyśmy się i znów normalnie gadamy. A że opowiadanie na serio dobiega końca (około 10 notek jeszcze), musimy wam zadać parę pytań:
1. Czy wolicie aby następna historia była o Lautnerze i Bieberze , czy tylko o Bieberze?
2. Jeśli postać Lautnera miała by się zmienić to na kogo?
3. Czy czytałybyście to opowiadanie, gdyby zamiast Biebera był tu Paul Wesley?
4. Czy stworzone przez nas postacie (nie tylko męskie, również żeńskie) podobały wam się? Który charakter najbardziej?
♫♫♫
To by było na tyle. Prosimy o jak najwięcej odpowiedzi, bo od tego będzie zależało nasze następne opowiadanie. Dzięki za wszystko i prosimy o komy:D
Tagi:
Pytania
33 „Od mojego byłego, zakłamanego, durnego, głupiego, chamskiego… Po prostu od Justina.”
*3 miesiące później*
*Oczami Sereny*
Kate zemdlała. Po prostu zemdlała. I tylko ja znałam tego przyczynę. Poprawiłam się na siedzeniu w poczekalni. Nie wpuszczali mnie na salę, bo robili jeszcze jakieś badania udowadniające moją diagnozę. Doktorem nie byłam, ale ciążę potrafiłam stwierdzić.
Wyciągnęłam sobie tomik „Pamiętnik” napisanej przez Nicholasa Sparksa. Zaczęłam ja czytać po raz drugi. To nie wiarygodne, że ona do niego wraca. W życiu osoby, które kochaliśmy nigdy nie wracają. Bo to życie. Szara rzeczywistość. Właśnie o niej opowiada moja najnowsza książka. Miesiąc temu trafiła do druku, a już stała się bestsellerem na skalę światową. Jestem z tego strasznie dumna. Ludzie z natury nie lubią tragicznych historii, jednak ta przypadła im do gustu. Ach, książka o zakochanej kobiecie i znienawidzonym przez nią, mężczyźnie. Coś dla każdej feministki. Tylko koniec tu nie pasuje. Samobójstwo… Coś na co przez dwa ostatnie miesiące miałam największą ochotę. Dopiero gdy wydano książkę i rzuciłam się w wir pracy, zapomniałam. Jednak ból w sercu odradzał się wieczorami, gdy zasypiałam sama. Czasem byłam na tyle zdesperowana, że wyobrażałam sobie iż ramiona którymi się obejmują, należą do Justina. Wiem, to dziwne. Ale w moim przypadku, jak najbardziej uzasadnione.
Z sali w której leżała Kate, weszła pielęgniarka. Oznajmiła, że Kate już się ubiera i zaraz wyjdzie. Przytaknęłam na to głową i powróciłam do rozmyślania. Schowałam książkę i wstałam. Zaczęłam się przechadzać w te i we w te. Spojrzałam na wiszący na ścianie, mały telewizor. Stały przed nim dwie nastolatki, czekające za pewne na kogoś leżącego w tym szpitalu. Nagle na monitorze pojawiło się logo plotkarskich wiadomości. Potem obraz pokazał prezentera. Cos tam mówił o kilku nieznanych mi gwiazdach i w końcu, wspomniał jego imię… Czyli obecnie, dla mnie imię zakazane. Nawet w domu go nie używaliśmy. Nikt nawet nie śmiał. Wsłuchałam się w słowa prezentera.
- Co dzieje się z Justinem Bieberem? Chłopak rzucił się nieubłaganie w wir pracy. Na pytanie, dlaczego odpowiada, że tylko to mu zostało.
I wtedy pokazano filmik z jakiegoś wywiadu z nim. Poczułam, jak ktoś wbija mi igły w serce. Torturuje i nie pozwala nabrać oddechu. W milczeniu, przyglądałam się telewizorowi.
- Justin, widać u ciebie dużą zmianę. Co raz rzadziej się uśmiechasz. Co jest tego powodem?- zadała mu pytanie reporterka. On tylko przeczesał włosy.
- Straciłem osobę, która była dla mnie najważniejsza. A do tego, przeczytałam o tym w książce i dopiero wtedy sobie o tym uzmysłowiłem.- spojrzała w kamerę. Czułam jakby wzrok kierował prosto na mnie. Wypowiedział bezgłośnie „I miss you.” I odszedł. Reporterka jeszcze coś tam mówiła. Ja jakby nie do końca kontaktująca, usiadłam na krześle i ukryłam twarz w dłoniach. Poczułam jak Kate mnie obejmuje. Usiadła obok mnie.
- Ej, to ja tu jestem w ciąży. To ja powinnam płakać.- powiedziała, smutnym głosem.- Co się stało?
- Justin…- wyszeptałam.- Przed chwilom powiedział w wywiadzie, że za mną tęskni.- wychlipałam i wysmarkałam nos.
Kate prychnęła i pomogła mi się ogarnąć.
- Kochanie, a niech sobie tęskni. Zostawił cię. I ma prawa tęsknić z tak wspaniałą, piękną i inteligentom kobietą, jaką jesteś.- westchnęła.- Wyjedźmy stąd na jakiś czas.- zaproponowała.- Może do Paryża. Odwiedzimy moją rodzinę, naszą kochaną kawiarenkę z najlepszymi napoleonkami i oczywiście wieżę Eiffela. Co ty na to?
Pokiwałam głową.
- Mam tam wywiad.- obwieściłam cicho.- I musimy zobaczyć Disney Land.
Zaśmiałyśmy się i wstałyśmy. Kate objęła mnie przyjacielsko i wyszłyśmy ze szpitala. Dziewczyna opowiadała mi, że nic chce mówić Taylorowi bo to mu „karierę zniszczy”. Wiec, od razu udałyśmy się na lotnisko. Ubraniami też się nie przejmowałyśmy, bo w końcu mama Kate była sławną projektantką. Tak więc, było jak podczas naszego przyjazdy do LA.
Znów uciekałyśmy od problemów. Wtedy to były złe kontakty z rodzicami, teraz po prostu chęć ucieczki od wszystkiego. Dla mnie od mojego byłego, zakłamanego, durnego, głupiego, chamskiego… Po prostu od Justina. A dla niej od Taya. Spojrzałam przez okno samolotu. Ziemia była tak daleko. Pomyślałam, że gdzieś po niej stąpa mój ukochany. Może właśnie daje koncert. Ach, tyle możliwości. Ciekawe czy czytał moją książkę? Nie, na pewno ja czytał. Nawet wspomniał o tym w wywiadzie. Ach, chętnie zobaczyłabym jego reakcję, gdy doszedł do końca.
Ktoś kopnął w mój fotel. Leciałyśmy pierwszą klasą, ale i tak były z nami nie wychowane osoby. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, bo słonce świeciło mi prosto w oczy, a nie chciałam zasuwać roletki. Znów kopnięcie. Zdenerwowana, postanowiłam się odwrócić i zwrócić uwagę, tej chamskiej osobie siedzącej za mną.
Tak też zrobiłam. Okazało się, że to chłopak. Szatyn, szczupły i bardzo podobny do… Nie, to nie możliwe. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, więc niestety nie mogłam tego wykluczyć.
- Mógłby pan nie kopać mojego siedzenia. Byłabym wdzięczna.- powiedziała oschle, odgarniając włosy za ucho.
- Będę robić co mi się podoba…
- Nie, nie będziesz. Słuchaj, kimkolwiek jesteś, zostawił mnie chłopak, który podobno mnie kochał. A do tego, moja najlepsza przyjaciółka jest w ciąży i nie chce o tym powiedzieć nikomu, po za mną. Ten lot jest moją ucieczką. Więc z łaski swojej, przestań mi go uprzykrzać.- cały czas szeptałam, bo Kate udało się zasnąć.
- Będę robił co chcę. Zostawiłem dziewczynę, którą kochałem bo musiałem to zrobić. A do tego, mój kumpel nie może znaleźć swojej ukochanej. A ty wiesz, w ogóle kim ja jestem?- spytał, ja co raz bardziej podminowana, pokiwałam przecząco głową. Chłopak ściągnął okulary, a ja zamarłam. Nagle zrobiło mi się strasznie nie dobrze. Szybko wstałam i pobiegłam do samolotowej toalety. Zwymiotowałam. Nie byłam na to przygotowana. Jak on, gwiazda, mógł lecieć zwykłym samolotem?! Przecież ma własny!
Przejrzałam się w lusterku i uznałam, że wypadłoby się przebrać. Wyciągnęłam z torbie strój na zmianę. Rozpuściłam włosy i poprawiłam makijaż. Wyjrzałam przez drzwi od łazienki. Justin siedział i czytał jakąś książkę. Zdecydowanym krokiem, wróciłam na swoje miejsce. Usiadłam i spojrzałam przed siebie. Analizowałam właśnie strukturę plastiku, z które składało się oparcie fotela przede mną, kiedy poczułam czyiś miętowy oddech na mojej szyi. Pamiętam jak czułam go na całym ciele. Tamtej nocy na plaży i na kanapie. Westchnęłam.
- Przepraszam, już nie będę kopał twojego siedzenia.- pocałował mnie w ramię i oddalił się. A ja siedziałam jakby przygwożdżona do siedzenia. Kate patrzyła na mnie zaskoczona. Czy to możliwe, że mnie poznał?
- Załóż okulary przeciwsłoneczne.- poleciłam jej. Ona zrozumiała i wykonała polecenie.
Na szczęście, już dolecieliśmy. Razem z Kate szybko wybiegłyśmy z samolotu.
Hotel miałyśmy już zarezerwowany przez mamę Kate. Był to bardzo luksusowy apartament, prezydencki. Dwie sypialnie, plazmowy telewizor, duża łazienka i barek. Ach, co za luksus. Podeszłam do okna balkonowego. Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz. Rozpościerała się przede mną panorama Paryża, odznaczająca się przepiękną wieża Eiffela.
Spojrzałam na zegarek. Robiło się już późno. Kate poszła się umyć, a ja tuż po niej. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy spać do swoich sypialni.
*3 miesiące później*
*Oczami Sereny*
Kate zemdlała. Po prostu zemdlała. I tylko ja znałam tego przyczynę. Poprawiłam się na siedzeniu w poczekalni. Nie wpuszczali mnie na salę, bo robili jeszcze jakieś badania udowadniające moją diagnozę. Doktorem nie byłam, ale ciążę potrafiłam stwierdzić.
Wyciągnęłam sobie tomik „Pamiętnik” napisanej przez Nicholasa Sparksa. Zaczęłam ja czytać po raz drugi. To nie wiarygodne, że ona do niego wraca. W życiu osoby, które kochaliśmy nigdy nie wracają. Bo to życie. Szara rzeczywistość. Właśnie o niej opowiada moja najnowsza książka. Miesiąc temu trafiła do druku, a już stała się bestsellerem na skalę światową. Jestem z tego strasznie dumna. Ludzie z natury nie lubią tragicznych historii, jednak ta przypadła im do gustu. Ach, książka o zakochanej kobiecie i znienawidzonym przez nią, mężczyźnie. Coś dla każdej feministki. Tylko koniec tu nie pasuje. Samobójstwo… Coś na co przez dwa ostatnie miesiące miałam największą ochotę. Dopiero gdy wydano książkę i rzuciłam się w wir pracy, zapomniałam. Jednak ból w sercu odradzał się wieczorami, gdy zasypiałam sama. Czasem byłam na tyle zdesperowana, że wyobrażałam sobie iż ramiona którymi się obejmują, należą do Justina. Wiem, to dziwne. Ale w moim przypadku, jak najbardziej uzasadnione.
Z sali w której leżała Kate, weszła pielęgniarka. Oznajmiła, że Kate już się ubiera i zaraz wyjdzie. Przytaknęłam na to głową i powróciłam do rozmyślania. Schowałam książkę i wstałam. Zaczęłam się przechadzać w te i we w te. Spojrzałam na wiszący na ścianie, mały telewizor. Stały przed nim dwie nastolatki, czekające za pewne na kogoś leżącego w tym szpitalu. Nagle na monitorze pojawiło się logo plotkarskich wiadomości. Potem obraz pokazał prezentera. Cos tam mówił o kilku nieznanych mi gwiazdach i w końcu, wspomniał jego imię… Czyli obecnie, dla mnie imię zakazane. Nawet w domu go nie używaliśmy. Nikt nawet nie śmiał. Wsłuchałam się w słowa prezentera.
- Co dzieje się z Justinem Bieberem? Chłopak rzucił się nieubłaganie w wir pracy. Na pytanie, dlaczego odpowiada, że tylko to mu zostało.
I wtedy pokazano filmik z jakiegoś wywiadu z nim. Poczułam, jak ktoś wbija mi igły w serce. Torturuje i nie pozwala nabrać oddechu. W milczeniu, przyglądałam się telewizorowi.
- Justin, widać u ciebie dużą zmianę. Co raz rzadziej się uśmiechasz. Co jest tego powodem?- zadała mu pytanie reporterka. On tylko przeczesał włosy.
- Straciłem osobę, która była dla mnie najważniejsza. A do tego, przeczytałam o tym w książce i dopiero wtedy sobie o tym uzmysłowiłem.- spojrzała w kamerę. Czułam jakby wzrok kierował prosto na mnie. Wypowiedział bezgłośnie „I miss you.” I odszedł. Reporterka jeszcze coś tam mówiła. Ja jakby nie do końca kontaktująca, usiadłam na krześle i ukryłam twarz w dłoniach. Poczułam jak Kate mnie obejmuje. Usiadła obok mnie.
- Ej, to ja tu jestem w ciąży. To ja powinnam płakać.- powiedziała, smutnym głosem.- Co się stało?
- Justin…- wyszeptałam.- Przed chwilom powiedział w wywiadzie, że za mną tęskni.- wychlipałam i wysmarkałam nos.
Kate prychnęła i pomogła mi się ogarnąć.
- Kochanie, a niech sobie tęskni. Zostawił cię. I ma prawa tęsknić z tak wspaniałą, piękną i inteligentom kobietą, jaką jesteś.- westchnęła.- Wyjedźmy stąd na jakiś czas.- zaproponowała.- Może do Paryża. Odwiedzimy moją rodzinę, naszą kochaną kawiarenkę z najlepszymi napoleonkami i oczywiście wieżę Eiffela. Co ty na to?
Pokiwałam głową.
- Mam tam wywiad.- obwieściłam cicho.- I musimy zobaczyć Disney Land.
Zaśmiałyśmy się i wstałyśmy. Kate objęła mnie przyjacielsko i wyszłyśmy ze szpitala. Dziewczyna opowiadała mi, że nic chce mówić Taylorowi bo to mu „karierę zniszczy”. Wiec, od razu udałyśmy się na lotnisko. Ubraniami też się nie przejmowałyśmy, bo w końcu mama Kate była sławną projektantką. Tak więc, było jak podczas naszego przyjazdy do LA.
Znów uciekałyśmy od problemów. Wtedy to były złe kontakty z rodzicami, teraz po prostu chęć ucieczki od wszystkiego. Dla mnie od mojego byłego, zakłamanego, durnego, głupiego, chamskiego… Po prostu od Justina. A dla niej od Taya. Spojrzałam przez okno samolotu. Ziemia była tak daleko. Pomyślałam, że gdzieś po niej stąpa mój ukochany. Może właśnie daje koncert. Ach, tyle możliwości. Ciekawe czy czytał moją książkę? Nie, na pewno ja czytał. Nawet wspomniał o tym w wywiadzie. Ach, chętnie zobaczyłabym jego reakcję, gdy doszedł do końca.
Ktoś kopnął w mój fotel. Leciałyśmy pierwszą klasą, ale i tak były z nami nie wychowane osoby. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, bo słonce świeciło mi prosto w oczy, a nie chciałam zasuwać roletki. Znów kopnięcie. Zdenerwowana, postanowiłam się odwrócić i zwrócić uwagę, tej chamskiej osobie siedzącej za mną.
Tak też zrobiłam. Okazało się, że to chłopak. Szatyn, szczupły i bardzo podobny do… Nie, to nie możliwe. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, więc niestety nie mogłam tego wykluczyć.
- Mógłby pan nie kopać mojego siedzenia. Byłabym wdzięczna.- powiedziała oschle, odgarniając włosy za ucho.
- Będę robić co mi się podoba…
- Nie, nie będziesz. Słuchaj, kimkolwiek jesteś, zostawił mnie chłopak, który podobno mnie kochał. A do tego, moja najlepsza przyjaciółka jest w ciąży i nie chce o tym powiedzieć nikomu, po za mną. Ten lot jest moją ucieczką. Więc z łaski swojej, przestań mi go uprzykrzać.- cały czas szeptałam, bo Kate udało się zasnąć.
- Będę robił co chcę. Zostawiłem dziewczynę, którą kochałem bo musiałem to zrobić. A do tego, mój kumpel nie może znaleźć swojej ukochanej. A ty wiesz, w ogóle kim ja jestem?- spytał, ja co raz bardziej podminowana, pokiwałam przecząco głową. Chłopak ściągnął okulary, a ja zamarłam. Nagle zrobiło mi się strasznie nie dobrze. Szybko wstałam i pobiegłam do samolotowej toalety. Zwymiotowałam. Nie byłam na to przygotowana. Jak on, gwiazda, mógł lecieć zwykłym samolotem?! Przecież ma własny!
Przejrzałam się w lusterku i uznałam, że wypadłoby się przebrać. Wyciągnęłam z torbie strój na zmianę. Rozpuściłam włosy i poprawiłam makijaż. Wyjrzałam przez drzwi od łazienki. Justin siedział i czytał jakąś książkę. Zdecydowanym krokiem, wróciłam na swoje miejsce. Usiadłam i spojrzałam przed siebie. Analizowałam właśnie strukturę plastiku, z które składało się oparcie fotela przede mną, kiedy poczułam czyiś miętowy oddech na mojej szyi. Pamiętam jak czułam go na całym ciele. Tamtej nocy na plaży i na kanapie. Westchnęłam.
- Przepraszam, już nie będę kopał twojego siedzenia.- pocałował mnie w ramię i oddalił się. A ja siedziałam jakby przygwożdżona do siedzenia. Kate patrzyła na mnie zaskoczona. Czy to możliwe, że mnie poznał?
- Załóż okulary przeciwsłoneczne.- poleciłam jej. Ona zrozumiała i wykonała polecenie.
Na szczęście, już dolecieliśmy. Razem z Kate szybko wybiegłyśmy z samolotu.
Hotel miałyśmy już zarezerwowany przez mamę Kate. Był to bardzo luksusowy apartament, prezydencki. Dwie sypialnie, plazmowy telewizor, duża łazienka i barek. Ach, co za luksus. Podeszłam do okna balkonowego. Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz. Rozpościerała się przede mną panorama Paryża, odznaczająca się przepiękną wieża Eiffela.
Spojrzałam na zegarek. Robiło się już późno. Kate poszła się umyć, a ja tuż po niej. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy spać do swoich sypialni.
...
Rozdział pisała BrandNewLife.
Blog już powoli dobiega końca, co w sumie mnie smuci, bo na następnego się nie zanosi. Skończyłyśmy już pisać rozdziały i postanowiłyśmy zrobić sobie przerwę ze wspólnymi blogami (i chyba przyjaźnią).
Tagi:
Rozdział 33
32 "- A ty dziewczyno nie za młoda?-Spytała"
2 miesiące później.
Minęły już 2 miesiące Serena nadal rozpaczała, siedziała w swoim pokoju płacząc i pisząc swoje nowe dzieło. Ja też ostro zabrałam sie za naukę i studia miałam trochę zaległości ale, szybko się z tym uporałam. A Taylor był zajęty swoją pracą, szczerze mówiąc od 2 miesięcy go nie widziałam. Nie odbierałam od niego telefonów, miałam go dość. Dzisiaj miałam wolne więc wybrałam się na zakupy, poszłam sama bo Serena akurat spała. Więc wzięłam szybki prysznic i się ubrałam ,jeszcze poszłam do toalety. A to dziwne okres mi się już spóźnia 5 dzień, a miesiąc temu w ogóle nie miałam. No ale to pewnie , przez te nerwy, tak w necie czytałam. Nie mówiłam nic Serenie ,żeby jej jeszcze bardziej nie zdenerwować. Dobra byłam już gotowa, więc wsiadłam na motor. Wyrobiłam sobie w końcu prawo jazdy na niego. I pojechałam. Przemierzałam drogę, było tam tak cicho. Zaparkowałam w podziemnym parkingu pod galerią. Gdy wstałam i ściągnęłam kask, zatrzepotałam włosami. Jakiś facet który właśnie wsiadał do samochodu, wpatrywał się we mnie . Uśmiechnęłam się do niego i poszłam, miałam wrażenie że nadal sie na mnie patrzy. Powędrowałam na górę, pochodziłam po galerii. Przymierzałam ubrania i sukienki. Nic sobie nie kupiłam, nie miałam weny. Usiadłam więc na dobrego sheika. Zamówiłam bananowego, choć przeważnie ich nie lubię. Ale dzisiaj miałam na niego ochotę. Gdy barman podał mi zamówienie, wpiłam się w delikatny smak, i zimno oplatające mój język. Nieco się wzdrygnęłam, i ktoś zasłonił mi oczy. Zdumiona, odębiała nie ruszałam się sparaliżowało mnie. I usłyszałam znajomy głos :
-Cześć , co u ciebie. Czemu taka ślicznotka siedzi tu sama?-Spytał Dylan.
-A nic. Pokłóciłam się z Taylorem.-Wyznałam i z oka popłynęła mi łezka, ale opanowałam się.
-Chodź, poprawię ci humor. Idziemy do kina, kupie ci duży popcorn i colę. Masz ochotę?-Spytał, słodkim głosem.
-No z chęcią, ale popcorn carmerowy. A gdzie zgubiłeś brata?-Spytałam patrząc pytająco, szczerze mówiąc ucieszyłam się z tego spotkania.
-No przecież, my nie chodzimy wszędzie razem. Nawet nie mieszkamy razem.-Oznajmił i się uśmiechnął.
Wyruszyliśmy w stronę kina. Kupił bilety na jakiś film, sama nie wiem jaki. Potem zgodnie z obietnicą popcorn i colę. Film okazał się jakąś komedią, więc się trochę pośmiałam. O wszystkim pomyślała jak miło z jego strony. Po udanym filmie zaprosił mnie na pizzę. Tam było jeszcze zabawniej. Pizza strasznie się ciągła, więc było miło i wesoło. Rozmawialiśmy i jedliśmy. Niestety nie mogliśmy pić bo on i ja czymś przyjechaliśmy, więc zadowalaliśmy się soczkiem. Było tak miło, i odciągnęło mnie od tych smutnych spraw. Niestety , Dylan musiał już iść , i znowu zostałam sama. Przechadzałam sie jeszcze samotnie korytarzami. Ujrzałam prześliczną sukienkę. Musiałam ją przymierzyć. Wyszłam z przymierzalni w tej sukience. Podeszłam do lustra stojącego przy szklanej szybie na przeciwko była mała kawiarenka. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę...
Siedział tam Tay z tą lafiryndą ,z którą się całował w filmie . Kiedy byłam na planie wydawała się miła, ale widziałam jak się na niego patrzyła. Pewnie rozmyślała jak mi go odebrać. A nich go sobie bierze, jak woli ją. łzy przypłynęły mi do oczu, pobiegłam z powrotem do przymierzalni i usiadłam. Teraz już nie hamowałam słonej wody lecącej z moich oczu, dałam jej upust.
Przebrałam się w mój stary strój i poszłam zapłacić za sukienkę i dodatki. Poszłam do toalety by poprawić mój makijaż. teraz wyglądał on tak. Gotowa wyszłam z toalety i przeszłam koło kawiarenki. Nie zauważył mnie, był bardziej zajęty nią. Skierowałam się w kierunku wyjścia. Nie mogłam na nich patrzeć. Przechodziłam właśnie koło apteki, coś mnie do niej skierowało więc weszłam. Chwilę się porozglądałam i wyszłam, za bardzo się wstydziłam.
-Weź dziewczyno się ogarnij masz już 18 lat. Nie bój się to nic strasznego, jesteś pełnoletnia.-Powtarzałam sobie w myślach.
Dobra pójdę, weszłam stanowczym krokiem do apteki i podeszłam do kasjerki. Stała tam jakaś dwudziestoparoletnia dziewczyna . Cicho i nieufnie się zapytałam:
- Czy są testy ciążowe?
- Tak, oczywiście. Podać?-Spytała miłym głosem.
- Poproszę.-Oznajmiłam nie śmiało.
- A ty dziewczyno nie za młoda?-Spytała .
Ja tylko wzięłam test i zapłaciłam. Zła wyszłam z apteki, jak ona śmiała o to spytać.
Wsiadłam na motor i nabrałam prędkości, przeraziła mnie myśl ,że coś może we mnie żyć. Starałam się o tym nie myśleć, ale to było silniejsze. No pięknie samotna matka wychowująca dziecko. Takie teksty chodziły mi po głowię. Szybko pojechałam do domu, i nie dałam rady musiałam pójść do Sereny. Wbiegłam do jej pokoju, siedziała na łóżku i słuchała muzyki, na słuchawkach. Gdy mnie zobaczyła ściągnęła je z uszu i spytała:
-Co się stało, gdzie byłaś i po co? dlaczego jesteś taka blada?-Dopytywała. Nie wiedziałam co najpierw.
-Na razie nic, oprócz tego ze widziałam go z jakąś laską.
-Co? całowali się, jaki bydlak.
-Nie, siedzieli i pili kawę w kawiarni, oraz rozmawiali.-gdy to mówiła oparłam głowę o jej ramię.
-I co się jeszcze stało.-Spytała podejrzliwie. Chciałam przełożyć torebkę i położyć głowę na jej kolanach. Gdy w najmniej odpowiednim momencie wypadł z niej test ciążowy.
-Co to?-Spytała podnosząc go.-Ty... on ... Podejrzewasz...Nie zabezpieczaliście się??
Spytała wytrzeszczając oczy, nie mogła wypowiedzieć pełnego zdania.
-No, wiesz tylko raz poniosło nas.-Przyznałam przegryzając wargę.-Ale to nie możliwe, złe dni i on mówił.
-A on se mógł gadać. Teraz ty masz zjechaną reszte życia.-Prawię to wykrzyczała.
-No ale...-nie dokończyłam bo mi przerwała.
-No ale co? Ile ci się spóźnia?
-Od 2 miesięcy nie mam , ale czytałam że to może być wynik tego zdenerwowania i zmęczenia. Studia i jeszcze ta kłótnia z nim. Nie wytrzymuje.-Przyznałam.
-To se czytałaś, marsz mi do łazienki sprawdzić.-I podała mi test.
Powędrowałam do łazienki i zrobiłam dokładnie to co było zalecane w ulotce. Po 5 minutach sprawdziłam . Gdy ujrzałam wynik zamroczyło mi się przed oczami. Upadłam jak długa na ziemię, usłyszałam tylko jeszcze jak Serena dobija się do drzwi ...
***
Rozdział pisała Katherine034. Bardzo dziękuje ma komentarze jesteście wspaniali. Kocham Was. I mam jedno pytanie czy czytali byście naszego bloga jeżeli nie był by o Justine ? Bez względu na odpowiedzi i tak Was kochamy ;P
2 miesiące później.
Minęły już 2 miesiące Serena nadal rozpaczała, siedziała w swoim pokoju płacząc i pisząc swoje nowe dzieło. Ja też ostro zabrałam sie za naukę i studia miałam trochę zaległości ale, szybko się z tym uporałam. A Taylor był zajęty swoją pracą, szczerze mówiąc od 2 miesięcy go nie widziałam. Nie odbierałam od niego telefonów, miałam go dość. Dzisiaj miałam wolne więc wybrałam się na zakupy, poszłam sama bo Serena akurat spała. Więc wzięłam szybki prysznic i się ubrałam ,jeszcze poszłam do toalety. A to dziwne okres mi się już spóźnia 5 dzień, a miesiąc temu w ogóle nie miałam. No ale to pewnie , przez te nerwy, tak w necie czytałam. Nie mówiłam nic Serenie ,żeby jej jeszcze bardziej nie zdenerwować. Dobra byłam już gotowa, więc wsiadłam na motor. Wyrobiłam sobie w końcu prawo jazdy na niego. I pojechałam. Przemierzałam drogę, było tam tak cicho. Zaparkowałam w podziemnym parkingu pod galerią. Gdy wstałam i ściągnęłam kask, zatrzepotałam włosami. Jakiś facet który właśnie wsiadał do samochodu, wpatrywał się we mnie . Uśmiechnęłam się do niego i poszłam, miałam wrażenie że nadal sie na mnie patrzy. Powędrowałam na górę, pochodziłam po galerii. Przymierzałam ubrania i sukienki. Nic sobie nie kupiłam, nie miałam weny. Usiadłam więc na dobrego sheika. Zamówiłam bananowego, choć przeważnie ich nie lubię. Ale dzisiaj miałam na niego ochotę. Gdy barman podał mi zamówienie, wpiłam się w delikatny smak, i zimno oplatające mój język. Nieco się wzdrygnęłam, i ktoś zasłonił mi oczy. Zdumiona, odębiała nie ruszałam się sparaliżowało mnie. I usłyszałam znajomy głos :
-Cześć , co u ciebie. Czemu taka ślicznotka siedzi tu sama?-Spytał Dylan.
-A nic. Pokłóciłam się z Taylorem.-Wyznałam i z oka popłynęła mi łezka, ale opanowałam się.
-Chodź, poprawię ci humor. Idziemy do kina, kupie ci duży popcorn i colę. Masz ochotę?-Spytał, słodkim głosem.
-No z chęcią, ale popcorn carmerowy. A gdzie zgubiłeś brata?-Spytałam patrząc pytająco, szczerze mówiąc ucieszyłam się z tego spotkania.
-No przecież, my nie chodzimy wszędzie razem. Nawet nie mieszkamy razem.-Oznajmił i się uśmiechnął.
Wyruszyliśmy w stronę kina. Kupił bilety na jakiś film, sama nie wiem jaki. Potem zgodnie z obietnicą popcorn i colę. Film okazał się jakąś komedią, więc się trochę pośmiałam. O wszystkim pomyślała jak miło z jego strony. Po udanym filmie zaprosił mnie na pizzę. Tam było jeszcze zabawniej. Pizza strasznie się ciągła, więc było miło i wesoło. Rozmawialiśmy i jedliśmy. Niestety nie mogliśmy pić bo on i ja czymś przyjechaliśmy, więc zadowalaliśmy się soczkiem. Było tak miło, i odciągnęło mnie od tych smutnych spraw. Niestety , Dylan musiał już iść , i znowu zostałam sama. Przechadzałam sie jeszcze samotnie korytarzami. Ujrzałam prześliczną sukienkę. Musiałam ją przymierzyć. Wyszłam z przymierzalni w tej sukience. Podeszłam do lustra stojącego przy szklanej szybie na przeciwko była mała kawiarenka. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę...
Siedział tam Tay z tą lafiryndą ,z którą się całował w filmie . Kiedy byłam na planie wydawała się miła, ale widziałam jak się na niego patrzyła. Pewnie rozmyślała jak mi go odebrać. A nich go sobie bierze, jak woli ją. łzy przypłynęły mi do oczu, pobiegłam z powrotem do przymierzalni i usiadłam. Teraz już nie hamowałam słonej wody lecącej z moich oczu, dałam jej upust.
Przebrałam się w mój stary strój i poszłam zapłacić za sukienkę i dodatki. Poszłam do toalety by poprawić mój makijaż. teraz wyglądał on tak. Gotowa wyszłam z toalety i przeszłam koło kawiarenki. Nie zauważył mnie, był bardziej zajęty nią. Skierowałam się w kierunku wyjścia. Nie mogłam na nich patrzeć. Przechodziłam właśnie koło apteki, coś mnie do niej skierowało więc weszłam. Chwilę się porozglądałam i wyszłam, za bardzo się wstydziłam.
-Weź dziewczyno się ogarnij masz już 18 lat. Nie bój się to nic strasznego, jesteś pełnoletnia.-Powtarzałam sobie w myślach.
Dobra pójdę, weszłam stanowczym krokiem do apteki i podeszłam do kasjerki. Stała tam jakaś dwudziestoparoletnia dziewczyna . Cicho i nieufnie się zapytałam:
- Czy są testy ciążowe?
- Tak, oczywiście. Podać?-Spytała miłym głosem.
- Poproszę.-Oznajmiłam nie śmiało.
- A ty dziewczyno nie za młoda?-Spytała .
Ja tylko wzięłam test i zapłaciłam. Zła wyszłam z apteki, jak ona śmiała o to spytać.
Wsiadłam na motor i nabrałam prędkości, przeraziła mnie myśl ,że coś może we mnie żyć. Starałam się o tym nie myśleć, ale to było silniejsze. No pięknie samotna matka wychowująca dziecko. Takie teksty chodziły mi po głowię. Szybko pojechałam do domu, i nie dałam rady musiałam pójść do Sereny. Wbiegłam do jej pokoju, siedziała na łóżku i słuchała muzyki, na słuchawkach. Gdy mnie zobaczyła ściągnęła je z uszu i spytała:
-Co się stało, gdzie byłaś i po co? dlaczego jesteś taka blada?-Dopytywała. Nie wiedziałam co najpierw.
-Na razie nic, oprócz tego ze widziałam go z jakąś laską.
-Co? całowali się, jaki bydlak.
-Nie, siedzieli i pili kawę w kawiarni, oraz rozmawiali.-gdy to mówiła oparłam głowę o jej ramię.
-I co się jeszcze stało.-Spytała podejrzliwie. Chciałam przełożyć torebkę i położyć głowę na jej kolanach. Gdy w najmniej odpowiednim momencie wypadł z niej test ciążowy.
-Co to?-Spytała podnosząc go.-Ty... on ... Podejrzewasz...Nie zabezpieczaliście się??
Spytała wytrzeszczając oczy, nie mogła wypowiedzieć pełnego zdania.
-No, wiesz tylko raz poniosło nas.-Przyznałam przegryzając wargę.-Ale to nie możliwe, złe dni i on mówił.
-A on se mógł gadać. Teraz ty masz zjechaną reszte życia.-Prawię to wykrzyczała.
-No ale...-nie dokończyłam bo mi przerwała.
-No ale co? Ile ci się spóźnia?
-Od 2 miesięcy nie mam , ale czytałam że to może być wynik tego zdenerwowania i zmęczenia. Studia i jeszcze ta kłótnia z nim. Nie wytrzymuje.-Przyznałam.
-To se czytałaś, marsz mi do łazienki sprawdzić.-I podała mi test.
Powędrowałam do łazienki i zrobiłam dokładnie to co było zalecane w ulotce. Po 5 minutach sprawdziłam . Gdy ujrzałam wynik zamroczyło mi się przed oczami. Upadłam jak długa na ziemię, usłyszałam tylko jeszcze jak Serena dobija się do drzwi ...
***
Rozdział pisała Katherine034. Bardzo dziękuje ma komentarze jesteście wspaniali. Kocham Was. I mam jedno pytanie czy czytali byście naszego bloga jeżeli nie był by o Justine ? Bez względu na odpowiedzi i tak Was kochamy ;P
Tagi:
Rozdział 32
31 „Opisałam jak mnie zostawił, jak wykorzystał, jak pokochał.”
*Oczami Kate*
Wbiegłam na górę, i popędziłam w kierunku drzwi pokoju Sereny. Leżała na łóżku i płakała. W dłoniach trzymała pęk róż z czego jedna sztuczna. Z róż zwisała mała karteczka z napisem "Przepraszam" . Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
-Co się stało czemu płaczesz?-Spytałam .
-Bo jak on mnie wtedy przytulał, wyszeptał tylko: U siebie masz w pokoju bukiet róż. Kiedy ostatnia zwiędnie wrócę.
Zrozumiałam o co jej chodziło, dlaczego jest taka przygnębiona. Jedna z róż była sztuczna...
Ułożyła teraz głowę na moich kolanach. A ja zaczęłam bawić się jej włosami.
-Nie płacz. "Jak kocha to wróci".-Wyszeptałam wymuszając uśmiech.
-No ale on już nigdy nie wróci. Wykorzystał mnie i zostawił.-Wtedy wybuchła jeszcze większym płaczem.
-Pewnie miał jakieś powody, aby tak cię zostawić.-Tłumaczyłam sama nie wierząc co mówię.
Ona teraz usiadła i zaczęła krzyczeć , tak przeraźliwie , że ptaki siedzące na parapecie się spłoszyły. Nie mogłam jej tego zabronić , jak się wykrzyczy przestanie.
-Ale on. NIE.-I znowu popadła w histeryczny płacz.
Nie mogłam jej uspokoić. Nie dało się. Tylko ją do siebie przytuliłam , bez słów. Do oczu napłynęły mi łzy. Nie mogłam patrzeć jak cierpi moja przyjaciółka. To było okropne. Wyszłam na chwilę z jej pokoju, aby pójść do siebie po mokre chusteczki, cały czas słyszałam jej szlochanie. Nagle poczułam się dziwnie, wokół mnie nie było niczego słychać może tylko odgłosy aut na dworze. Ale nie było słychać płaczu. Pobiegłam szybko do Sereny z obawą czy nic sobie nie zrobiła, a może raczej czy nie próbuję się zabić. Wpadłam do pokoju, ona siedziała na krześle i się wpatrywała w okno. Podeszłam do niej sprawdzając czy wszystko w porządku. Nic się nie stało żyły na miejscu, żadnych proszków w okolicy. Nic, siedziała i pusto wpatrywała się w okno, milcząc.
-Serena? Co ci jest? Wszystko w porządku?!-krzyczałam już do niej .
Ona tylko bezdusznie patrzyła w okno i milczała. Ja już płakałam i do niej krzyczałam a ona nic…
*Oczami Sereny*
Wyjechał. I już nie wróci. Wyjechał. I już nie wróci. Wyjechał…
W ręce trzymałam plastikowy kwiat. Patrzyłam na sztuczne płatki. Potem wzięłam w palce malutką karteczkę i po raz setny, przeczytałam jej treść. W oczach pojawiły mi się łzy. Znowu. Rzuciłam obie rzeczy w kąt i położyłam się na łóżku. Kate już wyszła, widząc jak spokojnie przyjmuję do wiadomości to co się stało.
Jak on mógł?! Jeszcze dobę temu mówił, że mnie kocha i że już zawsze będziemy razem. Sięgnęłam ręką do naszyjnika na mojej szyi. Postanowiłam, że już nigdy go nie ściągnę. Póki go nie spotkam i nie będę mogła go mu oddać. Przypomniały mi się jego pocałunki. Ba, ja nawet poczułam je na moich wargach. Jakby on tu był i delikatnie muskał moje usta. Jakby w każdej chwili, mógł mnie przytulić. Otulić swoim silnym ramieniem. Łza spłynęła po moim policzku, gdy ujrzałam jego twarz przed moimi oczami. Uśmiechał się lekko, tak jak najbardziej lubiłam. Kąciki jego ust unosiły się ku górze, a policzki zdawały się być lekko zaróżowione. Wyciągnęłam rękę, by pogłaskać go po policzku. Jednak jego twarz jakby zniknęła. Rozpłynęła się niczym mgła. A ja znów zostałam sama.
Po chwili, zapłakana wstałam i podeszłam do laptopa. Otworzyłam go. Pierwszą ikoną, która mi wyskoczyła była reklama jakieś strony z plotkami o gwiazdach. Zawsze takie bzdety mnie odstresowywały. Kliknęłam więc na ikonę. Na połowę strony widniało tam zdjęcie Justina w kąpielówkach, a pod nim następujący komentarz:
„Justin Bieber wyjechał na Hawaje. Chłopak zbyt zmęczony codziennością, postanowił się zrelaksować w świetle egzotycznego słońca. Wiemy, że dotychczas mieszkał w Los Angeles i odpoczywał. Na pytanie, czy znalazł w tym czasie miłość swojego życia, odpowiedział: Było kilka miłostek, ale żadna poważna. Obecnie z nikim się nie spotykam. Nasuwa nam się pytanie, co stało się z przepiękna szatynką, która pojawiła się na gali i z która piosenkarz się całował. Czy jest to jeszcze jedna samotna dziewczyna? Zobaczymy.”
Zamknęłam stronę i znów się popłakałam. Założyłam okulary na nos. Otworzyłam worda i zaczęłam opisywać moje emocje. Czyli robić to, co wychodzi mi najlepiej. Pisać książkę.
Opisywałam wszystko. Każdą sytuację, grymas jego twarzy lub moje niezadowolenie. Oczywiście, zmieniłam mu imię na Jason. Opisałam jak mnie zostawił, jak wykorzystał, jak pokochał. Albo raczej, udawał że pokochał. Bo obecnie, nawet tego nie byłam pewna. Czułam się zdradzona. I naprawdę wykorzystana. Był ze mną tylko dla seksu. A gdy już do niego doszło, zostawił mnie. Czyli jednak się nie zmienił. Pozostał tym bezdusznym draniem.
*Oczami Kate*
Wbiegłam na górę, i popędziłam w kierunku drzwi pokoju Sereny. Leżała na łóżku i płakała. W dłoniach trzymała pęk róż z czego jedna sztuczna. Z róż zwisała mała karteczka z napisem "Przepraszam" . Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
-Co się stało czemu płaczesz?-Spytałam .
-Bo jak on mnie wtedy przytulał, wyszeptał tylko: U siebie masz w pokoju bukiet róż. Kiedy ostatnia zwiędnie wrócę.
Zrozumiałam o co jej chodziło, dlaczego jest taka przygnębiona. Jedna z róż była sztuczna...
Ułożyła teraz głowę na moich kolanach. A ja zaczęłam bawić się jej włosami.
-Nie płacz. "Jak kocha to wróci".-Wyszeptałam wymuszając uśmiech.
-No ale on już nigdy nie wróci. Wykorzystał mnie i zostawił.-Wtedy wybuchła jeszcze większym płaczem.
-Pewnie miał jakieś powody, aby tak cię zostawić.-Tłumaczyłam sama nie wierząc co mówię.
Ona teraz usiadła i zaczęła krzyczeć , tak przeraźliwie , że ptaki siedzące na parapecie się spłoszyły. Nie mogłam jej tego zabronić , jak się wykrzyczy przestanie.
-Ale on. NIE.-I znowu popadła w histeryczny płacz.
Nie mogłam jej uspokoić. Nie dało się. Tylko ją do siebie przytuliłam , bez słów. Do oczu napłynęły mi łzy. Nie mogłam patrzeć jak cierpi moja przyjaciółka. To było okropne. Wyszłam na chwilę z jej pokoju, aby pójść do siebie po mokre chusteczki, cały czas słyszałam jej szlochanie. Nagle poczułam się dziwnie, wokół mnie nie było niczego słychać może tylko odgłosy aut na dworze. Ale nie było słychać płaczu. Pobiegłam szybko do Sereny z obawą czy nic sobie nie zrobiła, a może raczej czy nie próbuję się zabić. Wpadłam do pokoju, ona siedziała na krześle i się wpatrywała w okno. Podeszłam do niej sprawdzając czy wszystko w porządku. Nic się nie stało żyły na miejscu, żadnych proszków w okolicy. Nic, siedziała i pusto wpatrywała się w okno, milcząc.
-Serena? Co ci jest? Wszystko w porządku?!-krzyczałam już do niej .
Ona tylko bezdusznie patrzyła w okno i milczała. Ja już płakałam i do niej krzyczałam a ona nic…
*Oczami Sereny*
Wyjechał. I już nie wróci. Wyjechał. I już nie wróci. Wyjechał…
W ręce trzymałam plastikowy kwiat. Patrzyłam na sztuczne płatki. Potem wzięłam w palce malutką karteczkę i po raz setny, przeczytałam jej treść. W oczach pojawiły mi się łzy. Znowu. Rzuciłam obie rzeczy w kąt i położyłam się na łóżku. Kate już wyszła, widząc jak spokojnie przyjmuję do wiadomości to co się stało.
Jak on mógł?! Jeszcze dobę temu mówił, że mnie kocha i że już zawsze będziemy razem. Sięgnęłam ręką do naszyjnika na mojej szyi. Postanowiłam, że już nigdy go nie ściągnę. Póki go nie spotkam i nie będę mogła go mu oddać. Przypomniały mi się jego pocałunki. Ba, ja nawet poczułam je na moich wargach. Jakby on tu był i delikatnie muskał moje usta. Jakby w każdej chwili, mógł mnie przytulić. Otulić swoim silnym ramieniem. Łza spłynęła po moim policzku, gdy ujrzałam jego twarz przed moimi oczami. Uśmiechał się lekko, tak jak najbardziej lubiłam. Kąciki jego ust unosiły się ku górze, a policzki zdawały się być lekko zaróżowione. Wyciągnęłam rękę, by pogłaskać go po policzku. Jednak jego twarz jakby zniknęła. Rozpłynęła się niczym mgła. A ja znów zostałam sama.
Po chwili, zapłakana wstałam i podeszłam do laptopa. Otworzyłam go. Pierwszą ikoną, która mi wyskoczyła była reklama jakieś strony z plotkami o gwiazdach. Zawsze takie bzdety mnie odstresowywały. Kliknęłam więc na ikonę. Na połowę strony widniało tam zdjęcie Justina w kąpielówkach, a pod nim następujący komentarz:
„Justin Bieber wyjechał na Hawaje. Chłopak zbyt zmęczony codziennością, postanowił się zrelaksować w świetle egzotycznego słońca. Wiemy, że dotychczas mieszkał w Los Angeles i odpoczywał. Na pytanie, czy znalazł w tym czasie miłość swojego życia, odpowiedział: Było kilka miłostek, ale żadna poważna. Obecnie z nikim się nie spotykam. Nasuwa nam się pytanie, co stało się z przepiękna szatynką, która pojawiła się na gali i z która piosenkarz się całował. Czy jest to jeszcze jedna samotna dziewczyna? Zobaczymy.”
Zamknęłam stronę i znów się popłakałam. Założyłam okulary na nos. Otworzyłam worda i zaczęłam opisywać moje emocje. Czyli robić to, co wychodzi mi najlepiej. Pisać książkę.
Opisywałam wszystko. Każdą sytuację, grymas jego twarzy lub moje niezadowolenie. Oczywiście, zmieniłam mu imię na Jason. Opisałam jak mnie zostawił, jak wykorzystał, jak pokochał. Albo raczej, udawał że pokochał. Bo obecnie, nawet tego nie byłam pewna. Czułam się zdradzona. I naprawdę wykorzystana. Był ze mną tylko dla seksu. A gdy już do niego doszło, zostawił mnie. Czyli jednak się nie zmienił. Pozostał tym bezdusznym draniem.
...
Rozdział pisała BrandNewLife i Katherine054.
Mamy nadzieję, że wam się spodobał. Dziękujemy za 30 obserwujących i ponad 9858 wejść! Jesteście na serio kochane;)
10komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 31
30. "-Pół nocy, na plaży w blasku gwiazd.
-Ha jestem lepsza.-Napuszyłam się."
-Już jestem!-usłyszałam głos Sereny.
Po kilku minutach weszła do pokoju ze swoją walizeczką, wlekła ją za sobą na tych małych kółeczkach. Miałam doła , siedziałam i oglądałam filmy o Taylorze. Gdy pojawił się na ekranie rzucałam w niego popcornem. Trochę mi to pomagało, a poza tym byłam opatulona mięciutkim kocykiem. Usiadła koło mnie i włożyła mi włosy za ucho. Objęła mnie ramieniem i wyszeptała troskliwie:
-Kochanie co się stało. Płaczesz tak przez jednego faceta?
-Ale jak on mógł tak powiedzieć. A z resztą nie odzywał się do mnie przez te dwa dni, Powiedział tylko jak wyjeżdżaliście , że teraz ma dużo pracy na planie . Ostatnie zdjęcia więc wychodzi rano i wraca wieczorem. A czasem zostanie tam bliżej na miejscu.-Do oczu automatycznie cisnęły się łzy. Schowałam głowę w rękach i wybuchłam płaczem. Ona tylko mnie przytuliła i położyła moją głowę na swoje kolana.
-Nie warto tracić łez przez niego. A może na prawdę ma dużo pracy.
Nie wierzyłam jej, a i tak nie miałam ochoty się do niego odzywać. Zranił mnie, to się liczyło.
-Dobra koniec tego płaczu i marnotrawienia popcornu. Idziemy na zakupy.-Powiedziała stanowczym tonem.
-Wstawaj, idź się na górę odświeżyć i ubrać. Doprowadź się do porządku.-Rozkazała podając mi rękę abym wstała.
Posłusznie wstałam i poszłam na górę. Wzięłam gorący prysznic , Gdy wyszłam ubrałam to i uczesałam. Obydwie wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do samochodu. W galerii było tłoczno więc musiałyśmy się przeciskać. Obie nic nie kupiłyśmy byłyśmy zbyt przybite. Usiadłyśmy i zamówiłyśmy dwa koktajle, dwa nudne koktajle. Nie było sensu. Poszłyśmy do kina na jakiś thriller aby się nieco rozluźnić ale oczywiście skończył się słodkim pocałunkiem. Tego było za wiele wyszłyśmy w połowie seansu. Czułam się źle i nie mogłam tego ukrywać, wybiegłam rzucając popcorn na ziemię. Otworzyłam drzwi od toalety i do niej wbiegłam. Łzy napłynęły mi do oczu, właściwie to nie wiedziałam z jakiego powodu płaczę. Może to przez to ze się całują, a może tęsknię za nim, nie to nie to jak bym mogła tęsknić za kim takim. Do drzwi zapukał ktoś i usłyszałam znajomy głos:
-Kate to ty? Wpuść mnie.
-Nie.-Powiedziałam stanowczym głosem.-No dobra.
Sięgnęłam do pokradła i je przekręciłam, drzwi się otworzyły i wpadła Serena.
Przytuliła mnie i wytarła mi rozmazany tusz. Wyszłam z ubikacji i poprawiłam makijaż. Serena złapała mnie za rękę i pobiegłyśmy na nasze ulubione miejsce na samej górze w koncie, przy sklepię z pięknymi sukniami. Usiadłyśmy na naszym ulubionym fotelu, jednym więc dziwnie siedziałyśmy. Zadałam jej takie pytaniem:
-No i jak było ten pierwszy raz??
-A co cię to obchodzi.-Obydwie zachichotałyśmy.-No dobra było świetnie.
-Jak długo??
-Pół nocy, na plaży w blasku gwiazd.
-Ha jestem lepsza.-Napuszyłam się.
-No mów.-Nalegała.
-Prawię całą noc.
I skończyłyśmy ten temat , przeczekałyśmy w milczeniu. Przypomniałam sobię o nim i znowu wybuchłam płaczem.
-Czemu ja, dlaczego?
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. A teraz ogarnij się, trzeba kupić jakieś ładne sukienki na pożegnanie Justina.
-To on gdzieś jedzie?-spytałam zdziwiona.
-Na trasę.-Powiedziała roniąc łzę.
Więcej już nie rozmawiałyśmy tylko ewentualnie, przy przymierzaniu sukienki.
Serena kupiła sobie tą sukięke i dodatki.
Ja trochę dłużej wybierałam ale ja to ja, w końcu wzięłam tą z dodatkami. Po udanych zakupach wróciłyśmy do domu. Poszłyśmy do swoich pokojów i się przebrałyśmy. Gdy się już ubrałam i zrobiłam sobie fryzurę ( Ta co jest w zestawię z ubraniami), zeszłam na dół. Stała tam już gotowa Serena i na sofę siedział Tay, spojrzałam na niego tylko raz, nie miałam ochoty patrzyć temu kretynowi w oczy. Serena trzymała w dłoni szampan i gdy wszedł Justin . Szampan wybuch, rozlała nam do kieliszków i wznieśliśmy toast. Po kilku toastach czas było się z nim pożegnać. Pierwsza rzuciła się mu na szyje Serena całując go i tuląc. Po 10 min. takich czułości się od niego okleiła. Podeszłam ja i się do niego przytuliłam, pocałowałam go w policzek . Czułam jak Taylor zabija mnie i go wzrokiem. Dobra koniec, potem podszedł on i tak się pożegnali po męsku. Obydwoje się rozpłakali, potem po nich Serena tylko ja się trzymałam. Po tym pożegnaniu Justin wyszedł, a Serena pobiegła do siebie na gorę , pewnie żeby mu pomachać z balkonu. Zostałam sama z Taylorem, nie patrzyłam mu w oczy. On trochę się do mnie zbliżył i wyciągnął ręce żeby chyba mnie przytulić. Naglę z góry rozległ sie przeraźliwy płacz, szybko tam pobiegłam pewnie to Serena...
***
Już jest następna, przepraszam ze nie dodawałyśmy ale nie miałyśmy czasu.
-Ha jestem lepsza.-Napuszyłam się."
-Już jestem!-usłyszałam głos Sereny.
Po kilku minutach weszła do pokoju ze swoją walizeczką, wlekła ją za sobą na tych małych kółeczkach. Miałam doła , siedziałam i oglądałam filmy o Taylorze. Gdy pojawił się na ekranie rzucałam w niego popcornem. Trochę mi to pomagało, a poza tym byłam opatulona mięciutkim kocykiem. Usiadła koło mnie i włożyła mi włosy za ucho. Objęła mnie ramieniem i wyszeptała troskliwie:
-Kochanie co się stało. Płaczesz tak przez jednego faceta?
-Ale jak on mógł tak powiedzieć. A z resztą nie odzywał się do mnie przez te dwa dni, Powiedział tylko jak wyjeżdżaliście , że teraz ma dużo pracy na planie . Ostatnie zdjęcia więc wychodzi rano i wraca wieczorem. A czasem zostanie tam bliżej na miejscu.-Do oczu automatycznie cisnęły się łzy. Schowałam głowę w rękach i wybuchłam płaczem. Ona tylko mnie przytuliła i położyła moją głowę na swoje kolana.
-Nie warto tracić łez przez niego. A może na prawdę ma dużo pracy.
Nie wierzyłam jej, a i tak nie miałam ochoty się do niego odzywać. Zranił mnie, to się liczyło.
-Dobra koniec tego płaczu i marnotrawienia popcornu. Idziemy na zakupy.-Powiedziała stanowczym tonem.
-Wstawaj, idź się na górę odświeżyć i ubrać. Doprowadź się do porządku.-Rozkazała podając mi rękę abym wstała.
Posłusznie wstałam i poszłam na górę. Wzięłam gorący prysznic , Gdy wyszłam ubrałam to i uczesałam. Obydwie wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do samochodu. W galerii było tłoczno więc musiałyśmy się przeciskać. Obie nic nie kupiłyśmy byłyśmy zbyt przybite. Usiadłyśmy i zamówiłyśmy dwa koktajle, dwa nudne koktajle. Nie było sensu. Poszłyśmy do kina na jakiś thriller aby się nieco rozluźnić ale oczywiście skończył się słodkim pocałunkiem. Tego było za wiele wyszłyśmy w połowie seansu. Czułam się źle i nie mogłam tego ukrywać, wybiegłam rzucając popcorn na ziemię. Otworzyłam drzwi od toalety i do niej wbiegłam. Łzy napłynęły mi do oczu, właściwie to nie wiedziałam z jakiego powodu płaczę. Może to przez to ze się całują, a może tęsknię za nim, nie to nie to jak bym mogła tęsknić za kim takim. Do drzwi zapukał ktoś i usłyszałam znajomy głos:
-Kate to ty? Wpuść mnie.
-Nie.-Powiedziałam stanowczym głosem.-No dobra.
Sięgnęłam do pokradła i je przekręciłam, drzwi się otworzyły i wpadła Serena.
Przytuliła mnie i wytarła mi rozmazany tusz. Wyszłam z ubikacji i poprawiłam makijaż. Serena złapała mnie za rękę i pobiegłyśmy na nasze ulubione miejsce na samej górze w koncie, przy sklepię z pięknymi sukniami. Usiadłyśmy na naszym ulubionym fotelu, jednym więc dziwnie siedziałyśmy. Zadałam jej takie pytaniem:
-No i jak było ten pierwszy raz??
-A co cię to obchodzi.-Obydwie zachichotałyśmy.-No dobra było świetnie.
-Jak długo??
-Pół nocy, na plaży w blasku gwiazd.
-Ha jestem lepsza.-Napuszyłam się.
-No mów.-Nalegała.
-Prawię całą noc.
I skończyłyśmy ten temat , przeczekałyśmy w milczeniu. Przypomniałam sobię o nim i znowu wybuchłam płaczem.
-Czemu ja, dlaczego?
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. A teraz ogarnij się, trzeba kupić jakieś ładne sukienki na pożegnanie Justina.
-To on gdzieś jedzie?-spytałam zdziwiona.
-Na trasę.-Powiedziała roniąc łzę.
Więcej już nie rozmawiałyśmy tylko ewentualnie, przy przymierzaniu sukienki.
Serena kupiła sobie tą sukięke i dodatki.
Ja trochę dłużej wybierałam ale ja to ja, w końcu wzięłam tą z dodatkami. Po udanych zakupach wróciłyśmy do domu. Poszłyśmy do swoich pokojów i się przebrałyśmy. Gdy się już ubrałam i zrobiłam sobie fryzurę ( Ta co jest w zestawię z ubraniami), zeszłam na dół. Stała tam już gotowa Serena i na sofę siedział Tay, spojrzałam na niego tylko raz, nie miałam ochoty patrzyć temu kretynowi w oczy. Serena trzymała w dłoni szampan i gdy wszedł Justin . Szampan wybuch, rozlała nam do kieliszków i wznieśliśmy toast. Po kilku toastach czas było się z nim pożegnać. Pierwsza rzuciła się mu na szyje Serena całując go i tuląc. Po 10 min. takich czułości się od niego okleiła. Podeszłam ja i się do niego przytuliłam, pocałowałam go w policzek . Czułam jak Taylor zabija mnie i go wzrokiem. Dobra koniec, potem podszedł on i tak się pożegnali po męsku. Obydwoje się rozpłakali, potem po nich Serena tylko ja się trzymałam. Po tym pożegnaniu Justin wyszedł, a Serena pobiegła do siebie na gorę , pewnie żeby mu pomachać z balkonu. Zostałam sama z Taylorem, nie patrzyłam mu w oczy. On trochę się do mnie zbliżył i wyciągnął ręce żeby chyba mnie przytulić. Naglę z góry rozległ sie przeraźliwy płacz, szybko tam pobiegłam pewnie to Serena...
***
Już jest następna, przepraszam ze nie dodawałyśmy ale nie miałyśmy czasu.
Tagi:
rozdział 30
Bonus!*Rozdział sylwestrowy*
„Bo mu stanął”
*Oczami Sereny*
Rok dobiegał końca. Z Justinem wciąż byliśmy parą, a Kate z Taylor tworzyła prześliczny związek. Przetrwaliśmy święta (nie obyło się bez głupich prezentów od mojego chłopaka i jego kumpla), mimo że kilka razy trochę przesadziliśmy z alkoholem. Ale nie widziałyśmy w tym nic złego. Sylwestra postanowiliśmy spędzić razem.
- Pośpieszcie się!- krzyknął Taylor.
- Ileż się można ubierać?!- dopowiedział Justin.
Spojrzałam na Kate ubraną tak, a potem na mnie. Obie wyglądałyśmy zachwycająco. Nic dodać, nić ująć. Przyszedł czas na zejście na dół i pokazanie się naszym partnerom. Mieliśmy iść do klubu nocnego na imprezę. Miałam nadzieję, że nie skończy się to zwykłym kacem.
- Idziecie?!- krzyknął mój chłopak, już nieźle zdenerwowany.
Spojrzałyśmy na siebie, posłałyśmy sobie uśmiechy i złapałyśmy się pod ramię. Razem zeszłyśmy po schodach. Gdy oni nas zobaczyli, otworzyli szerzej buzie i tak stali. Zaczęłyśmy chichotać i podeszłyśmy do nich. Kate zarzuciła Tayowi ręce na szyję i przycisnęła się do niego. Chłopak pocałował ją w policzek i uśmiechnął się. Niestety, Justin nie był już tak opanowany. Jego ręka zjechała na moją kość ogonową, na której ją zatrzymałam. Chłopak przegryzł wargę, nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
- Może potem pójdźmy do mnie.
Zaśmiałam się krótko i odpowiedziałam:
- Chciałbyś.- po czym ugryzłam płatek jego ucha.
Zerknęłam na Kate, która całowała się z Taylorem. Gdy tylko poczuła na sobie nasz wzrok, odskoczyła od niego i wpadła na szafkę. Zaczęliśmy się śmiać. Ubrałam na siebie czarną marynarkę i byliśmy gotowi. Wyszliśmy w mrok nocy, odszukaliśmy lamborghini Justina i odjechaliśmy, śmiejąc się.
Na miejscu okazało się, że klub jest strasznie głośny i pełno tam lekko roznegliżowanych kobiet. Oczywiście, chłopakom się to jak najbardziej spodobało. To nas lekko zdenerwowało, ale nie dałyśmy tego po sobie poznać. Razem ruszyliśmy bardziej w głąb klubu. Chłopcy poszli po jakieś drinki, a my usiadłyśmy na kanapie. Znudzone obserwowałyśmy tancerzy. W pewnym momencie podszedł do nas umięśniony, opalony blondyn. Po jego stroju domyśliłyśmy się, że był to striptizer. Nie miał na sobie koszulki, jego tors zdobiła tylko mała muszka zawiązana na szyi. Kate przegryzła wargę, a ja zaczęłam kręcić pasemko włosów na palcu.
On uśmiechnął się triumfalnie, wszedł na stoliczek przed nami i zaczął tańczyć. Kate pobudzona poprosiła mnie o swój portfel. Podałam jej go, sama wyciągnęłam swój. Włożyłyśmy banknoty do spodni, gwiżdżąc przy tym i śmiejąc się. On zszedł ze swojego „podium” i zaczął się do nas przytulać. Ocierał swój nagi tors o nasze ciała. Chłopak zauważył mały wazonik z dwoma różyczkami. Wyciągnął je, wręczył nam, po czym wodę z niego wylał na swoje rozgrzane ciało. Zaczęłyśmy piszczeć, gdy on uśmiechnął się triumfalnie i odszedł.
Zauważyłyśmy, że całej sytuacji przyglądali się nasi chłopcy z drinkami. Justin pokiwał przecząc głową, podciągnął spodnie i poszedł do przodu. Taylor poszedł jego śladem. Oboje ruszyli na podryw, rozpinając swoje koszule i wypijając swoje drinki. Od razu rozpoznałyśmy tą grę i znudzone postanowiłyśmy wrócić do domu.
Musiałam się zakraść do stolika gdzie siedział Justin i wziąć od niego kluczyki. Ściągnęłam marynarkę, rozwichrzyłam sobie włosy i dołączyłam do otaczających ich lasek. Nikt mnie nie poznał, a Just nawet objął mnie w talii i niczego nieświadomy wciąż podrywał inne. Ja jechałam ręką w dół po jego plecach. Chłopak zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Zaczął całować mnie po szyi, gdy ja wyciągnęłam mu kluczyki i zmysłowo wstałam z miejsca. Kręcąc biodrami i chichocząc dyskretnie, wróciłam do Kate.
Razem wróciłyśmy do domu. Od razu rzuciłyśmy się zdenerwowane do barku z alkoholem. Po kilku tequilach bałyśmy już szczęśliwe i postanowiłyśmy zagrać w karty. Oczywiście nasz wybór padł na rozbieranego pokera. Zaszyłyśmy się w moim pokoju i zaczęłyśmy grać. Kate wzięła jeszcze jedną butelkę szampana, tak dla popitki. I tak minęło nam ¼ nocy.
Gdy już byłyśmy w samej bieliźnie, zachciało nam się jogurtów pitnych. Chwiejąc się, zeszłyśmy na dół. Kate miała na sobie taki zestaw , a ja taki. Wyglądałyśmy, no cóż, wyzywająco. Ale nasze chwianie się było najbardziej żałosne. Kate pobiegła do kuchni i rzuciła się na blat. Ja podbiegłam do lodówki i wyciągnęłam z niej dwa mleczne jogurty. Rzuciłam jej jeden, sama weszłam na blat i objęłam metalową rurę. Włączyłam muzykę http://www.youtube.com/watch?v=n78cSIoy-1g. Otworzyłam swój napój i upiłam łyk.
- Nie ma to jak brzoskwinia.- wyszeptałam, a Kate zachichotała.
- Osobiście wolę o smaku laski waniliowej laski!- krzyknęła, rozmarzona.
Zaczęłyśmy się śmiać w rytmie naszej piosenki. Ja wywijałam różne zmysłowe pozy na rurze, a ona wiła się na blacie. Znów otworzyłam swój jogurt i przechyliłam go delikatnie.
- Czy kiedyś miałaś ochotę, by ktoś zlizał z ciebie jogurt?- spytała pijanym głosem.- Bo ja tak.
I w tym momencie, wylała na siebie pół butelki jogurtu. Ja poszłam jej przykładem i pijąc mój, również pozwoliłam mu spłynąć po moim rozgrzanym ciele. Zaczęłyśmy się obsesyjnie śmiać. Zjechałam powoli po rurze, odchylając głowę w tył i zauważyłam błysk cudzych oczu w ciemności.
- Stary, słyszałeś? Do roboty.- usłyszałam szept, po czym poczułam czyjeś ręce na moich biodrach.
Jednak szybko zjechały na moje pośladki. Spojrzałam na Kate, z której Taylor zlizywał jogurt. Zagryzłam wargę i położyłam ręce na dłoniach Justina. Zniżyłam się zmysłowo na dół. Odnalazłam jego usta, gdy rękami jeździłam po jego torsie. Chłopak wpił się w moje wargi, a ja odwzajemniłam pocałunek.
Słyszałam jak Taylor i Kate śmiejąc się, idą do salonu. Ja objęłam szatyna nogami i uwiesiłam się na nim, w momencie gdy on podtrzymywał mnie za uda. Zaniósł mnie do salonu, gdzie położył mnie na kanapie, a sam ułożył się na mnie.
Taylor wybierał jakiś film, a my wciąż się całowaliśmy. Kate usiadła na kolanach Taylora, który usadowił się na fotelu i zaczęliśmy oglądać jakąś głupią komedię romantyczną. Gdy Justin całował mnie po szyi i dekolcie, ja patrzyłam na film. Gdy Justin się już opamiętał (nie zwracając uwagi na to, że cały czas ściskał moje kolano), zaczęliśmy jeść przekąski. Kate jak zwykle, zmysłowo oblizywała każdy chips który jadła. Wyglądało to… seksownie.
- Taylor, może dasz jej coś lepszego do lizania.- powiedział mój chłopak, a Taylor zaczął całować się z Kate.
Zajęłam się odpinaniem guzików od koszuli Justina, gdy ten oglądał film. Składałam drobne pocałunki na jego torsie, ściągając z niego nakrycie. Chłopak westchnął, spojrzał na Taylora i podniósł się. Oboje wzięli nas na ręce i całując się, weszliśmy na piętro z sypialniami. Wybrali tą z największym łożem małżeńskim. Byłam za bardzo pijana, by jakkolwiek protestować, gdy Justin zaczął odwiązywać tasiemkę z tyłu mojego gorsetu. Jeździłam rękami po jego torsie, gdy poczułam coś co skutecznie mnie otrzeźwiło. Odepchnęłam od siebie chłopaka, w wyniku czego spadł na ziemię. Kate śmiejąc się, zrobiła to samo z Tayem.
- Chyba już dość poszaleliśmy tego wieczoru.- po czym obie przykryłyśmy się kołdrą po czubek głowy.
Słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami i zaczęłam się śmiać. Kate wsparta na łokciu, patrzyła na mnie.
- Dlaczego go wygoniłaś?- spytała.
- Bo mu stanął.- odpowiedziałam niewinnym głosem, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
„Bo mu stanął”
*Oczami Sereny*
Rok dobiegał końca. Z Justinem wciąż byliśmy parą, a Kate z Taylor tworzyła prześliczny związek. Przetrwaliśmy święta (nie obyło się bez głupich prezentów od mojego chłopaka i jego kumpla), mimo że kilka razy trochę przesadziliśmy z alkoholem. Ale nie widziałyśmy w tym nic złego. Sylwestra postanowiliśmy spędzić razem.
- Pośpieszcie się!- krzyknął Taylor.
- Ileż się można ubierać?!- dopowiedział Justin.
Spojrzałam na Kate ubraną tak, a potem na mnie. Obie wyglądałyśmy zachwycająco. Nic dodać, nić ująć. Przyszedł czas na zejście na dół i pokazanie się naszym partnerom. Mieliśmy iść do klubu nocnego na imprezę. Miałam nadzieję, że nie skończy się to zwykłym kacem.
- Idziecie?!- krzyknął mój chłopak, już nieźle zdenerwowany.
Spojrzałyśmy na siebie, posłałyśmy sobie uśmiechy i złapałyśmy się pod ramię. Razem zeszłyśmy po schodach. Gdy oni nas zobaczyli, otworzyli szerzej buzie i tak stali. Zaczęłyśmy chichotać i podeszłyśmy do nich. Kate zarzuciła Tayowi ręce na szyję i przycisnęła się do niego. Chłopak pocałował ją w policzek i uśmiechnął się. Niestety, Justin nie był już tak opanowany. Jego ręka zjechała na moją kość ogonową, na której ją zatrzymałam. Chłopak przegryzł wargę, nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
- Może potem pójdźmy do mnie.
Zaśmiałam się krótko i odpowiedziałam:
- Chciałbyś.- po czym ugryzłam płatek jego ucha.
Zerknęłam na Kate, która całowała się z Taylorem. Gdy tylko poczuła na sobie nasz wzrok, odskoczyła od niego i wpadła na szafkę. Zaczęliśmy się śmiać. Ubrałam na siebie czarną marynarkę i byliśmy gotowi. Wyszliśmy w mrok nocy, odszukaliśmy lamborghini Justina i odjechaliśmy, śmiejąc się.
Na miejscu okazało się, że klub jest strasznie głośny i pełno tam lekko roznegliżowanych kobiet. Oczywiście, chłopakom się to jak najbardziej spodobało. To nas lekko zdenerwowało, ale nie dałyśmy tego po sobie poznać. Razem ruszyliśmy bardziej w głąb klubu. Chłopcy poszli po jakieś drinki, a my usiadłyśmy na kanapie. Znudzone obserwowałyśmy tancerzy. W pewnym momencie podszedł do nas umięśniony, opalony blondyn. Po jego stroju domyśliłyśmy się, że był to striptizer. Nie miał na sobie koszulki, jego tors zdobiła tylko mała muszka zawiązana na szyi. Kate przegryzła wargę, a ja zaczęłam kręcić pasemko włosów na palcu.
On uśmiechnął się triumfalnie, wszedł na stoliczek przed nami i zaczął tańczyć. Kate pobudzona poprosiła mnie o swój portfel. Podałam jej go, sama wyciągnęłam swój. Włożyłyśmy banknoty do spodni, gwiżdżąc przy tym i śmiejąc się. On zszedł ze swojego „podium” i zaczął się do nas przytulać. Ocierał swój nagi tors o nasze ciała. Chłopak zauważył mały wazonik z dwoma różyczkami. Wyciągnął je, wręczył nam, po czym wodę z niego wylał na swoje rozgrzane ciało. Zaczęłyśmy piszczeć, gdy on uśmiechnął się triumfalnie i odszedł.
Zauważyłyśmy, że całej sytuacji przyglądali się nasi chłopcy z drinkami. Justin pokiwał przecząc głową, podciągnął spodnie i poszedł do przodu. Taylor poszedł jego śladem. Oboje ruszyli na podryw, rozpinając swoje koszule i wypijając swoje drinki. Od razu rozpoznałyśmy tą grę i znudzone postanowiłyśmy wrócić do domu.
Musiałam się zakraść do stolika gdzie siedział Justin i wziąć od niego kluczyki. Ściągnęłam marynarkę, rozwichrzyłam sobie włosy i dołączyłam do otaczających ich lasek. Nikt mnie nie poznał, a Just nawet objął mnie w talii i niczego nieświadomy wciąż podrywał inne. Ja jechałam ręką w dół po jego plecach. Chłopak zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Zaczął całować mnie po szyi, gdy ja wyciągnęłam mu kluczyki i zmysłowo wstałam z miejsca. Kręcąc biodrami i chichocząc dyskretnie, wróciłam do Kate.
Razem wróciłyśmy do domu. Od razu rzuciłyśmy się zdenerwowane do barku z alkoholem. Po kilku tequilach bałyśmy już szczęśliwe i postanowiłyśmy zagrać w karty. Oczywiście nasz wybór padł na rozbieranego pokera. Zaszyłyśmy się w moim pokoju i zaczęłyśmy grać. Kate wzięła jeszcze jedną butelkę szampana, tak dla popitki. I tak minęło nam ¼ nocy.
Gdy już byłyśmy w samej bieliźnie, zachciało nam się jogurtów pitnych. Chwiejąc się, zeszłyśmy na dół. Kate miała na sobie taki zestaw , a ja taki. Wyglądałyśmy, no cóż, wyzywająco. Ale nasze chwianie się było najbardziej żałosne. Kate pobiegła do kuchni i rzuciła się na blat. Ja podbiegłam do lodówki i wyciągnęłam z niej dwa mleczne jogurty. Rzuciłam jej jeden, sama weszłam na blat i objęłam metalową rurę. Włączyłam muzykę http://www.youtube.com/watch?v=n78cSIoy-1g. Otworzyłam swój napój i upiłam łyk.
- Nie ma to jak brzoskwinia.- wyszeptałam, a Kate zachichotała.
- Osobiście wolę o smaku laski waniliowej laski!- krzyknęła, rozmarzona.
Zaczęłyśmy się śmiać w rytmie naszej piosenki. Ja wywijałam różne zmysłowe pozy na rurze, a ona wiła się na blacie. Znów otworzyłam swój jogurt i przechyliłam go delikatnie.
- Czy kiedyś miałaś ochotę, by ktoś zlizał z ciebie jogurt?- spytała pijanym głosem.- Bo ja tak.
I w tym momencie, wylała na siebie pół butelki jogurtu. Ja poszłam jej przykładem i pijąc mój, również pozwoliłam mu spłynąć po moim rozgrzanym ciele. Zaczęłyśmy się obsesyjnie śmiać. Zjechałam powoli po rurze, odchylając głowę w tył i zauważyłam błysk cudzych oczu w ciemności.
- Stary, słyszałeś? Do roboty.- usłyszałam szept, po czym poczułam czyjeś ręce na moich biodrach.
Jednak szybko zjechały na moje pośladki. Spojrzałam na Kate, z której Taylor zlizywał jogurt. Zagryzłam wargę i położyłam ręce na dłoniach Justina. Zniżyłam się zmysłowo na dół. Odnalazłam jego usta, gdy rękami jeździłam po jego torsie. Chłopak wpił się w moje wargi, a ja odwzajemniłam pocałunek.
Słyszałam jak Taylor i Kate śmiejąc się, idą do salonu. Ja objęłam szatyna nogami i uwiesiłam się na nim, w momencie gdy on podtrzymywał mnie za uda. Zaniósł mnie do salonu, gdzie położył mnie na kanapie, a sam ułożył się na mnie.
Taylor wybierał jakiś film, a my wciąż się całowaliśmy. Kate usiadła na kolanach Taylora, który usadowił się na fotelu i zaczęliśmy oglądać jakąś głupią komedię romantyczną. Gdy Justin całował mnie po szyi i dekolcie, ja patrzyłam na film. Gdy Justin się już opamiętał (nie zwracając uwagi na to, że cały czas ściskał moje kolano), zaczęliśmy jeść przekąski. Kate jak zwykle, zmysłowo oblizywała każdy chips który jadła. Wyglądało to… seksownie.
- Taylor, może dasz jej coś lepszego do lizania.- powiedział mój chłopak, a Taylor zaczął całować się z Kate.
Zajęłam się odpinaniem guzików od koszuli Justina, gdy ten oglądał film. Składałam drobne pocałunki na jego torsie, ściągając z niego nakrycie. Chłopak westchnął, spojrzał na Taylora i podniósł się. Oboje wzięli nas na ręce i całując się, weszliśmy na piętro z sypialniami. Wybrali tą z największym łożem małżeńskim. Byłam za bardzo pijana, by jakkolwiek protestować, gdy Justin zaczął odwiązywać tasiemkę z tyłu mojego gorsetu. Jeździłam rękami po jego torsie, gdy poczułam coś co skutecznie mnie otrzeźwiło. Odepchnęłam od siebie chłopaka, w wyniku czego spadł na ziemię. Kate śmiejąc się, zrobiła to samo z Tayem.
- Chyba już dość poszaleliśmy tego wieczoru.- po czym obie przykryłyśmy się kołdrą po czubek głowy.
Słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami i zaczęłam się śmiać. Kate wsparta na łokciu, patrzyła na mnie.
- Dlaczego go wygoniłaś?- spytała.
- Bo mu stanął.- odpowiedziałam niewinnym głosem, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
***
Rozdział pisałyśmy obie, przy butelce oranżady i paczce chipsów. Miałyśmy wiele śmiechu i strasznie czerwone ze wstydu policzki. Nareszcie coś odważniejszego:D
Tagi:
Bonus
29 „Chcę mieć cię całego dla siebie. I chcę być cała dla ciebie.”
Jechaliśmy w ciszy. Bałam się odezwać. Wewnętrznie przygotowywałam się, na to co sobie wcześniej obmyśliłam. Byliśmy już z Justinem parą od jakiś trzech miesięcy. Najwyższy czas pójść o krok dalej. Spojrzałam ukradkiem na Justina. Uśmiechał się delikatnie. Ja też się uśmiechnęłam i wzięłam głębszy oddech. Dobra, to w końcu Justin. Nie kto inny, jak mój kochany Justin.
Zatrzymaliśmy się na parkingu przed plażą. Bez słowa wysiedliśmy. Justin wyciągnął z bagażnika moją małą torbę i wziął ją na ramię. Drugą ręką ujął moją dłoń. Popatrzyłam na niego. Uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę wynajmowanego przez niego domku na plaży.
Była to mała i wszechstronna chatka. Składała się z salonu, łazienki, kuchni i chyba dwóch pokoi. Na samym środku stał kominek. Było tu nastrojowo i mimo to, nowocześnie.
Justin poszedł odnieść nasze torby, a ja rozejrzałam się po wnętrzu. Po chwili, poczułam jak chłopak całuje mnie po odkrytym karku. Zachichotałam i odwróciłam się do niego. Jak zwykle, napotkałam jego usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Podeszliśmy do blatu kuchennego. Justin posadził mnie na nim, a ja objęłam go nogami. Zsunął ramiączko od mojej bluzki i pocałował mnie w ramie. Teraz już w ogóle się nie stresowałam. Chciałam tego.
Nagle chłopak oderwał się ode mnie i pociągnął mnie za rękę. Zaczęłam się śmiać. Wybiegliśmy na zewnątrz. Justin wskazał na niebo. Był deszcz spadających gwiazd. Wtuliłam się w niego, a on głaskał moje włosy. Zamknęłam oczy i pomyślałam życzenie. Spojrzałam na chłopaka. Zrobił to samo.
- Co sobie zamarzyłaś?- spytał, pierwszy raz odzywając się tego wieczoru.
- Nie powiem, bo się nie spełni.- wyszeptałam i dopiero wtedy zauważyłam, jaki widok się przede mną rozciąga.
Na środku plaży leżał czarny koc, otoczony karmazynowymi płatkami róż. Obok stało kilka świeczek. Dawały słabe światło. Efektu temu wszystkiemu dodawały jaśniące się na niebie gwiazdy. Na kocu ponad to, stał koszyk piknikowy i mały czerwony pakunek. Na koszyku leżała bordowa róża. Powoli podeszliśmy do tego miejsca i usiedliśmy, otoczeni płatkami kwiatów. Spojrzałam na Justina. Chłopak jak zwykle, uważnie mi się przyglądał. Pocałowałam go w policzek, na co od razu się rozpromienił.
Złapałam go za rękę i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Kiedyś mama mi powiedziała, że jest tyle gwiazd, by każdy mógł znaleźć swoją.- wyszeptał, patrząc na granatowe niebo.
- To ma sens.- westchnęłam.- A ty? Znalazłeś już swoją?
Spojrzał na mnie i pocałował mnie w czubek głowy.
- Siedzi obok mnie.- szepnął i sięgnął po czerwone pudełeczko. Otworzył je i zawiesił mi coś na szyi. Wzięłam to do ręki. Było to małe serduszko z wygrawerowaną w środku literką „J”.
- Podoba się?- spytał, z lekkim uśmiechem na ustach.
Ręką zakryłam sobie usta. W oczach zaczęły mi się zbierać łzy szczęścia.
- O mój Boże, nie podoba ci się.- stwierdził, smutnym głosem. A ja wciąż trzymałam w ręce zawieszkę.- Jak chcesz, to mogę oddać ten naszyjnik z powrotem do jubilera. Przepraszam, wiem że to głupi prezent.- pokiwałam przecząco głową.- Dobra, szczerze to jest idiotyczny…
Zamknęłam mu usta pocałunkiem. On na początku był zbyt zdezorientowany, by go odwzajemnić. Jednak potem opamiętał się i odwzajemnił czuły gest. Delikatnie położyliśmy się na kocu. Leżałam na Justinie. Delikatnie muskałam jego usta.
- Ten wisiorek jest piękny.- wyszeptałam. Odgarnęłam mu włosy z czoła. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, podnosząc się lekko do pozycji siedzącej. Pogłaskał mnie po policzku.
- Chcę by był ro przedmiot naszej miłości. To w tym serduszku,- wziął je do ręki- jest zamknięta część mojego uczucia. Wszystko się niestety nie zmieściło.- zaśmialiśmy się.- Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem. To tak, jakby ktoś mnie zaczarował. Jakbyś ty mnie zauroczyła.- pocałował mnie w rękę.- Kocham cię. Mocno, jak jeszcze nigdy. I nie mówię tego, pod wpływem chwili. Jestem pewien moich słów. I wiem…- zawahał się i ujął mój podbródek.- Wiem, że chcę być z tobą już zawsze. Dotychczas nie chciałem się wiązać, ale teraz… Kocham cię, Serena. Ponad wszystko na świecie, potrzebuję cię.
Patrzyłam mu prosto w oczy. To wyznanie tak bardzo mnie wzruszyło, że nie mogłam wypowiedzieć nawet słówka. Przed oczami miałam wszystkie sceny związane z Justinem. Jak go całowałam, wyzywałam, jak przez niego płakałam, jak go przytulałam lub po prostu, uśmiechałam się do niego. Każdy ten gest, prowadził właśnie do tego wieczoru. Gdy siedzimy na plaży i patrzymy w gwiazdy. I doszła do wniosku, że ja też nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Wpiłam się w jego wargi. Chłopak delikatnie położył mnie na kocu. Przeszedł do calowania mojej szyi. Po chwili, ściągnął moją sukienkę. A ja patrzyłam tylko w gwiazdy. Zawsze ktoś nam przerywał. Teraz byliśmy już sami. Tylko ja mogłam to skończyć. Ale nie chciałam. Justin był strasznie delikatny i czuły. Po chwili, podniósł się ze mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś tego pewna? Ja nie nalegam.- szepnął.
Pokiwałam głową. On uśmiechnął się lekko i sięgnął do koszyka. Wyciągnął paczkę prezerwatyw.
- No to sprawdźmy, czy miała rację.- wyszeptał i znów mnie pocałował. Potem zaczął całować moją szyję. Ja w tym czasie, jęknęłam cicho i ostatni raz spojrzałam w niebo. Zapamiętałam z tamtego wieczoru gwiazdy i niewysłowioną rozkosz…
Rano obudziły mnie promienie słońca. Poczułam też dotyk jedwabiu na skórze. Otworzyłam lekko oczy. Byłam przykryta czarną, jedwabną narzutą. Dotknęłam materiału opuszkami palców. Był tak przyjemny w dotyku. Spojrzałam trochę w górę. Justin jeszcze spał. Automatycznie powróciło wspomnienie ubiegłej nocy. Na pewno, zrobiłam się strasznie czerwona na twarzy. Nie nabrałam jeszcze wystarczającego dystansu do spraw związanych ze współżyciem.
Na przykład, teraz czułam się strasznie niekomfortowo, leżąc obok niego całkiem nago. Chciałam się jak najszybciej ubrać. Jednak nie było to możliwe, bez uprzedniego obudzenia chłopaka. Przewróciłam się na drugi bok, odwracając się do niego plecami. Po chwili, poczułam czyjąś rękę oplatającą mnie w talii. Justin przyciągnął mnie do siebie, tak że teraz stykaliśmy się ciałami i zaczął całować mój kark.
- Było cudownie.- wyszeptał. Westchnęłam, nie odwracając się w jego stronę.- Ej, coś się stało?
Oparł się na łokciu, delikatnie mnie do siebie odwracając. Patrzyłam w niebo. Czułam jak ze wstydu, łzy zbierają mi się w oczach.
- Kochanie, coś nie tak? Może zrobiliśmy to za szybko? Bolało cię? Odezwij się.- chłopak był widocznie zmartwiony. Patrzył na mnie zatroskany.
- Nie, było wspaniale.- wyszeptałam.- Po prostu, to takie dziwne. No bo… ja jestem naga.- przyznałam i ukryłam twarz w dłoniach.
- I co w tym złego?- spytał, zdezorientowany.
- No, nie jest to dla mnie codzienna sytuacja. Muszę się z nią oswoić.- wyznałam.- Po za tym, robiłeś to już tyle razy. Założę się, że tym razem nie było jakoś wyjątkowo.
Justin ujął w dłonie moje nadgarstki i odciągnął je od mojej twarzy. Pogłaskał mnie po policzku. Uśmiechnął się lekko i czule pocałował mnie w kącik ust. Dobrze wiedział, że to mnie strasznie dekoncentrowało.
- Skarbie, było przewyjątkowo. Naprawdę. Czułem jakbym to robił pierwszy raz. No, przynajmniej pierwszy raz z właściwą osobą. Jesteś piękna. Po za tym i tak już widzieliśmy się nago, więc nie ma się czym przejmować. Po prostu, przypomnij sobie, co czułaś gdy to robiliśmy.
Automatycznie się uśmiechnęłam. Justin widząc to, przybliżył się do mnie i delikatnie musnął moje wargi.
- A teraz się odwróć, bo muszę się ubrać.- poleciłam mu. On zachichotał i posłusznie odwrócił się do mnie plecami. Szybko założyłam sukienkę i wstałam. Po chwili i on był już ubrany. Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę domku.
Dzień minął nam na oglądaniu filmów, spacerowaniu po plaży i śmianiu się. Nie było inaczej niż przed… sami wiecie czym. Po prostu, teraz czułam między nami taką dziwną więź. Justin chyba też to zauważył. Aż zapragnęłam to zrobić jeszcze raz. Tylko tym razem, w domu.
Zostawiłam Justin na chwilę w salonie, pod pretekstem przebrania się. Zamiast tego, przebrałam się w sypialni przebrałam się w jeden z zestawów, które kupiła dla mnie Kate . Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam niesamowicie. Przygładziłam włosy i wyszłam z sypialni.
Justin siedział ze spuszczoną głową na skórzanej kanapie. W ręce trzymał telefon. Wyraz jego twarzy był bardzo smutny. Nie wiedziałam dlaczego i to najbardziej mnie martwiło.
- Coś się stało?- spytałam, opierając się o framugę drzwi. Chłopak od razu podniósł głowę, a na jego twarz wkradł się grymas zdziwienia. Powoli wstał, odłożył telefon na stolik i podszedł do mnie. Objął mnie w talii i uśmiechnął się delikatnie.
- Dla kogo tak seksownie wyglądasz?- szepnął.
- Zgadnij.- powiedziałam cicho, przegryzając płatek jego ucha. Justin zachichotał i zaczął mnie zachłannie całować. Objęłam go nogami, a on złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Uśmiechnęłam się poprzez pocałunek. Justin zaniósł mnie na skórzaną kanapę. Ułożył mnie na niej, a sam położył się na mnie. Odsunął się ode mnie i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Muszę wyjechać na jakiś czas.- wyszeptał, a ja westchnęłam.
- Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Na ile?- spytałam, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wiem.- wyszeptał i chciał wstać, jednak pociągnęłam go za koszulę. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry. Przy każdym wypowiadanym przeze mnie słowie, nasze wargi się dotykały.
- Chcę się zapamiętać. Twój dotyk, pocałunki, zapach… Wszystko. Chcę mieć cię całego dla siebie. I chcę być cała dla ciebie.- wyszeptałam, po czym wpiłam się w jego wargi.
Chłopak oddawał każdą pieszczotę. Robił to z taką siłą i miłością, jakby chciał mnie dokładnie zapamiętać. Ja zachowywałam się tak samo. Jednak jego ruchy czy pocałunki, miały takie jakby drugie dno. Ukrywał coś przede mną. Nie wiedziałam jednak co dokładnie. I nie zamierzałam się tej nocy nad tym zastanawiać. Rozkoszowałam się dotykiem skóry, którą była obszyta kanapa, na moim nagim ciele…
Rano wybraliśmy się jeszcze na spacer po plaży. Zaczęłam temat dotyczący naszej wspólnej przyszłości, jak Justin wróci. On nie mówił za dużo i wydawał się jakiś przygnębiony. Potem nie rozmawialiśmy już dużo. Oboje myśleliśmy już o nadchodzącym pożegnaniu.
Jechaliśmy w ciszy. Bałam się odezwać. Wewnętrznie przygotowywałam się, na to co sobie wcześniej obmyśliłam. Byliśmy już z Justinem parą od jakiś trzech miesięcy. Najwyższy czas pójść o krok dalej. Spojrzałam ukradkiem na Justina. Uśmiechał się delikatnie. Ja też się uśmiechnęłam i wzięłam głębszy oddech. Dobra, to w końcu Justin. Nie kto inny, jak mój kochany Justin.
Zatrzymaliśmy się na parkingu przed plażą. Bez słowa wysiedliśmy. Justin wyciągnął z bagażnika moją małą torbę i wziął ją na ramię. Drugą ręką ujął moją dłoń. Popatrzyłam na niego. Uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę wynajmowanego przez niego domku na plaży.
Była to mała i wszechstronna chatka. Składała się z salonu, łazienki, kuchni i chyba dwóch pokoi. Na samym środku stał kominek. Było tu nastrojowo i mimo to, nowocześnie.
Justin poszedł odnieść nasze torby, a ja rozejrzałam się po wnętrzu. Po chwili, poczułam jak chłopak całuje mnie po odkrytym karku. Zachichotałam i odwróciłam się do niego. Jak zwykle, napotkałam jego usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Podeszliśmy do blatu kuchennego. Justin posadził mnie na nim, a ja objęłam go nogami. Zsunął ramiączko od mojej bluzki i pocałował mnie w ramie. Teraz już w ogóle się nie stresowałam. Chciałam tego.
Nagle chłopak oderwał się ode mnie i pociągnął mnie za rękę. Zaczęłam się śmiać. Wybiegliśmy na zewnątrz. Justin wskazał na niebo. Był deszcz spadających gwiazd. Wtuliłam się w niego, a on głaskał moje włosy. Zamknęłam oczy i pomyślałam życzenie. Spojrzałam na chłopaka. Zrobił to samo.
- Co sobie zamarzyłaś?- spytał, pierwszy raz odzywając się tego wieczoru.
- Nie powiem, bo się nie spełni.- wyszeptałam i dopiero wtedy zauważyłam, jaki widok się przede mną rozciąga.
Na środku plaży leżał czarny koc, otoczony karmazynowymi płatkami róż. Obok stało kilka świeczek. Dawały słabe światło. Efektu temu wszystkiemu dodawały jaśniące się na niebie gwiazdy. Na kocu ponad to, stał koszyk piknikowy i mały czerwony pakunek. Na koszyku leżała bordowa róża. Powoli podeszliśmy do tego miejsca i usiedliśmy, otoczeni płatkami kwiatów. Spojrzałam na Justina. Chłopak jak zwykle, uważnie mi się przyglądał. Pocałowałam go w policzek, na co od razu się rozpromienił.
Złapałam go za rękę i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Kiedyś mama mi powiedziała, że jest tyle gwiazd, by każdy mógł znaleźć swoją.- wyszeptał, patrząc na granatowe niebo.
- To ma sens.- westchnęłam.- A ty? Znalazłeś już swoją?
Spojrzał na mnie i pocałował mnie w czubek głowy.
- Siedzi obok mnie.- szepnął i sięgnął po czerwone pudełeczko. Otworzył je i zawiesił mi coś na szyi. Wzięłam to do ręki. Było to małe serduszko z wygrawerowaną w środku literką „J”.
- Podoba się?- spytał, z lekkim uśmiechem na ustach.
Ręką zakryłam sobie usta. W oczach zaczęły mi się zbierać łzy szczęścia.
- O mój Boże, nie podoba ci się.- stwierdził, smutnym głosem. A ja wciąż trzymałam w ręce zawieszkę.- Jak chcesz, to mogę oddać ten naszyjnik z powrotem do jubilera. Przepraszam, wiem że to głupi prezent.- pokiwałam przecząco głową.- Dobra, szczerze to jest idiotyczny…
Zamknęłam mu usta pocałunkiem. On na początku był zbyt zdezorientowany, by go odwzajemnić. Jednak potem opamiętał się i odwzajemnił czuły gest. Delikatnie położyliśmy się na kocu. Leżałam na Justinie. Delikatnie muskałam jego usta.
- Ten wisiorek jest piękny.- wyszeptałam. Odgarnęłam mu włosy z czoła. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, podnosząc się lekko do pozycji siedzącej. Pogłaskał mnie po policzku.
- Chcę by był ro przedmiot naszej miłości. To w tym serduszku,- wziął je do ręki- jest zamknięta część mojego uczucia. Wszystko się niestety nie zmieściło.- zaśmialiśmy się.- Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem. To tak, jakby ktoś mnie zaczarował. Jakbyś ty mnie zauroczyła.- pocałował mnie w rękę.- Kocham cię. Mocno, jak jeszcze nigdy. I nie mówię tego, pod wpływem chwili. Jestem pewien moich słów. I wiem…- zawahał się i ujął mój podbródek.- Wiem, że chcę być z tobą już zawsze. Dotychczas nie chciałem się wiązać, ale teraz… Kocham cię, Serena. Ponad wszystko na świecie, potrzebuję cię.
Patrzyłam mu prosto w oczy. To wyznanie tak bardzo mnie wzruszyło, że nie mogłam wypowiedzieć nawet słówka. Przed oczami miałam wszystkie sceny związane z Justinem. Jak go całowałam, wyzywałam, jak przez niego płakałam, jak go przytulałam lub po prostu, uśmiechałam się do niego. Każdy ten gest, prowadził właśnie do tego wieczoru. Gdy siedzimy na plaży i patrzymy w gwiazdy. I doszła do wniosku, że ja też nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Wpiłam się w jego wargi. Chłopak delikatnie położył mnie na kocu. Przeszedł do calowania mojej szyi. Po chwili, ściągnął moją sukienkę. A ja patrzyłam tylko w gwiazdy. Zawsze ktoś nam przerywał. Teraz byliśmy już sami. Tylko ja mogłam to skończyć. Ale nie chciałam. Justin był strasznie delikatny i czuły. Po chwili, podniósł się ze mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jesteś tego pewna? Ja nie nalegam.- szepnął.
Pokiwałam głową. On uśmiechnął się lekko i sięgnął do koszyka. Wyciągnął paczkę prezerwatyw.
- No to sprawdźmy, czy miała rację.- wyszeptał i znów mnie pocałował. Potem zaczął całować moją szyję. Ja w tym czasie, jęknęłam cicho i ostatni raz spojrzałam w niebo. Zapamiętałam z tamtego wieczoru gwiazdy i niewysłowioną rozkosz…
Rano obudziły mnie promienie słońca. Poczułam też dotyk jedwabiu na skórze. Otworzyłam lekko oczy. Byłam przykryta czarną, jedwabną narzutą. Dotknęłam materiału opuszkami palców. Był tak przyjemny w dotyku. Spojrzałam trochę w górę. Justin jeszcze spał. Automatycznie powróciło wspomnienie ubiegłej nocy. Na pewno, zrobiłam się strasznie czerwona na twarzy. Nie nabrałam jeszcze wystarczającego dystansu do spraw związanych ze współżyciem.
Na przykład, teraz czułam się strasznie niekomfortowo, leżąc obok niego całkiem nago. Chciałam się jak najszybciej ubrać. Jednak nie było to możliwe, bez uprzedniego obudzenia chłopaka. Przewróciłam się na drugi bok, odwracając się do niego plecami. Po chwili, poczułam czyjąś rękę oplatającą mnie w talii. Justin przyciągnął mnie do siebie, tak że teraz stykaliśmy się ciałami i zaczął całować mój kark.
- Było cudownie.- wyszeptał. Westchnęłam, nie odwracając się w jego stronę.- Ej, coś się stało?
Oparł się na łokciu, delikatnie mnie do siebie odwracając. Patrzyłam w niebo. Czułam jak ze wstydu, łzy zbierają mi się w oczach.
- Kochanie, coś nie tak? Może zrobiliśmy to za szybko? Bolało cię? Odezwij się.- chłopak był widocznie zmartwiony. Patrzył na mnie zatroskany.
- Nie, było wspaniale.- wyszeptałam.- Po prostu, to takie dziwne. No bo… ja jestem naga.- przyznałam i ukryłam twarz w dłoniach.
- I co w tym złego?- spytał, zdezorientowany.
- No, nie jest to dla mnie codzienna sytuacja. Muszę się z nią oswoić.- wyznałam.- Po za tym, robiłeś to już tyle razy. Założę się, że tym razem nie było jakoś wyjątkowo.
Justin ujął w dłonie moje nadgarstki i odciągnął je od mojej twarzy. Pogłaskał mnie po policzku. Uśmiechnął się lekko i czule pocałował mnie w kącik ust. Dobrze wiedział, że to mnie strasznie dekoncentrowało.
- Skarbie, było przewyjątkowo. Naprawdę. Czułem jakbym to robił pierwszy raz. No, przynajmniej pierwszy raz z właściwą osobą. Jesteś piękna. Po za tym i tak już widzieliśmy się nago, więc nie ma się czym przejmować. Po prostu, przypomnij sobie, co czułaś gdy to robiliśmy.
Automatycznie się uśmiechnęłam. Justin widząc to, przybliżył się do mnie i delikatnie musnął moje wargi.
- A teraz się odwróć, bo muszę się ubrać.- poleciłam mu. On zachichotał i posłusznie odwrócił się do mnie plecami. Szybko założyłam sukienkę i wstałam. Po chwili i on był już ubrany. Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę domku.
Dzień minął nam na oglądaniu filmów, spacerowaniu po plaży i śmianiu się. Nie było inaczej niż przed… sami wiecie czym. Po prostu, teraz czułam między nami taką dziwną więź. Justin chyba też to zauważył. Aż zapragnęłam to zrobić jeszcze raz. Tylko tym razem, w domu.
Zostawiłam Justin na chwilę w salonie, pod pretekstem przebrania się. Zamiast tego, przebrałam się w sypialni przebrałam się w jeden z zestawów, które kupiła dla mnie Kate . Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam niesamowicie. Przygładziłam włosy i wyszłam z sypialni.
Justin siedział ze spuszczoną głową na skórzanej kanapie. W ręce trzymał telefon. Wyraz jego twarzy był bardzo smutny. Nie wiedziałam dlaczego i to najbardziej mnie martwiło.
- Coś się stało?- spytałam, opierając się o framugę drzwi. Chłopak od razu podniósł głowę, a na jego twarz wkradł się grymas zdziwienia. Powoli wstał, odłożył telefon na stolik i podszedł do mnie. Objął mnie w talii i uśmiechnął się delikatnie.
- Dla kogo tak seksownie wyglądasz?- szepnął.
- Zgadnij.- powiedziałam cicho, przegryzając płatek jego ucha. Justin zachichotał i zaczął mnie zachłannie całować. Objęłam go nogami, a on złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Uśmiechnęłam się poprzez pocałunek. Justin zaniósł mnie na skórzaną kanapę. Ułożył mnie na niej, a sam położył się na mnie. Odsunął się ode mnie i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Muszę wyjechać na jakiś czas.- wyszeptał, a ja westchnęłam.
- Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Na ile?- spytałam, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wiem.- wyszeptał i chciał wstać, jednak pociągnęłam go za koszulę. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry. Przy każdym wypowiadanym przeze mnie słowie, nasze wargi się dotykały.
- Chcę się zapamiętać. Twój dotyk, pocałunki, zapach… Wszystko. Chcę mieć cię całego dla siebie. I chcę być cała dla ciebie.- wyszeptałam, po czym wpiłam się w jego wargi.
Chłopak oddawał każdą pieszczotę. Robił to z taką siłą i miłością, jakby chciał mnie dokładnie zapamiętać. Ja zachowywałam się tak samo. Jednak jego ruchy czy pocałunki, miały takie jakby drugie dno. Ukrywał coś przede mną. Nie wiedziałam jednak co dokładnie. I nie zamierzałam się tej nocy nad tym zastanawiać. Rozkoszowałam się dotykiem skóry, którą była obszyta kanapa, na moim nagim ciele…
Rano wybraliśmy się jeszcze na spacer po plaży. Zaczęłam temat dotyczący naszej wspólnej przyszłości, jak Justin wróci. On nie mówił za dużo i wydawał się jakiś przygnębiony. Potem nie rozmawialiśmy już dużo. Oboje myśleliśmy już o nadchodzącym pożegnaniu.
...
Rozdział pisała BrandNewLife.
No i doczekaliście się tego pierwszego razu. Mam nadzieję, że nie macie na mnie focha, bo go nie opisałam. Ale po prostu, nie jestem na to gotowa emocjonalnie. Mam nadzieję, że wam się podoba. I jeszcze jedno:
Prosimy o komentarze;D
Tagi:
Rozdział 29
28 "CZEKOLADOWE NAJLEPIEJ SMAKÓJĄ"
*Oczami Taylora*
Kate biegła przez las ,słońce powoli świtało. Jej sukienka teraz delikatnie , falowałą na wietrze. Dobiegła do jeziora, już ją miałem. Ale ona mnie przechytrzyła i wskoczyła na łódz, dałem susa i wskoczyłem za nią. Łódz powoli odpływała a my nie mieliśmy wioseł, zauwarzyłem to za puźno już odpłyneliśmy kawałek od brzegu. Położyła się na łódce, jej suknia leżała rozłożyście i kawałek wpad do wody. Po wodzie falował kawałek tej sukni . Opadłem na nią, leżeliśmy tak w milczeniu. Zaczołem ją całować po dłoni i w góre ,doszłem do szyji i potem zanużyłem sie w jej gorących wargach. Tchwiliśmy w tym pocałunku dłuższy czas to było takie piękne i namiętne. Kate chciała być na demną i chwilę się przetarzaliśmy była na demną. Teraz ona całowała mnie , ściągneła mi nawet koszulke i całowałam mój tors.
-MRRR.-Zamruczała i całowała dalej.
Teraz ja poczułem potrzebe dominacji i przetarzaliśmy się ja znów byłem nad nią. Całowaliśmy się było wspaniale, fale delikatnie uderzały o łódkę. Przypominały nasze pocałunki takie mocne i delikatne.(słuchajcie tego )Przypomniał mi się fragment Titanika, gdy ona stoi na krawędzi statku a on za nią ( moja dziewczyna mnie zmusiła do oglądanie tego) , Kate postanowiła tak zrobić. Stanęła na krawędzi łódki. Rozłożyła ręce a ja ją chwyciłam w pasie. Wiatr rozwiewał jej sukienkę wyglądała wspaniale. Obydwoje straciliśmy równowagę i wpadliśmy do wody, wynurzyliśmy się. Nabrałem ochoty aby ją pocałować , delikatnie ją do siebie przysunąłem i zanurzyłem swoje wargi w jej gorących ustach. Chwyciła się mnie rozkrokiem i zanurzyliśmy się , tkwiąc nadal w pocałunku. Gdy zaczęło nam brakować powietrza, wynurzyliśmy się. Postanowiliśmy popłynąć już na brzeg , gdyż stali tam Serena z Justinem, ciekawe co robili?
-Ej, gołąbki jedzmy już. Nasze auto naprawione.
No i byliśmy zmuszeni wrócić na brzeg, nasze auto było gotowe, Justina naprawił nasz samochód. A dziewczyn był nadal popsuty, chcieliśmy im pomóc ale one się zaparły. Nie pozwoliły nam dojść do samochodu, uparły się. Kate z Sereną wsiadły do auta chyba się przebierały. Po 15 minutach wyszła Kate a za nią Serena. Kate miała na sobie dżinsowe spodenki i stanik z kompletu bielizny . Wyglądała tak seksownie i czarująco , a ta Serena tez miała coś podobnego na sobie ale moja Kate była najpiękniejsza jak leśna nimfa. Obydwie otwarły klapę od auta i zaczęły w nim grzebać. Ja z Justinem zaczęliśmy rozmowę:
-Co tam u twojej Sereny?
-Dobrze, czuje, że ten dzień się zbliża, będzie za niedługo moja. Zaprosiłem ją do mojego domku na plaży.
-Nieźle, czyli mamy przez parę dni spokój od was, zostajemy sami. mff.-Zamyśliłem się.
-Uff, co wy tam w tym namiocie w nocy wyrabialiście. Słyszałem przeraźliwy krzyk Kate. Coś ty jej zrobił?-Spojrzał na mnie, z niegrzecznym wyrazem twarzy.
-Trochę przesadziłem, mały "wypadek przy pracy''.-Trochę się zarumieniłem.
-Trochę? To musiał być mocny sex.-Zaczął znowu świntuszyć.-A jaka Serena jest seksowna.
-I co planujesz z nią przyszłość?-Spytałem zmieniając temat.
-No nie wiem, może ale ja nie jestem stały. Ale coś mnie do niej ciągnie, coś czego jeszcze nigdy nie czułem.-wyznał.
-To miłość, prawdziwa.
-Ale....-nie dokończył.-A ty coś planujesz, może dzieci kiedyś?
-No może, to prawdziwa miłość. Ale dzieci raczej nie, rozwydrzone bachory. No i moja kariera, to by ja skreśliło.
Ona to chyba usłyszała bo zrobiła smutną minę, ale kiedyś jej przejdzie.
-Gotowe.-Oznajmiła Kate i zatrzasnęła klapę od auta...
*Oczami Kate*
Auto było naprawione, w oczach pojawiły mi się łzy. Schowałam się szybko do samochodu nie chciałam aby zobaczył moje łzy. Serena zauważyła to i powiedziała tylko ,że ona jedzie ze mną a nich oni jadą razem. Wsiadła na miejsce kierowcy trzasnęła za sobą drzwiami. Na szczęście szyby są przyciemniane i nikt nie widział moich łez oprucz Sereny. Położyłam swoją głowę na jej kolanach i się rozpłakałam.
-Ale jak on mógł to powiedzieć, że mu karierę to skończy.-I wybuchła jeszcze większym płaczem.
-On pewnie tak nie myślał, mówił co mu ślina na język przyniosła.-Powiedziała to bez przekonania. pewnie tak nie myślała.
Nie wiedziałam co robić, to co powiedział było okropne i przygnębiające. A jeśli zajdę kiedyś w ciąże to co zostawi mnie , dla swojej "karierze".
-Kochana, wstawaj. Usiądź ,wytrzyj łzy. Zrób sobie nowy makijaż.-Powiedziała i podała mi małą kosmetyczkę z pełnym wyposażeniem.
Posłusznie wzięłam kosmetyki i pomalowałam się, delikatny róż. I wyglądałam w miarę normalnie. Pędziłyśmy po szosie, samochód po prostu muskał delikatnie drogę. Byłyśmy już przy domu gdy Serena wyznała mi:
-Wiesz, Justin zaprosił mnie do domku na plaży.-Powiedziała onieśmielona.Obydwie zaczęłyśmy piszczeć.-I się zgodziłam, jadę dzisiaj z Justinem na plaże.
-O gratuluje ci. Ale jak on mógł.-Teraz się już nie popłakałam, nie chciałam się rozmazać.
-Spokojnie. A może chcesz mi pomóc się spakować?-Zaproponowała mi.
-Z chęciom i może koszyk piknikowy na mały pilniczek.
-Dobra.
Wyszłyśmy z samochodu i podreptałyśmy na górę. Ubrałam się. I poszłam na zakupy, kupiłam kilka seksi komplecików, i koszulek. W domu zapakowałam to wszystko i kilka zestawów ubrań do małej walizeczki. Dobra teraz koszyczek piknikowy. Owoce, jakieś kanapki i małe pudełeczko z niespodzianką. Zeszłam na dół ,siedzieli tam wszyscy. Tay, Justin i Serena, podeszłam do niej i jej to wręczyłam. Ona wzięła to ode mnie i zaczęła rozpakowywać. Najpierw walizkę, rzuciła jej się w oczy jedna rzecz. Była to ta delikatna bielizna . Widocznie bardzo jej się spodobała, a chłopacy wytrzeszczyli na nią oczy.
-Bardzo ładna. Kate gdzie ty ją kupiłaś?-Spytała.
-Mój słodki sekret.-Wyszeptałam jej do ucha, i obydwie się zaśmiałyśmy.
Schowała ją do walizki i uśmiechnęła się na widok reszty kompletów. Teraz sprawdziła koszyk piknikowy. Przeglądała owoce i kanapki aż się natchnęła na czerwone małe pudełeczko , zawiązane na wstążkę.
-A cóż to?-Powiedziała, niewinnym głosem rozwiązując wstążkę.
Otworzyła pudełeczko i się zarumieniła. Wyciągnęła tylko karteczkę , którą tam włożyłam i się uśmiechnęła.
-No powiedz co jest na tej karteczce?-Dopytywali chłopcy.
-No dobra przeczytam " CZEKOLADOWE NAJLEPIEJ SMAKUJĄ".-Odłożyła karteczkę i wyciągnęła Małe pudełeczko z prezerwatywami o smaku czekoladowym.
-Och Kate.-Powiedziała , z uśmiechem. Pudełeczko schowała powrotem do koszyczka.
Justin złapał jej walizeczkę , a drugą ręką uchwycił Serene. Ona na pożegnanie ,dała mi całusa i wyszli. Zostałam sama i Taylor...
***
rozdział pisała Katherine034. prosze o komentarze. Bardzo miło się je nam czyta
*Oczami Taylora*
Kate biegła przez las ,słońce powoli świtało. Jej sukienka teraz delikatnie , falowałą na wietrze. Dobiegła do jeziora, już ją miałem. Ale ona mnie przechytrzyła i wskoczyła na łódz, dałem susa i wskoczyłem za nią. Łódz powoli odpływała a my nie mieliśmy wioseł, zauwarzyłem to za puźno już odpłyneliśmy kawałek od brzegu. Położyła się na łódce, jej suknia leżała rozłożyście i kawałek wpad do wody. Po wodzie falował kawałek tej sukni . Opadłem na nią, leżeliśmy tak w milczeniu. Zaczołem ją całować po dłoni i w góre ,doszłem do szyji i potem zanużyłem sie w jej gorących wargach. Tchwiliśmy w tym pocałunku dłuższy czas to było takie piękne i namiętne. Kate chciała być na demną i chwilę się przetarzaliśmy była na demną. Teraz ona całowała mnie , ściągneła mi nawet koszulke i całowałam mój tors.
-MRRR.-Zamruczała i całowała dalej.
Teraz ja poczułem potrzebe dominacji i przetarzaliśmy się ja znów byłem nad nią. Całowaliśmy się było wspaniale, fale delikatnie uderzały o łódkę. Przypominały nasze pocałunki takie mocne i delikatne.(słuchajcie tego )Przypomniał mi się fragment Titanika, gdy ona stoi na krawędzi statku a on za nią ( moja dziewczyna mnie zmusiła do oglądanie tego) , Kate postanowiła tak zrobić. Stanęła na krawędzi łódki. Rozłożyła ręce a ja ją chwyciłam w pasie. Wiatr rozwiewał jej sukienkę wyglądała wspaniale. Obydwoje straciliśmy równowagę i wpadliśmy do wody, wynurzyliśmy się. Nabrałem ochoty aby ją pocałować , delikatnie ją do siebie przysunąłem i zanurzyłem swoje wargi w jej gorących ustach. Chwyciła się mnie rozkrokiem i zanurzyliśmy się , tkwiąc nadal w pocałunku. Gdy zaczęło nam brakować powietrza, wynurzyliśmy się. Postanowiliśmy popłynąć już na brzeg , gdyż stali tam Serena z Justinem, ciekawe co robili?
-Ej, gołąbki jedzmy już. Nasze auto naprawione.
No i byliśmy zmuszeni wrócić na brzeg, nasze auto było gotowe, Justina naprawił nasz samochód. A dziewczyn był nadal popsuty, chcieliśmy im pomóc ale one się zaparły. Nie pozwoliły nam dojść do samochodu, uparły się. Kate z Sereną wsiadły do auta chyba się przebierały. Po 15 minutach wyszła Kate a za nią Serena. Kate miała na sobie dżinsowe spodenki i stanik z kompletu bielizny . Wyglądała tak seksownie i czarująco , a ta Serena tez miała coś podobnego na sobie ale moja Kate była najpiękniejsza jak leśna nimfa. Obydwie otwarły klapę od auta i zaczęły w nim grzebać. Ja z Justinem zaczęliśmy rozmowę:
-Co tam u twojej Sereny?
-Dobrze, czuje, że ten dzień się zbliża, będzie za niedługo moja. Zaprosiłem ją do mojego domku na plaży.
-Nieźle, czyli mamy przez parę dni spokój od was, zostajemy sami. mff.-Zamyśliłem się.
-Uff, co wy tam w tym namiocie w nocy wyrabialiście. Słyszałem przeraźliwy krzyk Kate. Coś ty jej zrobił?-Spojrzał na mnie, z niegrzecznym wyrazem twarzy.
-Trochę przesadziłem, mały "wypadek przy pracy''.-Trochę się zarumieniłem.
-Trochę? To musiał być mocny sex.-Zaczął znowu świntuszyć.-A jaka Serena jest seksowna.
-I co planujesz z nią przyszłość?-Spytałem zmieniając temat.
-No nie wiem, może ale ja nie jestem stały. Ale coś mnie do niej ciągnie, coś czego jeszcze nigdy nie czułem.-wyznał.
-To miłość, prawdziwa.
-Ale....-nie dokończył.-A ty coś planujesz, może dzieci kiedyś?
-No może, to prawdziwa miłość. Ale dzieci raczej nie, rozwydrzone bachory. No i moja kariera, to by ja skreśliło.
Ona to chyba usłyszała bo zrobiła smutną minę, ale kiedyś jej przejdzie.
-Gotowe.-Oznajmiła Kate i zatrzasnęła klapę od auta...
*Oczami Kate*
Auto było naprawione, w oczach pojawiły mi się łzy. Schowałam się szybko do samochodu nie chciałam aby zobaczył moje łzy. Serena zauważyła to i powiedziała tylko ,że ona jedzie ze mną a nich oni jadą razem. Wsiadła na miejsce kierowcy trzasnęła za sobą drzwiami. Na szczęście szyby są przyciemniane i nikt nie widział moich łez oprucz Sereny. Położyłam swoją głowę na jej kolanach i się rozpłakałam.
-Ale jak on mógł to powiedzieć, że mu karierę to skończy.-I wybuchła jeszcze większym płaczem.
-On pewnie tak nie myślał, mówił co mu ślina na język przyniosła.-Powiedziała to bez przekonania. pewnie tak nie myślała.
Nie wiedziałam co robić, to co powiedział było okropne i przygnębiające. A jeśli zajdę kiedyś w ciąże to co zostawi mnie , dla swojej "karierze".
-Kochana, wstawaj. Usiądź ,wytrzyj łzy. Zrób sobie nowy makijaż.-Powiedziała i podała mi małą kosmetyczkę z pełnym wyposażeniem.
Posłusznie wzięłam kosmetyki i pomalowałam się, delikatny róż. I wyglądałam w miarę normalnie. Pędziłyśmy po szosie, samochód po prostu muskał delikatnie drogę. Byłyśmy już przy domu gdy Serena wyznała mi:
-Wiesz, Justin zaprosił mnie do domku na plaży.-Powiedziała onieśmielona.Obydwie zaczęłyśmy piszczeć.-I się zgodziłam, jadę dzisiaj z Justinem na plaże.
-O gratuluje ci. Ale jak on mógł.-Teraz się już nie popłakałam, nie chciałam się rozmazać.
-Spokojnie. A może chcesz mi pomóc się spakować?-Zaproponowała mi.
-Z chęciom i może koszyk piknikowy na mały pilniczek.
-Dobra.
Wyszłyśmy z samochodu i podreptałyśmy na górę. Ubrałam się. I poszłam na zakupy, kupiłam kilka seksi komplecików, i koszulek. W domu zapakowałam to wszystko i kilka zestawów ubrań do małej walizeczki. Dobra teraz koszyczek piknikowy. Owoce, jakieś kanapki i małe pudełeczko z niespodzianką. Zeszłam na dół ,siedzieli tam wszyscy. Tay, Justin i Serena, podeszłam do niej i jej to wręczyłam. Ona wzięła to ode mnie i zaczęła rozpakowywać. Najpierw walizkę, rzuciła jej się w oczy jedna rzecz. Była to ta delikatna bielizna . Widocznie bardzo jej się spodobała, a chłopacy wytrzeszczyli na nią oczy.
-Bardzo ładna. Kate gdzie ty ją kupiłaś?-Spytała.
-Mój słodki sekret.-Wyszeptałam jej do ucha, i obydwie się zaśmiałyśmy.
Schowała ją do walizki i uśmiechnęła się na widok reszty kompletów. Teraz sprawdziła koszyk piknikowy. Przeglądała owoce i kanapki aż się natchnęła na czerwone małe pudełeczko , zawiązane na wstążkę.
-A cóż to?-Powiedziała, niewinnym głosem rozwiązując wstążkę.
Otworzyła pudełeczko i się zarumieniła. Wyciągnęła tylko karteczkę , którą tam włożyłam i się uśmiechnęła.
-No powiedz co jest na tej karteczce?-Dopytywali chłopcy.
-No dobra przeczytam " CZEKOLADOWE NAJLEPIEJ SMAKUJĄ".-Odłożyła karteczkę i wyciągnęła Małe pudełeczko z prezerwatywami o smaku czekoladowym.
-Och Kate.-Powiedziała , z uśmiechem. Pudełeczko schowała powrotem do koszyczka.
Justin złapał jej walizeczkę , a drugą ręką uchwycił Serene. Ona na pożegnanie ,dała mi całusa i wyszli. Zostałam sama i Taylor...
***
rozdział pisała Katherine034. prosze o komentarze. Bardzo miło się je nam czyta
Tagi:
rozdział 28
27 „Przysięgam ci tutaj i teraz, że nigdy nie pokocham nikogo, poza tobą.”
Tylor przyszedł do naszego namiotu. Nie powiem, trochę mnie to zirytowało, ale postanowiłam wykorzystać tą okazję na przewietrzenie się. Cicho wyszłam więc z namiotu i od razu zmroziło mnie zimne powietrze. Ruszyłam przed siebie, myśląc o Justinie. Tyle się zdarzyło w przeciągu kilku miesięcy. Tak bardzo się zmieniliśmy. Przynajmniej, tak mi się zdawało. Justin nie gadał już takich głupot i w ogóle, był bardzo słodki. Opiekował się mną i był przy tym taki odpowiedzialny. Tak więc, byłam w nim po uszy zakochana. I postanowiłam się komuś z tego zwierzyć.
Wróciłam do jak mniemam, mojego namiotu i zaczęłam opowiadać Kate i tym co mi na sercu leży. I szło mi naprawdę dobra, gdy nagle usłyszałam jaj krzyk. I nie dobiegał on z miejsca obok mnie. Zmieszana, usiadłam i zapaliłam latarkę. Zamarłam.
Patrzyłam przez jakiś czas w brązowe oczy Justin, po czym z płaczem wybiegłam z namiotu. Wolałam nie wracać do siebie, bo zastałabym Kate w jakieś niekonwencjonalnej pozie z Taylorem. Tak wiec, po prostu stanęłam, opierając się o pień jakiegoś drzewa. Łzy spływały po moich policzkach.
On nie miał tego słyszeć. Z zwłaszcza początku. Wszystko skończone. Byłam tego pewna. Po prostu, zawaliłam. Znowu. Dlaczego?! Było już tak niesamowicie! On był taki niesamowity! A ja wręcz promieniałam. A teraz?! Pewnie myśli, że mam go za debila! Po prostu, ekstra!
Poczułam jak czyjeś ręce oplatają moje biodra. Był to bardzo delikatny dotyk, przez co jeszcze bardziej czuły. Po chwili, Justin delikatnie obrócił mnie w swoją stronę. Patrzył mi prosto w oczy, ocierając kciukiem moje łzy. Był w tym tak nieziemsko czuły, że nie potrafiłam nawet powiedzieć słowa. Po prostu stałam i mu się przyglądałam. Uśmiechnął się delikatnie.
- Kochanie, dlaczego płaczesz?- wyszeptał, przytulając mnie do siebie.
- Ja… nie wiem. Bo cię uraziłam. Wyzwałam cię od durniów.- wyjaśniłam cicho. Zauważyłam, że nie ma na sobie koszulki i jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Ale to było kiedyś. Myślałaś, że nie wiedziałem jakie miałaś do mnie podejście? Dla mnie ważna była ta druga część wypowiedzi. Na serio, uważasz że jestem wspaniały?
Odsunął mnie lekko od siebie. Znów patrzyłam w jego oczy. Pocałowałam go delikatnie w szyję.
- Jesteś idealny.- szepnęłam.
Justin oparł się rękami o drzewo, do którego mnie uprzednio przycisnął.
- Uważam, że należy zapomnieć o zamierzchłej przeszłości. Możemy rozpamiętywać naszą pierwszą wspólną noc, kiedy to tak słodko spałaś ze mną w hamaku, a potem u mnie w pokoju. Możemy pamiętać nasz pierwszy pocałunek w deszczu albo galę, na której wyznałem ci miłość. A potem Wenecję i Nowy Jork. Możemy po prostu, zapomnieć o naszych początkach. No, prawie zapomnieć.- zachichotał.- Nasz pierwszy taniec w klubie chciałbym już na zawsze zachować w mojej głowie.
Zaśmialiśmy się.
- Kocham cię.- wyszeptałam.
- Ja ciebie bardziej, mała.- powiedział cicho i pocałował mnie, delikatnie głaszcząc mój policzek.
Jak zwykle, gest ten był przewspaniały. Kochałam całować jego pełne, malinowe wargi. Po prostu, kochałam go całego. I miałam pewność, że on czuje to samo. Mimo, że już kilka razy w to zwątpiłam, teraz nie miałam co do tego wątpliwości. Justin był moim pierwszym chłopakiem i byłam pewna, uczuć które do niego żywiłam.
- Justin, przysięgam ci tutaj i teraz, że nigdy nie pokocham nikogo, poza tobą.- wyszeptałam.
Chłopak uśmiechnął się delikatnie i zaczął całować mnie w miejscu skroni, policzków, szyi, nosa, kącików ust i żuchwy.
- I vice versa, Serena.- powiedział cicho.
Usłyszeliśmy chrząknięcie za sobą. Odwróciliśmy się, zmieszani. Stali tam już ubrani, Kate i Taylor. No cóż, dziewczyna miała bardzo rozczochrane włosy i raczej nie było sensu, pytać jej co się działo w namiocie. Justin złapał mnie za rękę, czule głaszcząc ją kciukiem. Kochałam gdy to robił, tak więc uśmiechnęłam się. Razem podeszliśmy do pozostałych.
- Na przyszłość, Kate nie jesteście sami.- upomniał ją Justin, a ja puściłam do niej oczko. Dziewczyna słodko się zarumieniła i połową siebie schowała za Taylora. Brunet tylko się zaśmiał i zaproponował zjedzenie czegoś. Uznaliśmy to za znakomity pomysł i rozpaliliśmy ognisko. Niestety, w samochodzie miałam tylko dwie paczki pianek, a chłopcy nic nie złowili. Tak więc, nie najadaliśmy się. Za to, uśmieliśmy do łez. W pewnym momencie, zaczęliśmy dość głupią dyskusję. A mianowicie, o swoich eks. Ja się nie odzywałam, bo nie miałam co wymieniać. Za to Kate i chłopcy aktywnie uczestniczyli w rozmowie.
- Ej Just, a pamiętasz Channel?- spytał nagle Tay, a Justin się rozmarzył. Kate szturchnęła mnie ramieniem. Popatrzyłam na nią. Miała zdezorientowaną minę.
- No jasne, trudno zapomnieć taką laskę. Ale twoja Miranda była sto razy lepsza.- stwierdził. I w tym momencie, obie uchwyciłyśmy mrugnięcie szatyna do bruneta. A więc, tak pogrywają. Spojrzałam na dziewczynę. Zrozumiała aluzję.
- Kurczę, Serena ty masz same ciacha w grupie.- stwierdziła, na co ja zachichotałam.- Widziałam ostatnio tego Roba, od którego notatki bierzesz. Niezły jest. Blondyn, a do tego…
- Te oczy.- dopowiedziałam.- Ale nic nie zaćmi twojego eks, jak on się nazywał… Matt chyba.
- Noo, ten to był niezły. A pamiętasz tego nachalnego, Patera? Myślałam, że go zabiję.- wyznała i przegryzła wargi.- Ej, chyba mam ich zdjęcia na telefonie. Czekaj.- wyciągnęła komórkę. Poudawała, że coś na niej pstryka i pokazała mi tapetę z kotkiem. Zrozumiałam, że chłopcy mają myśleć iż jest tam przystojniak bez koszulki.
- Boże, kiedy ty mu zrobiłaś to zdjęcie.- wybuchłyśmy śmiechem.- Ale ciacho. A te krople wody, spływające po jego brzuchu. Mrrr…
Wypchnęłyśmy śmiechem. Justin gwałtownie wstał i próbował wyrwać mi telefon. Podawałyśmy go sobie nawzajem, aż w końcu złapał go Taylor. I zmierzył nas wzrokiem. Mój chłopak do niego podszedł. Teraz oboje patrzyli na nas z nienawiścią. A my zwyczajnie się śmiałyśmy. Po chwili, chłopcy zaczęli do nas powoli podchodzić, ze złowieszczymi uśmiechami na twarzach. Zrozumiałyśmy, że przyszedł czas na nauczkę. Zaczęłyśmy więc uciekać. Obie w dwie różne strony.
Słyszałam jak Justin biegnie za mną, jednak co jakiś czas chyba się potykał, bo słyszałam pojedyncze przekleństwa. W pewnym momencie, stanęłam. Byłam sama, Justin gdzieś zniknął. Po prostu, panowała cisza. Poranne słońce przebijało się przez konary drzew. Oświetlało ściółkę leśną na prześliczny, radosny zielony kolor. Co jakiś czas, cień dawał przelatujący ptak.
Nagle poczułam jak ktoś składa pocałunki na moim karku. Odwróciłam się. Napotkałam malinowe usta mojego chłopaka. Wpiłam się nie mocno. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Wylądowaliśmy razem na miękkiej ściółce. Justin podparł się rękami po obu moich stronach. Przeszedł do szyi. A ja powoli w tym czasie jeździłam rękami po jego torsie. Chłopak z łatwością poradził sobie z zamkiem od mojej sukienki i teraz całował mnie po brzuchu. Zatopiłam rękę w jego włosach i cicho westchnęłam.
Nagle usłyszeliśmy chlupnięcie wody. Domyśliliśmy się, że Kate i Tay są niedaleko . Z niechęcią, podnieśliśmy i ogarnęliśmy się. Justin objął mnie w talii i razem ruszyliśmy przez las, w stronę naszego samochodu.
Tylor przyszedł do naszego namiotu. Nie powiem, trochę mnie to zirytowało, ale postanowiłam wykorzystać tą okazję na przewietrzenie się. Cicho wyszłam więc z namiotu i od razu zmroziło mnie zimne powietrze. Ruszyłam przed siebie, myśląc o Justinie. Tyle się zdarzyło w przeciągu kilku miesięcy. Tak bardzo się zmieniliśmy. Przynajmniej, tak mi się zdawało. Justin nie gadał już takich głupot i w ogóle, był bardzo słodki. Opiekował się mną i był przy tym taki odpowiedzialny. Tak więc, byłam w nim po uszy zakochana. I postanowiłam się komuś z tego zwierzyć.
Wróciłam do jak mniemam, mojego namiotu i zaczęłam opowiadać Kate i tym co mi na sercu leży. I szło mi naprawdę dobra, gdy nagle usłyszałam jaj krzyk. I nie dobiegał on z miejsca obok mnie. Zmieszana, usiadłam i zapaliłam latarkę. Zamarłam.
Patrzyłam przez jakiś czas w brązowe oczy Justin, po czym z płaczem wybiegłam z namiotu. Wolałam nie wracać do siebie, bo zastałabym Kate w jakieś niekonwencjonalnej pozie z Taylorem. Tak wiec, po prostu stanęłam, opierając się o pień jakiegoś drzewa. Łzy spływały po moich policzkach.
On nie miał tego słyszeć. Z zwłaszcza początku. Wszystko skończone. Byłam tego pewna. Po prostu, zawaliłam. Znowu. Dlaczego?! Było już tak niesamowicie! On był taki niesamowity! A ja wręcz promieniałam. A teraz?! Pewnie myśli, że mam go za debila! Po prostu, ekstra!
Poczułam jak czyjeś ręce oplatają moje biodra. Był to bardzo delikatny dotyk, przez co jeszcze bardziej czuły. Po chwili, Justin delikatnie obrócił mnie w swoją stronę. Patrzył mi prosto w oczy, ocierając kciukiem moje łzy. Był w tym tak nieziemsko czuły, że nie potrafiłam nawet powiedzieć słowa. Po prostu stałam i mu się przyglądałam. Uśmiechnął się delikatnie.
- Kochanie, dlaczego płaczesz?- wyszeptał, przytulając mnie do siebie.
- Ja… nie wiem. Bo cię uraziłam. Wyzwałam cię od durniów.- wyjaśniłam cicho. Zauważyłam, że nie ma na sobie koszulki i jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Ale to było kiedyś. Myślałaś, że nie wiedziałem jakie miałaś do mnie podejście? Dla mnie ważna była ta druga część wypowiedzi. Na serio, uważasz że jestem wspaniały?
Odsunął mnie lekko od siebie. Znów patrzyłam w jego oczy. Pocałowałam go delikatnie w szyję.
- Jesteś idealny.- szepnęłam.
Justin oparł się rękami o drzewo, do którego mnie uprzednio przycisnął.
- Uważam, że należy zapomnieć o zamierzchłej przeszłości. Możemy rozpamiętywać naszą pierwszą wspólną noc, kiedy to tak słodko spałaś ze mną w hamaku, a potem u mnie w pokoju. Możemy pamiętać nasz pierwszy pocałunek w deszczu albo galę, na której wyznałem ci miłość. A potem Wenecję i Nowy Jork. Możemy po prostu, zapomnieć o naszych początkach. No, prawie zapomnieć.- zachichotał.- Nasz pierwszy taniec w klubie chciałbym już na zawsze zachować w mojej głowie.
Zaśmialiśmy się.
- Kocham cię.- wyszeptałam.
- Ja ciebie bardziej, mała.- powiedział cicho i pocałował mnie, delikatnie głaszcząc mój policzek.
Jak zwykle, gest ten był przewspaniały. Kochałam całować jego pełne, malinowe wargi. Po prostu, kochałam go całego. I miałam pewność, że on czuje to samo. Mimo, że już kilka razy w to zwątpiłam, teraz nie miałam co do tego wątpliwości. Justin był moim pierwszym chłopakiem i byłam pewna, uczuć które do niego żywiłam.
- Justin, przysięgam ci tutaj i teraz, że nigdy nie pokocham nikogo, poza tobą.- wyszeptałam.
Chłopak uśmiechnął się delikatnie i zaczął całować mnie w miejscu skroni, policzków, szyi, nosa, kącików ust i żuchwy.
- I vice versa, Serena.- powiedział cicho.
Usłyszeliśmy chrząknięcie za sobą. Odwróciliśmy się, zmieszani. Stali tam już ubrani, Kate i Taylor. No cóż, dziewczyna miała bardzo rozczochrane włosy i raczej nie było sensu, pytać jej co się działo w namiocie. Justin złapał mnie za rękę, czule głaszcząc ją kciukiem. Kochałam gdy to robił, tak więc uśmiechnęłam się. Razem podeszliśmy do pozostałych.
- Na przyszłość, Kate nie jesteście sami.- upomniał ją Justin, a ja puściłam do niej oczko. Dziewczyna słodko się zarumieniła i połową siebie schowała za Taylora. Brunet tylko się zaśmiał i zaproponował zjedzenie czegoś. Uznaliśmy to za znakomity pomysł i rozpaliliśmy ognisko. Niestety, w samochodzie miałam tylko dwie paczki pianek, a chłopcy nic nie złowili. Tak więc, nie najadaliśmy się. Za to, uśmieliśmy do łez. W pewnym momencie, zaczęliśmy dość głupią dyskusję. A mianowicie, o swoich eks. Ja się nie odzywałam, bo nie miałam co wymieniać. Za to Kate i chłopcy aktywnie uczestniczyli w rozmowie.
- Ej Just, a pamiętasz Channel?- spytał nagle Tay, a Justin się rozmarzył. Kate szturchnęła mnie ramieniem. Popatrzyłam na nią. Miała zdezorientowaną minę.
- No jasne, trudno zapomnieć taką laskę. Ale twoja Miranda była sto razy lepsza.- stwierdził. I w tym momencie, obie uchwyciłyśmy mrugnięcie szatyna do bruneta. A więc, tak pogrywają. Spojrzałam na dziewczynę. Zrozumiała aluzję.
- Kurczę, Serena ty masz same ciacha w grupie.- stwierdziła, na co ja zachichotałam.- Widziałam ostatnio tego Roba, od którego notatki bierzesz. Niezły jest. Blondyn, a do tego…
- Te oczy.- dopowiedziałam.- Ale nic nie zaćmi twojego eks, jak on się nazywał… Matt chyba.
- Noo, ten to był niezły. A pamiętasz tego nachalnego, Patera? Myślałam, że go zabiję.- wyznała i przegryzła wargi.- Ej, chyba mam ich zdjęcia na telefonie. Czekaj.- wyciągnęła komórkę. Poudawała, że coś na niej pstryka i pokazała mi tapetę z kotkiem. Zrozumiałam, że chłopcy mają myśleć iż jest tam przystojniak bez koszulki.
- Boże, kiedy ty mu zrobiłaś to zdjęcie.- wybuchłyśmy śmiechem.- Ale ciacho. A te krople wody, spływające po jego brzuchu. Mrrr…
Wypchnęłyśmy śmiechem. Justin gwałtownie wstał i próbował wyrwać mi telefon. Podawałyśmy go sobie nawzajem, aż w końcu złapał go Taylor. I zmierzył nas wzrokiem. Mój chłopak do niego podszedł. Teraz oboje patrzyli na nas z nienawiścią. A my zwyczajnie się śmiałyśmy. Po chwili, chłopcy zaczęli do nas powoli podchodzić, ze złowieszczymi uśmiechami na twarzach. Zrozumiałyśmy, że przyszedł czas na nauczkę. Zaczęłyśmy więc uciekać. Obie w dwie różne strony.
Słyszałam jak Justin biegnie za mną, jednak co jakiś czas chyba się potykał, bo słyszałam pojedyncze przekleństwa. W pewnym momencie, stanęłam. Byłam sama, Justin gdzieś zniknął. Po prostu, panowała cisza. Poranne słońce przebijało się przez konary drzew. Oświetlało ściółkę leśną na prześliczny, radosny zielony kolor. Co jakiś czas, cień dawał przelatujący ptak.
Nagle poczułam jak ktoś składa pocałunki na moim karku. Odwróciłam się. Napotkałam malinowe usta mojego chłopaka. Wpiłam się nie mocno. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Wylądowaliśmy razem na miękkiej ściółce. Justin podparł się rękami po obu moich stronach. Przeszedł do szyi. A ja powoli w tym czasie jeździłam rękami po jego torsie. Chłopak z łatwością poradził sobie z zamkiem od mojej sukienki i teraz całował mnie po brzuchu. Zatopiłam rękę w jego włosach i cicho westchnęłam.
Nagle usłyszeliśmy chlupnięcie wody. Domyśliliśmy się, że Kate i Tay są niedaleko . Z niechęcią, podnieśliśmy i ogarnęliśmy się. Justin objął mnie w talii i razem ruszyliśmy przez las, w stronę naszego samochodu.
...
Rozdział pisała dawna DreamGirl, a teraz zupełnie ktoś inny. Usunęłam blogi i zaczynam nowe życie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, bo mi w sumie tak;) Pisałam go w wakacje, więc styl pisania może się trochę różnić.
Tagi:
Rozdział 27
26 " A jak tam ta twoja Serena? "
*Oczami Taylora*
-To co jedziemy na ryby?-spytałem Justina.
On tylko przytaknął i poszedł do siebie po wędkę. Ja tez wszedłem na górę i wyjąłem ze schowka wędkę i wiadro na przynętę. Musieliśmy jeszcze podjechać do sklepu po robaki. Usłyszałem jak drzwi wejściowe się otworzyły i piękny anielski głos:
-kochanie zrobiłam ci kanapki. Bo słyszałam że idziecie na ryby.
-Tak i dziękuje, jesteś kochana.-Powiedziałem schodząc na dół. Ujrzałem ją w tym, wyglądała tak seksownie i kusząco.
-Wiem, tu masz kanapki.
Podeszła do mnie i wręczyła mi kanapki, położyłem je na blacie. Jedną ręką objąłem ja i przysunąłem do siebie. Zatopiłem moje usta w jej malinowych wargach , przycisnąłem ja do ściany i całowałem po szyi i dekolcik. Schodziłem coraz niżej aż doszedłem do pępka, miałem ochotę powtórzyć tą ostatnią noc.
- Może dzisiaj wieczorem. Wiesz o co mi chodzi.-Zaproponowała.
-Z chęcią .-Powiedziałem i wróciłem do całowania jej pięknej szyi.
No niech , to Justin otwierał drzwi, ona tylko mnie odepchnęła i poprawiła nieco rozczochrane włosy.I wyszła, pojechaliśmy jeszcze po przynętę i nad jezioro. Na brzegu stała łódka więc ją wzięliśmy. Wypłynęliśmy na sierotek jeziora , trzeba było założyć przynętę.
-No to teraz przynęta.-Powiedziałem i otworzyłem wiaderko z robakami, on pisnął.
-Fuu, ja tego nie dotknę.-Krzyknął i skrzywił się.
-No to jak złowisz rybę?-Zapytałem ze śmiechem.
-Ty załóż.-krzyknął kuląc się w brzegu łódki.
Najpierw założyłem na swoją wędkę a potem na jego. Nauczyłem go jak zarzucać szło mu nie źle, pomijając to że kilka razy o mnie zahaczył. Siedzieliśmy parę godzin w milczeniu ale nic nie złapaliśmy Justin postanowił przerwać cisze:
-Eee, a jak było?
-Co masz na myśli?-Spytałem.
-No wiesz, jaka ona jest w łóżku.
-A, było wspaniale jest taka no wspaniała.-Trochę mi się głupio zrobiło.
-A ile razy?-Spytał wścibski.
-Dwa.
-A gdzie?
-Pierwszy raz na skórach to było takie spontaniczne, a drugi na kanapie i wtedy była już przygotowana w takiej seksi bieliźnie.
-Ona seksi, no rozumiem Serene ale ona.
-I to jak, długo i namiętnie. Dobra skończmy tą rozmowę.-Zasugerowałem.- A jak tam ta twoja Serena?
-Dobrze, myślę że już za niedługo ja z nią.-Rozmarzył się.
-Dobra, dobra a ona na to jest gotowa?
-Chyba tak, mam taką nadzieje.-Przyznał.-Wiesz ile razy miałem ochotę aby ją przelecieć ale się powstrzymywałem.
-Dzisiaj nam przeszkodziłeś , rano.-Oznajmiłem.
-O sorcia.-zachichotał.
Siedzieliśmy w milczeniu, rozmyślałem o mojej słodkiej Kate. Przypomniała mi się pierwsza noc i ona. Mogłem godzinami myśleć o niej i o tym co wtedy robiliśmy. Miałem taką ochotę aby się na nią rzucić ale była za daleko jakieś 50 km . Zostały mi tylko rozmyślania o jej jędrnym ciele i anielskim głosie. Pragnąłem usłyszeć jej wspaniały głos, chciałem z nią porozmawiać . Wpatrywać się w nią i w to jak nakręca włosy na palec. Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie w klubie, była taka piękna i niewinna. Jak ja ją kochałem, szalałem na jej punkcie. Czemu jest tak daleko, chciałem jej a nawet pragnąłem, ale z rozmyślania wyrwał mnie Justin:
-Mam coś, bierze!!!
-Trzymaj wędkę , mocno. -Powiedziałem.
Ale nie zdążyłem, ryba była silniejsza od mojego kumpla. Poleciał razem z wędką do wody, nie wiedziałem co robić nie chciałem aby się utopił. Niewiele myśląc wskoczyłem za nim. Okazało się że Justin umie pływać więc mój skok był zbędny. Obydwoje zaczęliśmy się śmiać, naszą uwagę wrzucił samochód podjeżdżający na brzeg jeziora , był jakiś znajomy...
*Oczami Justina*
Byłem cały mokry. Otrzepałem się i wyszedłem z wody. Wziąłem torbę i razem z Tayem, skierowaliśmy się w stronę naszego samochodu. Jak się zresztą okazało, coś się w nim zepsuło. Zdenerwowany, usiadłem na ziemi. Nagle zatrzymał się obok nas jakiś samochód. Nie jakiś, ale najnowsze audi r8. Znam tylko jedną osobę, która takie posiada…
Z samochodu wysiadła jak zwykle, seksowna Serena. Ubrana była tak. Żałowałem teraz, że jestem mokry. Z chęcią bym do niej podszedł i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Tym czasem, dziewczyna stała i patrzyła na mnie zaskoczona. Kate zareagowała zupełnie inaczej. Podbiegła do Taylora i zaczęła go pytać, czy nic się nie stało. Troszczyła się o niego jak o małe dziecko.
Serena złapała się za brzuch i zaczęła się śmiać. Podszedłem do niej i poczekałem, aż się trochę uspokoi. Osobiście wolałem jej reakcję, od tej blondyny. Szatynka już po chwili była spokojna. Popatrzyła na mnie. Pogłaskała mnie po policzku.
Kurczę, co ona ze mną robi?! Jakieś czary! Od kiedy tylko wróciliśmy z Wenecji, jestem w niej po uszy zakochany. W każdym jej ruchu, uśmiechu czy nawet słowie dostrzegam tyle magii. Nawet teraz, zwykłe pogłaskanie po policzku. A sprawiło, że przyszły mnie ciarki. Jeszcze ten jej seksowny, różowy i rozpięty płaszcz, no i ta obcisła szara sukienka. Laska ma gust. No tak, w końcu jest moją dziewczyną, więc wybierając mnie wykazała się dużym wyczuciem stylu.
Otarła swoim nosem o mój nos i delikatnie musnęła moje wargi. Jednak w tym muśnięciu, było więcej pasji niż w niejednym moim pocałunku z innymi dziewczynami, przed nią. Gest ten był przepełniony magią. Z tego wszystkiego, musiałem go pogłębić. Objąłem ją w talii i mocno do siebie przysunąłem. Dziewczyna uśmiechnęła się przez pocałunek i odsunęła ode mnie.
Jejku, jakie ona ma piękne oczy. Tyle iskierek w nich zawsze tańczy. I jeszcze tak magicznie błyszczą.
- Dlaczego jesteś cały mokry?- spytała, uśmiechając się i mierząc mnie wzrokiem.
- Wpadłem do wody bo źle złapałem wędkę, a akurat ryba nawlekła się na haczyk.- wyjaśniłem, a Taylor za mną prychnął. Posłałem mu wkurzone spojrzenie, a on tylko zaczął się całować z Kate. Odwróciłem się na powrót do szatynki.- Ale przyznaj, że jest to podniecające.
Dziewczyna zachichotała.
- Może trochę.- wyszeptała, przegryzając seksownie płatek mojego ucha. Złapała mnie za rękę i zaciągnęła do samochodu. Posłusznie usiadłem na siedzeniu obok kierowcy. Po chwili, dołączyła do nas druga zakochana para. Ruszyliśmy. Wykonałem jeszcze telefon do służb drogowych, bo odholowali nasz samochód.
Jechaliśmy przez las. Z głośników leciała jakaś skoczna piosenka. Nagle samochód zaczął się zatrzymywać.
- O co chodzi?- spytała cicho szatynka. Zjechała na pobocze i wyszła z samochodu. Otworzyła klapę i nachyliła się nad nią. Również wysiadłem w celu sprowadzenia pomocy. Spojrzałem na Serenę. Wyglądała tak seksownie, nachylona nad silnikiem najnowszej generacji. Gdyby nie pozostali, rzuciłbym się na nią. Hm, seks w lesie… Tak jeszcze nie próbowałem.
Niestety nikt nie odbierał. Nie miałem też zasięgu, więc może to było przyczyną.
- Za dużo do roboty. Potrzebowałabym specjalistycznych narzędzi.- stwierdziła szatynka, podnosząc się i zatrzaskując klapę.- Nie pytaj skąd to wiem.- uprzedziła mnie po chwili.
Wszyscy razem postanowiliśmy nocować w lesie. Dziewczyna miała ze sobą dwa namioty dwukomorowe, więc nie był to problem. W inne potrzebne rzeczy, też była zaopatrzona. W namiocie miałem być niestety z Taylorem, a dziewczyny razem. Tak więc, nie byłem zbyt zadowolony.
Na szczęście, jakoś w środku nocy Taylor wyszedł. A ja? Nie mogłem zasnąć. Patrzyłem na materiał, z którego był namiot. Było ciemno, ale dokładnie dostrzegałem jego fakturę. Po chwili, już nie byłem sam. Ktoś był w moim namiocie. I to zdecydowanie nie był Tay, bo on przez te swoje mięśnie miał problem z dostaniem się do środka, bez niepotrzebnego hałasu.
- Kate, wiesz co, mogę ci się z czegoś zwierzyć?- usłyszałem głos Sereny, tuż obok mnie. Kurczę, Bieber ty szczęściarzu!
-Yhm.- wybełkotałem trochę zmienionym głosem.
- Stwierdzam, że Justin jest niesamowity. Wiesz, na początku to go nienawidziłam.- zabolało, ale słuchałem dalej.- Potem chciałam sobie z niego trochę pożartować i rozkochać go w sobie.- Może powinienem to przerwać, ale z drugiej strony, tylko teraz jest ze mną, a raczej Kate szczera.- Ale potem, jakoś tak spodobał mi się. Na tej plaży, wiesz co prawie mnie zgwałcił.- Kurczę, czyli jednak to pamięta.- Miałam super sen. Wiesz, on ja i te dwa słowa. A potem on mi ich nie powiedział. A mi cały czas na nim bardzo zależało. No i w końcu, jesteśmy razem. I stwierdzam, że ten chłopak to najlepsze co mogło mnie spotkać.- westchnęła.
I wtedy wszystko się wydało. Usłyszeliśmy rozdzierający dziewczęcy krzyk „Taylor!”. Moje pierwsze skojarzenie, było sami wiecie jaki. I chyba się nie myliłem. Serena za to podniosła się do pozycji siedzącej. - Kate?- spytała cicho i zapaliła latarkę. No i z jej oczu pociekły łzy.
*Oczami Taylora*
-To co jedziemy na ryby?-spytałem Justina.
On tylko przytaknął i poszedł do siebie po wędkę. Ja tez wszedłem na górę i wyjąłem ze schowka wędkę i wiadro na przynętę. Musieliśmy jeszcze podjechać do sklepu po robaki. Usłyszałem jak drzwi wejściowe się otworzyły i piękny anielski głos:
-kochanie zrobiłam ci kanapki. Bo słyszałam że idziecie na ryby.
-Tak i dziękuje, jesteś kochana.-Powiedziałem schodząc na dół. Ujrzałem ją w tym, wyglądała tak seksownie i kusząco.
-Wiem, tu masz kanapki.
Podeszła do mnie i wręczyła mi kanapki, położyłem je na blacie. Jedną ręką objąłem ja i przysunąłem do siebie. Zatopiłem moje usta w jej malinowych wargach , przycisnąłem ja do ściany i całowałem po szyi i dekolcik. Schodziłem coraz niżej aż doszedłem do pępka, miałem ochotę powtórzyć tą ostatnią noc.
- Może dzisiaj wieczorem. Wiesz o co mi chodzi.-Zaproponowała.
-Z chęcią .-Powiedziałem i wróciłem do całowania jej pięknej szyi.
No niech , to Justin otwierał drzwi, ona tylko mnie odepchnęła i poprawiła nieco rozczochrane włosy.I wyszła, pojechaliśmy jeszcze po przynętę i nad jezioro. Na brzegu stała łódka więc ją wzięliśmy. Wypłynęliśmy na sierotek jeziora , trzeba było założyć przynętę.
-No to teraz przynęta.-Powiedziałem i otworzyłem wiaderko z robakami, on pisnął.
-Fuu, ja tego nie dotknę.-Krzyknął i skrzywił się.
-No to jak złowisz rybę?-Zapytałem ze śmiechem.
-Ty załóż.-krzyknął kuląc się w brzegu łódki.
Najpierw założyłem na swoją wędkę a potem na jego. Nauczyłem go jak zarzucać szło mu nie źle, pomijając to że kilka razy o mnie zahaczył. Siedzieliśmy parę godzin w milczeniu ale nic nie złapaliśmy Justin postanowił przerwać cisze:
-Eee, a jak było?
-Co masz na myśli?-Spytałem.
-No wiesz, jaka ona jest w łóżku.
-A, było wspaniale jest taka no wspaniała.-Trochę mi się głupio zrobiło.
-A ile razy?-Spytał wścibski.
-Dwa.
-A gdzie?
-Pierwszy raz na skórach to było takie spontaniczne, a drugi na kanapie i wtedy była już przygotowana w takiej seksi bieliźnie.
-Ona seksi, no rozumiem Serene ale ona.
-I to jak, długo i namiętnie. Dobra skończmy tą rozmowę.-Zasugerowałem.- A jak tam ta twoja Serena?
-Dobrze, myślę że już za niedługo ja z nią.-Rozmarzył się.
-Dobra, dobra a ona na to jest gotowa?
-Chyba tak, mam taką nadzieje.-Przyznał.-Wiesz ile razy miałem ochotę aby ją przelecieć ale się powstrzymywałem.
-Dzisiaj nam przeszkodziłeś , rano.-Oznajmiłem.
-O sorcia.-zachichotał.
Siedzieliśmy w milczeniu, rozmyślałem o mojej słodkiej Kate. Przypomniała mi się pierwsza noc i ona. Mogłem godzinami myśleć o niej i o tym co wtedy robiliśmy. Miałem taką ochotę aby się na nią rzucić ale była za daleko jakieś 50 km . Zostały mi tylko rozmyślania o jej jędrnym ciele i anielskim głosie. Pragnąłem usłyszeć jej wspaniały głos, chciałem z nią porozmawiać . Wpatrywać się w nią i w to jak nakręca włosy na palec. Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie w klubie, była taka piękna i niewinna. Jak ja ją kochałem, szalałem na jej punkcie. Czemu jest tak daleko, chciałem jej a nawet pragnąłem, ale z rozmyślania wyrwał mnie Justin:
-Mam coś, bierze!!!
-Trzymaj wędkę , mocno. -Powiedziałem.
Ale nie zdążyłem, ryba była silniejsza od mojego kumpla. Poleciał razem z wędką do wody, nie wiedziałem co robić nie chciałem aby się utopił. Niewiele myśląc wskoczyłem za nim. Okazało się że Justin umie pływać więc mój skok był zbędny. Obydwoje zaczęliśmy się śmiać, naszą uwagę wrzucił samochód podjeżdżający na brzeg jeziora , był jakiś znajomy...
*Oczami Justina*
Byłem cały mokry. Otrzepałem się i wyszedłem z wody. Wziąłem torbę i razem z Tayem, skierowaliśmy się w stronę naszego samochodu. Jak się zresztą okazało, coś się w nim zepsuło. Zdenerwowany, usiadłem na ziemi. Nagle zatrzymał się obok nas jakiś samochód. Nie jakiś, ale najnowsze audi r8. Znam tylko jedną osobę, która takie posiada…
Z samochodu wysiadła jak zwykle, seksowna Serena. Ubrana była tak. Żałowałem teraz, że jestem mokry. Z chęcią bym do niej podszedł i złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Tym czasem, dziewczyna stała i patrzyła na mnie zaskoczona. Kate zareagowała zupełnie inaczej. Podbiegła do Taylora i zaczęła go pytać, czy nic się nie stało. Troszczyła się o niego jak o małe dziecko.
Serena złapała się za brzuch i zaczęła się śmiać. Podszedłem do niej i poczekałem, aż się trochę uspokoi. Osobiście wolałem jej reakcję, od tej blondyny. Szatynka już po chwili była spokojna. Popatrzyła na mnie. Pogłaskała mnie po policzku.
Kurczę, co ona ze mną robi?! Jakieś czary! Od kiedy tylko wróciliśmy z Wenecji, jestem w niej po uszy zakochany. W każdym jej ruchu, uśmiechu czy nawet słowie dostrzegam tyle magii. Nawet teraz, zwykłe pogłaskanie po policzku. A sprawiło, że przyszły mnie ciarki. Jeszcze ten jej seksowny, różowy i rozpięty płaszcz, no i ta obcisła szara sukienka. Laska ma gust. No tak, w końcu jest moją dziewczyną, więc wybierając mnie wykazała się dużym wyczuciem stylu.
Otarła swoim nosem o mój nos i delikatnie musnęła moje wargi. Jednak w tym muśnięciu, było więcej pasji niż w niejednym moim pocałunku z innymi dziewczynami, przed nią. Gest ten był przepełniony magią. Z tego wszystkiego, musiałem go pogłębić. Objąłem ją w talii i mocno do siebie przysunąłem. Dziewczyna uśmiechnęła się przez pocałunek i odsunęła ode mnie.
Jejku, jakie ona ma piękne oczy. Tyle iskierek w nich zawsze tańczy. I jeszcze tak magicznie błyszczą.
- Dlaczego jesteś cały mokry?- spytała, uśmiechając się i mierząc mnie wzrokiem.
- Wpadłem do wody bo źle złapałem wędkę, a akurat ryba nawlekła się na haczyk.- wyjaśniłem, a Taylor za mną prychnął. Posłałem mu wkurzone spojrzenie, a on tylko zaczął się całować z Kate. Odwróciłem się na powrót do szatynki.- Ale przyznaj, że jest to podniecające.
Dziewczyna zachichotała.
- Może trochę.- wyszeptała, przegryzając seksownie płatek mojego ucha. Złapała mnie za rękę i zaciągnęła do samochodu. Posłusznie usiadłem na siedzeniu obok kierowcy. Po chwili, dołączyła do nas druga zakochana para. Ruszyliśmy. Wykonałem jeszcze telefon do służb drogowych, bo odholowali nasz samochód.
Jechaliśmy przez las. Z głośników leciała jakaś skoczna piosenka. Nagle samochód zaczął się zatrzymywać.
- O co chodzi?- spytała cicho szatynka. Zjechała na pobocze i wyszła z samochodu. Otworzyła klapę i nachyliła się nad nią. Również wysiadłem w celu sprowadzenia pomocy. Spojrzałem na Serenę. Wyglądała tak seksownie, nachylona nad silnikiem najnowszej generacji. Gdyby nie pozostali, rzuciłbym się na nią. Hm, seks w lesie… Tak jeszcze nie próbowałem.
Niestety nikt nie odbierał. Nie miałem też zasięgu, więc może to było przyczyną.
- Za dużo do roboty. Potrzebowałabym specjalistycznych narzędzi.- stwierdziła szatynka, podnosząc się i zatrzaskując klapę.- Nie pytaj skąd to wiem.- uprzedziła mnie po chwili.
Wszyscy razem postanowiliśmy nocować w lesie. Dziewczyna miała ze sobą dwa namioty dwukomorowe, więc nie był to problem. W inne potrzebne rzeczy, też była zaopatrzona. W namiocie miałem być niestety z Taylorem, a dziewczyny razem. Tak więc, nie byłem zbyt zadowolony.
Na szczęście, jakoś w środku nocy Taylor wyszedł. A ja? Nie mogłem zasnąć. Patrzyłem na materiał, z którego był namiot. Było ciemno, ale dokładnie dostrzegałem jego fakturę. Po chwili, już nie byłem sam. Ktoś był w moim namiocie. I to zdecydowanie nie był Tay, bo on przez te swoje mięśnie miał problem z dostaniem się do środka, bez niepotrzebnego hałasu.
- Kate, wiesz co, mogę ci się z czegoś zwierzyć?- usłyszałem głos Sereny, tuż obok mnie. Kurczę, Bieber ty szczęściarzu!
-Yhm.- wybełkotałem trochę zmienionym głosem.
- Stwierdzam, że Justin jest niesamowity. Wiesz, na początku to go nienawidziłam.- zabolało, ale słuchałem dalej.- Potem chciałam sobie z niego trochę pożartować i rozkochać go w sobie.- Może powinienem to przerwać, ale z drugiej strony, tylko teraz jest ze mną, a raczej Kate szczera.- Ale potem, jakoś tak spodobał mi się. Na tej plaży, wiesz co prawie mnie zgwałcił.- Kurczę, czyli jednak to pamięta.- Miałam super sen. Wiesz, on ja i te dwa słowa. A potem on mi ich nie powiedział. A mi cały czas na nim bardzo zależało. No i w końcu, jesteśmy razem. I stwierdzam, że ten chłopak to najlepsze co mogło mnie spotkać.- westchnęła.
I wtedy wszystko się wydało. Usłyszeliśmy rozdzierający dziewczęcy krzyk „Taylor!”. Moje pierwsze skojarzenie, było sami wiecie jaki. I chyba się nie myliłem. Serena za to podniosła się do pozycji siedzącej. - Kate?- spytała cicho i zapaliła latarkę. No i z jej oczu pociekły łzy.
Tagi:
rozdział 26
25 „Złamałaś pakt.”
Och, Nowy Jork to przepiękne miasto! Co prawda, większość czasu spędziłam na pomaganiu w wydawnictwie. Ale za to wieczory miałam wolne. I spędzałam je z Justinem. Oczywiście, nie doszło do niczego poważniejszego. Mimo, że wielokrotnie było blisko. Zawsze coś nam przerywało. Pierwszej nocy, było to burknięcie w moim brzuchu. Potem obsługa hotelowa. A ostatniej nocy, oboje byliśmy zbyt zmęczeni.
Obecnie siedzieliśmy w samolocie. To znaczy, ja siedziałam i słuchałam muzyki. A Justin opierał głowę na moim ramieniu i słodko sobie spał. Był idealny. Przez cały czas mnie wspierał. Codziennie rano, robił śniadanie i moją ulubioną kawę. Potem odprowadzał mnie do wydawnictwa. O ile wiem, następnie szedł zwiedzać Nowy Jork. Oczywiście, raz zaatakowały go fanki. Ale potem już to się nie powtarzało. Po pracy, Justin zawsze czekał na mnie na ławce w parku, naprzeciwko wydawnictwa. Razem szliśmy na kolację do jakiegoś baru. Potem szybko do hotelu. Raz umyliśmy się razem, jednak mycie się ze mną źle działało na Justina. Wiecie co mam na myśli;)Postanowiłam więc tego nie powtarzać. Przynajmniej nie teraz.
Łóżko mieliśmy małżeńskie. Chłopak co nocy zabierał mi kołdrę. Musiałam się z nim trochę po siłować. Czasem to nie działało. Więc budziłam go delikatnym pocałunkiem i zabierałam mu kołdrę. Po za tym, codziennie zasypialiśmy w siebie wtuleni.
I teraz, słuchając nagrania Britney Spears, stwierdzam że najbliżej sami wiecie czego, było drugiej nocy. Wtedy nasze stopy spotkały się pod kołdrą. Włożyłam mu łydkę, pomiędzy jego nogi. Justin zareagował natychmiastowo. Położył się na mnie i zaczął całować moją szyję. Przez chwilę było słychać tylko nasze przyśpieszone oddechy i odgłosy pocałunków. A, no i szelest kołdry. Justin zaczął ściągać ze mnie koszulę, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Potem okazało się, że to pomyłka. No ale, kiedy Justin wrócił do łóżka, ja już spałam.
- Proszę zapiąć pasy. Zaraz lądujemy.- usłyszałam głos stewardesy, więc postanowiłam już obudzić mojego księcia.
- Justin, kochanie.- zaczęłam go szturchać.- Już lądujemy.
Powoli otworzył oczy. Zaczęłam gładzić jego policzek. Podniósł się do pozycji siedzącej. Był jeszcze nieźle zaspany. Zaśmiałam się i poprawiłam mu włosy. Do tego przygładziłam kołnierzyk niebieskiej koszuli z krótkim rękawem, którą miał na sobie.
- Mój śpioszek.- wyszeptałam czule i pocałowałam go w czubek nosa.
- To nie ja zasnąłem, gdy mieliśmy się kochać.- powiedział to jeszcze ciszej, niż ja poprzednio. Zaśmiałam się.
- No fakt.- pocałowałam go w szyję.- Jeszcze zdążymy. Mamy na to czas.
- No jasne.- odpowiedział z promiennym uśmiechem na twarzy. Przeszliśmy drogę od terminalów do poczekalni, trzymając się za ręce. Dziwiłam się, że wokoło nie było żadnego fotoreportera. Może nareszcie dali Justinowi spokój. Zauważyłam w oddali różową sukienkę Kate. Ona zawsze była na różowo, więc skierowaliśmy się w ich stronę. Stała, trzymając Taylora za rękę. Przywitaliśmy się z nimi mocnym uściskiem grupowym.
- Tęskniliśmy.- wyznała Kate.
- Brakowało nam twoich komentarzy, Justin.- odpowiedział Taylor, biorąc moją torbę. Zaśmialiśmy się i wsiedliśmy do samochodu Taylora. Siedziałam z tyłu, razem z Kate. Spytałam ją, czy nie ma mi nic do powiedzenia. Ona powiedziała, że nie. Więc ja opowiadałam jej o wydawcach, których poznałam. I o książkach, które miałam zaszczyt przeczytać. I o tym, że Stephanie Meyer podpisała mi książkę. Na tą wiadomość, obie zaczęłyśmy piszczeć. O moich nocach z Justinem nie wspominałam, bo w samochodzie byli chłopcy. Jednak postanowiłam, że potem jej o nich powiem.
Po powrocie do domu, poszłam się rozpakować. Wszystko powrzucałam do prania. Potem chwilę posurfowałam po internecie. I wtedy do mojego pokoju przyszedł Justin.
- Hej, ślicznotko.- objął mnie od tylu i pocałował w szyję. Zachichotałam.
Wtedy do pokoju wszedł Tay, za rękę z Katie.
- Może zagramy w jakąś grę? No wiecie, tak w czwórkę.- zaproponował mięśniak. Usiedliśmy w kółku na podłodze.
- No to może w „Co robiłam, a ty nie?”?- powiedziałam, a oni przytaknęli. Gra polegała na stopniowym ściąganiu z siebie ubrań, gdy wykonywało się daną czynność. Osoba, która jest w samej bieliźnie, przegrywa. Zaczęła Kate.
- Nigdy nie leżałam na Justinie.- powiedziała, na co ja ściągnęłam z siebie kamizelkę, a Taylor buty. Spojrzałyśmy na niego zdziwione.
- No co? Kiedyś się biliśmy na ziemi.- wyjaśnił, zmieszany.
Potem była jego kolej.
- Nigdy nie byłem w klubie ze striptizem.- powiedział i uśmiechnął się cwanie. Justin ściągnął swoją skórzaną bransoletę.
- Kiedyś, na urodzinach kumpla.- dopowiedział.- Nigdy nie piszczałem na widok klaty Taya.
Razem z Kate ściągnęłyśmy po bransoletce. Justin spojrzał na mnie zdumiony.
- Kiedyś jak oglądałyśmy „Zaćmienie” trochę nas poniosło.- skomentowałam i spojrzałam na niego przepraszającym wzrokiem. Chłopak tylko przysunął się do mnie i ujął moją dłoń.
- Nigdy nie się nie kochałam.- oznajmiłam, na co Justin i Taylor ściągnęli koszulki, a Kate pasek od spodni. Wytrzeszczyłam na nią oczy. Siedziałam tak chyba z minutę. I w końcu wyszeptałam:
- Złamałaś pakt.
Wszyscy spojrzeli na mnie. Moja twarz za pewne przybrała kolor purpury. Byłam tak wściekła, że mogłam rozwalić wszystko co stanęło na mojej drodze.
- Jak mogłaś?! Przysięgałyśmy! A ty po prostu tą przysięgę złamałaś!
- A gdybyś to zrobiła z Justinem, to powiedziałabyś mi?!- też się wnerwiła. Mimo, że moim zdaniem nie miała do tego prawa.
- Tak… Nie… Ja i Justin to co innego!
- Masz rację. On dobiera się do ciebie przy każdej możliwej okazji! A ty do niego!
Otworzyłam szerzej oczy i ścisnęłam ręce w pięści.
- Jak mogłaś?!- z moich oczu wypłynęły pojedyncze łzy. Wybiegłam z pokoju i potem domu. Justin po chwili mnie dogonił i splótł nasze palce.
- Kochanie, spokojnie.- zaczął mnie uspokajać. Jego miodowy głos działał na mnie jak środek na uspokojenie. Wymusiłam delikatny uśmiech.
- Dobrze, po prostu nie mogę uwierzyć, że mi nie powiedziała. I jak powiedziała ten fragment o dobieraniu, to poczułam się jak dziwka…
- Nie jesteś dziwką. Jesteś moim skarbem. Sensem mojego życia. Nie pokochałbym dziwki. I wcale się do siebie nie dobieramy. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Po prostu, się całujemy. A oni też już kilka razy zostali nakryci w dość dziwnych pozach.- zachichotaliśmy.- Pogadaj z nią. Wiem, że kochasz ją jak siostrę. A to tylko seks. Nie trać jej przez coś tak banalnego.
- Jasne, ale złamała pakt.- spojrzał na mnie, oczekując dalszych wyjaśnień.- Pakt mówiący, że poinformujemy siebie niezwłocznie, gdy się z kimś prześpimy. Obowiązuje nas on od kiedy skończyłyśmy czternaście lat.
Zaczęliśmy się śmiać. Teraz to wszystko wydało mi się takie dziecinne. Ach, wręcz śmieszne. Postanowiliśmy wrócić już do mojego domu. Justin poszedł do swojej willi, a ja do pokoju Kate. Zapukałam i gdy usłyszałam ciche „proszę”, weszłam. Dziewczyna leżała na brzuchu, czytając jakąś książkę.
- Hej, chciałam przeprosić.- wybełkotałam w końcu i spojrzałam jej w oczy. Kate wstała i do mnie podbiegła Przytuliła mnie mocno.
- Nie, to ja cię przepraszam. Powinnam ci od razu powiedzieć. Tylko nie chciałam tak przy Justinie i Taylorze.
- Jasne, rozumiem.- jeszcze raz ja przytuliłam. Zerknęłam jej przez ramię.- Czytasz moją książkę?
- Wspominam.- westchnęła.- A u ciebie i tego gwiazdorka? Co robiliście wieczorami?
No i tak się zaczęło. Opowiadałam jej o każdej nocy. Śmiałyśmy się wniebogłosy. Ona również mi wszystko opisała. No, prawie wszystko;) Poczułam się, jakbym znów miała czternaście lat i gadała o chłopcach, jak o istotach z innej planety. Bo tak właśnie kiedyś ich postrzegałyśmy. Jak osoby, które skrywają same tajemnice. A teraz? Jedna z nas z jednym spała, więc poznaliśmy ich od podszewki;) Jeżeli wiecie co mam na myśli;)
***
Rozdział pisała DreamGirl
. Przepraszam ,że tak długo nie dodawałam, ale nie chciała mi się strona uruchomić. Jesteście super ,że ciągle to czytacie :) I prosze by jedna osoba dawała jeden komentarz, z góry dziękuje :)
17 komentarzy = NN
Och, Nowy Jork to przepiękne miasto! Co prawda, większość czasu spędziłam na pomaganiu w wydawnictwie. Ale za to wieczory miałam wolne. I spędzałam je z Justinem. Oczywiście, nie doszło do niczego poważniejszego. Mimo, że wielokrotnie było blisko. Zawsze coś nam przerywało. Pierwszej nocy, było to burknięcie w moim brzuchu. Potem obsługa hotelowa. A ostatniej nocy, oboje byliśmy zbyt zmęczeni.
Obecnie siedzieliśmy w samolocie. To znaczy, ja siedziałam i słuchałam muzyki. A Justin opierał głowę na moim ramieniu i słodko sobie spał. Był idealny. Przez cały czas mnie wspierał. Codziennie rano, robił śniadanie i moją ulubioną kawę. Potem odprowadzał mnie do wydawnictwa. O ile wiem, następnie szedł zwiedzać Nowy Jork. Oczywiście, raz zaatakowały go fanki. Ale potem już to się nie powtarzało. Po pracy, Justin zawsze czekał na mnie na ławce w parku, naprzeciwko wydawnictwa. Razem szliśmy na kolację do jakiegoś baru. Potem szybko do hotelu. Raz umyliśmy się razem, jednak mycie się ze mną źle działało na Justina. Wiecie co mam na myśli;)Postanowiłam więc tego nie powtarzać. Przynajmniej nie teraz.
Łóżko mieliśmy małżeńskie. Chłopak co nocy zabierał mi kołdrę. Musiałam się z nim trochę po siłować. Czasem to nie działało. Więc budziłam go delikatnym pocałunkiem i zabierałam mu kołdrę. Po za tym, codziennie zasypialiśmy w siebie wtuleni.
I teraz, słuchając nagrania Britney Spears, stwierdzam że najbliżej sami wiecie czego, było drugiej nocy. Wtedy nasze stopy spotkały się pod kołdrą. Włożyłam mu łydkę, pomiędzy jego nogi. Justin zareagował natychmiastowo. Położył się na mnie i zaczął całować moją szyję. Przez chwilę było słychać tylko nasze przyśpieszone oddechy i odgłosy pocałunków. A, no i szelest kołdry. Justin zaczął ściągać ze mnie koszulę, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Potem okazało się, że to pomyłka. No ale, kiedy Justin wrócił do łóżka, ja już spałam.
- Proszę zapiąć pasy. Zaraz lądujemy.- usłyszałam głos stewardesy, więc postanowiłam już obudzić mojego księcia.
- Justin, kochanie.- zaczęłam go szturchać.- Już lądujemy.
Powoli otworzył oczy. Zaczęłam gładzić jego policzek. Podniósł się do pozycji siedzącej. Był jeszcze nieźle zaspany. Zaśmiałam się i poprawiłam mu włosy. Do tego przygładziłam kołnierzyk niebieskiej koszuli z krótkim rękawem, którą miał na sobie.
- Mój śpioszek.- wyszeptałam czule i pocałowałam go w czubek nosa.
- To nie ja zasnąłem, gdy mieliśmy się kochać.- powiedział to jeszcze ciszej, niż ja poprzednio. Zaśmiałam się.
- No fakt.- pocałowałam go w szyję.- Jeszcze zdążymy. Mamy na to czas.
- No jasne.- odpowiedział z promiennym uśmiechem na twarzy. Przeszliśmy drogę od terminalów do poczekalni, trzymając się za ręce. Dziwiłam się, że wokoło nie było żadnego fotoreportera. Może nareszcie dali Justinowi spokój. Zauważyłam w oddali różową sukienkę Kate. Ona zawsze była na różowo, więc skierowaliśmy się w ich stronę. Stała, trzymając Taylora za rękę. Przywitaliśmy się z nimi mocnym uściskiem grupowym.
- Tęskniliśmy.- wyznała Kate.
- Brakowało nam twoich komentarzy, Justin.- odpowiedział Taylor, biorąc moją torbę. Zaśmialiśmy się i wsiedliśmy do samochodu Taylora. Siedziałam z tyłu, razem z Kate. Spytałam ją, czy nie ma mi nic do powiedzenia. Ona powiedziała, że nie. Więc ja opowiadałam jej o wydawcach, których poznałam. I o książkach, które miałam zaszczyt przeczytać. I o tym, że Stephanie Meyer podpisała mi książkę. Na tą wiadomość, obie zaczęłyśmy piszczeć. O moich nocach z Justinem nie wspominałam, bo w samochodzie byli chłopcy. Jednak postanowiłam, że potem jej o nich powiem.
Po powrocie do domu, poszłam się rozpakować. Wszystko powrzucałam do prania. Potem chwilę posurfowałam po internecie. I wtedy do mojego pokoju przyszedł Justin.
- Hej, ślicznotko.- objął mnie od tylu i pocałował w szyję. Zachichotałam.
Wtedy do pokoju wszedł Tay, za rękę z Katie.
- Może zagramy w jakąś grę? No wiecie, tak w czwórkę.- zaproponował mięśniak. Usiedliśmy w kółku na podłodze.
- No to może w „Co robiłam, a ty nie?”?- powiedziałam, a oni przytaknęli. Gra polegała na stopniowym ściąganiu z siebie ubrań, gdy wykonywało się daną czynność. Osoba, która jest w samej bieliźnie, przegrywa. Zaczęła Kate.
- Nigdy nie leżałam na Justinie.- powiedziała, na co ja ściągnęłam z siebie kamizelkę, a Taylor buty. Spojrzałyśmy na niego zdziwione.
- No co? Kiedyś się biliśmy na ziemi.- wyjaśnił, zmieszany.
Potem była jego kolej.
- Nigdy nie byłem w klubie ze striptizem.- powiedział i uśmiechnął się cwanie. Justin ściągnął swoją skórzaną bransoletę.
- Kiedyś, na urodzinach kumpla.- dopowiedział.- Nigdy nie piszczałem na widok klaty Taya.
Razem z Kate ściągnęłyśmy po bransoletce. Justin spojrzał na mnie zdumiony.
- Kiedyś jak oglądałyśmy „Zaćmienie” trochę nas poniosło.- skomentowałam i spojrzałam na niego przepraszającym wzrokiem. Chłopak tylko przysunął się do mnie i ujął moją dłoń.
- Nigdy nie się nie kochałam.- oznajmiłam, na co Justin i Taylor ściągnęli koszulki, a Kate pasek od spodni. Wytrzeszczyłam na nią oczy. Siedziałam tak chyba z minutę. I w końcu wyszeptałam:
- Złamałaś pakt.
Wszyscy spojrzeli na mnie. Moja twarz za pewne przybrała kolor purpury. Byłam tak wściekła, że mogłam rozwalić wszystko co stanęło na mojej drodze.
- Jak mogłaś?! Przysięgałyśmy! A ty po prostu tą przysięgę złamałaś!
- A gdybyś to zrobiła z Justinem, to powiedziałabyś mi?!- też się wnerwiła. Mimo, że moim zdaniem nie miała do tego prawa.
- Tak… Nie… Ja i Justin to co innego!
- Masz rację. On dobiera się do ciebie przy każdej możliwej okazji! A ty do niego!
Otworzyłam szerzej oczy i ścisnęłam ręce w pięści.
- Jak mogłaś?!- z moich oczu wypłynęły pojedyncze łzy. Wybiegłam z pokoju i potem domu. Justin po chwili mnie dogonił i splótł nasze palce.
- Kochanie, spokojnie.- zaczął mnie uspokajać. Jego miodowy głos działał na mnie jak środek na uspokojenie. Wymusiłam delikatny uśmiech.
- Dobrze, po prostu nie mogę uwierzyć, że mi nie powiedziała. I jak powiedziała ten fragment o dobieraniu, to poczułam się jak dziwka…
- Nie jesteś dziwką. Jesteś moim skarbem. Sensem mojego życia. Nie pokochałbym dziwki. I wcale się do siebie nie dobieramy. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Po prostu, się całujemy. A oni też już kilka razy zostali nakryci w dość dziwnych pozach.- zachichotaliśmy.- Pogadaj z nią. Wiem, że kochasz ją jak siostrę. A to tylko seks. Nie trać jej przez coś tak banalnego.
- Jasne, ale złamała pakt.- spojrzał na mnie, oczekując dalszych wyjaśnień.- Pakt mówiący, że poinformujemy siebie niezwłocznie, gdy się z kimś prześpimy. Obowiązuje nas on od kiedy skończyłyśmy czternaście lat.
Zaczęliśmy się śmiać. Teraz to wszystko wydało mi się takie dziecinne. Ach, wręcz śmieszne. Postanowiliśmy wrócić już do mojego domu. Justin poszedł do swojej willi, a ja do pokoju Kate. Zapukałam i gdy usłyszałam ciche „proszę”, weszłam. Dziewczyna leżała na brzuchu, czytając jakąś książkę.
- Hej, chciałam przeprosić.- wybełkotałam w końcu i spojrzałam jej w oczy. Kate wstała i do mnie podbiegła Przytuliła mnie mocno.
- Nie, to ja cię przepraszam. Powinnam ci od razu powiedzieć. Tylko nie chciałam tak przy Justinie i Taylorze.
- Jasne, rozumiem.- jeszcze raz ja przytuliłam. Zerknęłam jej przez ramię.- Czytasz moją książkę?
- Wspominam.- westchnęła.- A u ciebie i tego gwiazdorka? Co robiliście wieczorami?
No i tak się zaczęło. Opowiadałam jej o każdej nocy. Śmiałyśmy się wniebogłosy. Ona również mi wszystko opisała. No, prawie wszystko;) Poczułam się, jakbym znów miała czternaście lat i gadała o chłopcach, jak o istotach z innej planety. Bo tak właśnie kiedyś ich postrzegałyśmy. Jak osoby, które skrywają same tajemnice. A teraz? Jedna z nas z jednym spała, więc poznaliśmy ich od podszewki;) Jeżeli wiecie co mam na myśli;)
***
Rozdział pisała DreamGirl
. Przepraszam ,że tak długo nie dodawałam, ale nie chciała mi się strona uruchomić. Jesteście super ,że ciągle to czytacie :) I prosze by jedna osoba dawała jeden komentarz, z góry dziękuje :)
17 komentarzy = NN
Tagi:
rozdział 25
24 " aż szkoda było ją rozrywać... "
*Oczami Kate*
Pomachaliśmy im i wyszliśmy.
-A więc mamy całe trzy dni dla siebie?-Objął mnie w tali i wyszliśmy.
-No i cały dom dla nas na trzy dni.-Zasugerowałam.
-To może pojedziemy do naszego domku...
-Tak to wspaniały pomysł, tylko pojadę po moje rzeczy.-Odpowiedziałam.
Weszłam do samochodu Taya i się rozsiadłam na miejscu pasażera.
Jechaliśmy chwilę bo było nam nie daleko, weszłam do domu i poleciałam na górę się spakować. Wyjęłam plecak i spakowałam 2 sukienki bluzkę i dżinsy no i bieliznę zwykłą i seksowną. Gotów, jeszcze się przebiorę i mogę iść. Stwierdziłam że nie ma co się śpieszyć, więc wzięłam jeszcze krótki prysznic i na koniec podkręciłam włosy. Nałożyłam lekki różowy makijaż i sukienkę . Na nogi założyłam jeszcze szpilki i wyciągnęłam z szafy skórzaną kurteczkę , którą ubrałam wyglądałam seksownie. Wyszłam na dwór aby zobaczyć czy Taylor jest już gotowy, on już czekał pod domem też w skórzanej kurtce.
-To co jedziemy?-Spytał podpierając się o mój motor.
-Motorem? Jak tam wolisz.-Powiedziałam i usiadłam na miejscu dla pasażera.
On usiadł przede mną , objęłam go w tali i pojechaliśmy. Jechaliśmy jakieś pół godziny i skręciliśmy w znajomą drużkę leśną, tak to tam.
*Oczami Taylora*
Byliśmy na miejscu, najpierw ja zsiadłem a potem ona w tej seksownej sukience. OH jaka ona piękna i zgrabna i jest moja, nie mogę w to uwierzyć . Otworzyłem kluczem drzwi i wpuściłem ją przed siebie, zaczynało się ściemniać. Po wejściu do środka rozpaliłem w kominku bo nocą jest tu zimno, a ona zniknęła gdzieś w sypialni. Usiadłem przed kominkiem na miękkich futrach położonych wokół kominka i dalej aż do sofy. Ogrzałam się trochę i ściągnąłem moją skórzaną kurtkę. Kate usiadła obok mnie wpatrując się w ogień. Pocałowałem ją w jej malinowe usta, ten pocałunek był piękni i taki szczery. Chyba zrobiło jej się gorąco bo ściągnęła kurtkę, zobaczyłem jej sukienkę w całości była piękna i taka pociągająca. Położyłam ją na futrach podczas pocałunku, ona objęła mnie nogami, w tym momencie spadły jej szpilki, całowaliśmy się nadal. Sięgnęła ręką do mojej koszulki, podnosiła ją coraz wyżej aż ją zdjęła. Teraz leżałem na niej bez koszulki czułem jak rysuje mi coś palcami po plecach. Stopy Kate oplatały mnie całego były takie piękne , zgrabne i gładkie. Usiedliśmy, dobrałem się do jej sukienki, zacząłem ją rozwiązywać po kilku ciężkich minutach sukienka wisiała gdzieś w okolicach kominka. Jak miałem na nią ochotę, sięgnęła do moich spodni ,kilkoma zgrabnymi ruchami ściągnęła je. Jak ja ją kochałem była taka piękna i zarazem pociągająca. Przypomniał mi się ten moment kiedy biegliśmy przez uliczki Wenecji i się całowaliśmy to było takie piękne, jej suknia wtedy falowała na delikatnym wietrze to było wspaniałe i pociągające, czym ja sobie na nią zasłużyłem, postanowiłem jednak zadać jej jedno pytanie czy jest na pewno tego pewna. Czy chce abym był tym pierwszym.
-Czy jesteś tego pewna, czy na pewno chcesz?-spytałem chwilowo otrzeźwiając umysł. Pomyślałem o momencie w którym się znajdowaliśmy miała być tą pierwszą tą jedyna i ostatnia, tylko z nią.
Jednak ona nie odpowiadała tylko jak przedtem wpiła się w moje usta. W końcu nikt nam nie przeszkodzi , jesteśmy tylko my cały świat to tylko my dwoje ja i ona. Ujrzałem jej przepiękną bielizne. Wcześniej na nią nie zwróciłem uwagi, aż szkoda było ją rozrywać...
`
*Oczami Kate*
Obudziłam się w ramionach Taylora przykryta jakimś prześcieradłem. Gdzie my leżeliśmy. Na ziemi a raczej na futrach, kominek powoli wygasł. Pamiętałam wszystko co się stało tej nocy , a może to był sen. Piękny i wspaniały sen o mężczyźnie mojego życia . To było fenomenalne i fantastyczne, podparłam się łokciem i wpatrywałam w śpiącego ukochanego. Teraz już wiedziałam ,że to on jest tym jedynym, pierwszym i ostatnim. Po kilku minutach spostrzegłam, że oprócz prześcieradła nie mam nic na sobie. Zastanawiałam się co zrobić może poczekam aż Tay się obudzi, a może teraz się ubiorę.
Problem rozwiązał się sam bo Taylor właśnie się obudził.
-O już wstałaś, jak się czujesz?-Spytał tuląc mnie do siebie.
-Dobrze, a ty? Było wspaniale.-Wyznałam.
-Ja czuje się wspaniale, jak " Młody Bóg ". Nie wiedziałem że jesteś taka...-Nie dokończył zdania.
-No jaka?
-Ostra.
Dobra do co teraz miałam mu się ponownie pokazać czy zabrać ze sobą prześcieradło? No kurczę czułam się nieco skrępowana. Problem rozwiązał się sam, Tay znalazł gdzieś niedaleko siebie bokserki. Ubrał je, a ja owinęłam się prześcieradłem i poszłam do garderoby coś wybrać i umyć się. Ubrałamhttp://www.faslook.pl/collection/klaudja11-14/ Poleć znajomym trochę nie w moim stylu, ale znalazłam to w garderobie. Ubrana uczesałam włosy na luźnego warkocza. Gotowa wyszłam, on siedział na kanapie już ubrany.
-To co dzisiaj robimy.-Spytał mierząc mnie wzrokiem, Tak jakby chciał mnie nim rozebrać.
- Może przejdziemy się po lesie.-Zaproponowałam.
On kiwnął tylko głową i wyszliśmy. Przechadzaliśmy się po lesie za rękę, pokazał mi kilka sztuczek z filmów jak to wspaniałe salto czy coś w tym stylu. Było tak wspaniale bawiliśmy się , śmieliśmy i tarzaliśmy po ściółce, czułam się tak wspaniale jak wczoraj w nocy. We włosach miałam szczątki roślin i patyczki, rozczochrane trochę i w ogóle.
-Wyglądasz tak słodko, z tymi patyczkami we włosach.-Powiedział i zaczął mi je wyjmować. Zbliżył powoli rękę do mojej głowy wyjmując mi z niej patyczki. Po tym jak wyjął już wszystkie, objął dołnią moją twarz i przysunął do siebie. Nasze nosy się stykały, popatrzył mi głęboko w oczy i pocałował tak namiętnie jak nigdy wcześniej. Z trudem oderwał się od moich warg i zaszeptał:
-Kocham Cię, jesteś miłością mojego życia. Jak stracę Ciebie, stracę całe życie.-I ponownie zatopił się w moich ustach. Łzy popłynęły mi z oczu.
-Czemu płaczesz?-spytał ze smutkiem w oczach.
-A czemu, ty żyjesz?-Odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Bo Cię kocham, bez Ciebie nie ma mnie.-Odpowiedział nadal smutnym głosem, łzy same napływały mi do oczu.
-A płacze, bo Cię kocham. To łzy szczęścia.-Powiedziałam, a on otarł łzy swoim miękkim kciukiem.
Znów odpłynęłam w jego ramionach, nasze usta się teraz stykały. Z nieba zaczęły lecieć krople deszczu, nie przeszkadzało mi to on był tylko dla mnie ważny. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę domku . On posłusznie ruszył za mną. Gdy weszliśmy do domku posadziłam go na kanapie i powiedziałam:
-Czekaj tu chwile, nigdzie się nie ruszaj. Mam dla ciebie niespodziankę.
Wyszłam z pokoju i wyjęłam z plecaka bieliznę. Zawędrowałam do łazienki i ubrałam mój zestawik. Gotowa upięłam włosy w koka i zrobiłam makijaż. Twarz przypudrowałam na biało a usta delikatnie pomalowałam czerwoną szminką. Moje oczy miałam pomalowane tak, a usta pomalowałam tak . Gotowa pomalowana byłam jak geiko ( to nie są kurtyzany). Wyszłam z łazienki i ubrałam płaszczyk, wyszłam przed Taylora. On popatrzył na mnie i na mój makijaż. Odwróciłam się do niego tyłem i zrzuciłam płaszcz miałam na sobię bieliznę, Tay wytrzeszczył oczy .
-Zostaniesz moim samurajem.-Zapytałam i podeszłam do niego bliżej.
-Z chęcią , moja ty maiko.-Powiedział i wpił się w moje usta.
Usiadłam na nim rozkrokiem i zaczęliśmy się całować, ogień się palił tak jak my. Położył mnie na kanapie i całował schodził w dół. I w dół. Koszulka przez przypadek z niego spadła i spodnie a potem moja i jego bielizna...
...
Poranek był piękny i słoneczny. Wstałam już się nie krępując i poszłam się ubrać, nie miałam nic na sobie, wczoraj i dzisiaj w nocy było wspaniale . Jak ja powiem o tym wszystkim Serenie, obiecałam że jej powiem a ona mi jak ... Z tymi wyrzutami sumienia poszłam się ubrać whttp://www.faslook.pl/collection/shakira/. Poleć znajomym Poleć znajomym Przygotowałam śniadanie i obudziłam całusem Taya. Po śniadaniu spakowałam się i wsiedliśmy na motor .
-I jak ci się podobały te 3 dni?-spytał Tay jak wsiadaliśmy na motor.
-To były najwspanialsze dni w moim życiu ,oprócz...-Specjalnie przerwałam zdanie.
-Oprócz czego?-spytał niezaspokojony.
-Oprócz dnia w którym cię poznałam.
Zatopiłam się w jego ustach, były takie namiętne. Dobra koniec musimy jechac do domu a potem po Serenę. Opanowaliśmy się i pojechaliśmy.
Na lotnisku ich nie widzieliśmy .
-O są tam...
***
Rozdział pisała Katherine034, mam nadzieje że Wam się spodoba, opinie w komentarzach. Mamy do Was pytanie: Jak myślicie ile ja i DreamGirl mamy lat. Kochamy Was <3
20 Komentarzy = NN
*Oczami Kate*
Pomachaliśmy im i wyszliśmy.
-A więc mamy całe trzy dni dla siebie?-Objął mnie w tali i wyszliśmy.
-No i cały dom dla nas na trzy dni.-Zasugerowałam.
-To może pojedziemy do naszego domku...
-Tak to wspaniały pomysł, tylko pojadę po moje rzeczy.-Odpowiedziałam.
Weszłam do samochodu Taya i się rozsiadłam na miejscu pasażera.
Jechaliśmy chwilę bo było nam nie daleko, weszłam do domu i poleciałam na górę się spakować. Wyjęłam plecak i spakowałam 2 sukienki bluzkę i dżinsy no i bieliznę zwykłą i seksowną. Gotów, jeszcze się przebiorę i mogę iść. Stwierdziłam że nie ma co się śpieszyć, więc wzięłam jeszcze krótki prysznic i na koniec podkręciłam włosy. Nałożyłam lekki różowy makijaż i sukienkę . Na nogi założyłam jeszcze szpilki i wyciągnęłam z szafy skórzaną kurteczkę , którą ubrałam wyglądałam seksownie. Wyszłam na dwór aby zobaczyć czy Taylor jest już gotowy, on już czekał pod domem też w skórzanej kurtce.
-To co jedziemy?-Spytał podpierając się o mój motor.
-Motorem? Jak tam wolisz.-Powiedziałam i usiadłam na miejscu dla pasażera.
On usiadł przede mną , objęłam go w tali i pojechaliśmy. Jechaliśmy jakieś pół godziny i skręciliśmy w znajomą drużkę leśną, tak to tam.
*Oczami Taylora*
Byliśmy na miejscu, najpierw ja zsiadłem a potem ona w tej seksownej sukience. OH jaka ona piękna i zgrabna i jest moja, nie mogę w to uwierzyć . Otworzyłem kluczem drzwi i wpuściłem ją przed siebie, zaczynało się ściemniać. Po wejściu do środka rozpaliłem w kominku bo nocą jest tu zimno, a ona zniknęła gdzieś w sypialni. Usiadłem przed kominkiem na miękkich futrach położonych wokół kominka i dalej aż do sofy. Ogrzałam się trochę i ściągnąłem moją skórzaną kurtkę. Kate usiadła obok mnie wpatrując się w ogień. Pocałowałem ją w jej malinowe usta, ten pocałunek był piękni i taki szczery. Chyba zrobiło jej się gorąco bo ściągnęła kurtkę, zobaczyłem jej sukienkę w całości była piękna i taka pociągająca. Położyłam ją na futrach podczas pocałunku, ona objęła mnie nogami, w tym momencie spadły jej szpilki, całowaliśmy się nadal. Sięgnęła ręką do mojej koszulki, podnosiła ją coraz wyżej aż ją zdjęła. Teraz leżałem na niej bez koszulki czułem jak rysuje mi coś palcami po plecach. Stopy Kate oplatały mnie całego były takie piękne , zgrabne i gładkie. Usiedliśmy, dobrałem się do jej sukienki, zacząłem ją rozwiązywać po kilku ciężkich minutach sukienka wisiała gdzieś w okolicach kominka. Jak miałem na nią ochotę, sięgnęła do moich spodni ,kilkoma zgrabnymi ruchami ściągnęła je. Jak ja ją kochałem była taka piękna i zarazem pociągająca. Przypomniał mi się ten moment kiedy biegliśmy przez uliczki Wenecji i się całowaliśmy to było takie piękne, jej suknia wtedy falowała na delikatnym wietrze to było wspaniałe i pociągające, czym ja sobie na nią zasłużyłem, postanowiłem jednak zadać jej jedno pytanie czy jest na pewno tego pewna. Czy chce abym był tym pierwszym.
-Czy jesteś tego pewna, czy na pewno chcesz?-spytałem chwilowo otrzeźwiając umysł. Pomyślałem o momencie w którym się znajdowaliśmy miała być tą pierwszą tą jedyna i ostatnia, tylko z nią.
Jednak ona nie odpowiadała tylko jak przedtem wpiła się w moje usta. W końcu nikt nam nie przeszkodzi , jesteśmy tylko my cały świat to tylko my dwoje ja i ona. Ujrzałem jej przepiękną bielizne. Wcześniej na nią nie zwróciłem uwagi, aż szkoda było ją rozrywać...
`
*Oczami Kate*
Obudziłam się w ramionach Taylora przykryta jakimś prześcieradłem. Gdzie my leżeliśmy. Na ziemi a raczej na futrach, kominek powoli wygasł. Pamiętałam wszystko co się stało tej nocy , a może to był sen. Piękny i wspaniały sen o mężczyźnie mojego życia . To było fenomenalne i fantastyczne, podparłam się łokciem i wpatrywałam w śpiącego ukochanego. Teraz już wiedziałam ,że to on jest tym jedynym, pierwszym i ostatnim. Po kilku minutach spostrzegłam, że oprócz prześcieradła nie mam nic na sobie. Zastanawiałam się co zrobić może poczekam aż Tay się obudzi, a może teraz się ubiorę.
Problem rozwiązał się sam bo Taylor właśnie się obudził.
-O już wstałaś, jak się czujesz?-Spytał tuląc mnie do siebie.
-Dobrze, a ty? Było wspaniale.-Wyznałam.
-Ja czuje się wspaniale, jak " Młody Bóg ". Nie wiedziałem że jesteś taka...-Nie dokończył zdania.
-No jaka?
-Ostra.
Dobra do co teraz miałam mu się ponownie pokazać czy zabrać ze sobą prześcieradło? No kurczę czułam się nieco skrępowana. Problem rozwiązał się sam, Tay znalazł gdzieś niedaleko siebie bokserki. Ubrał je, a ja owinęłam się prześcieradłem i poszłam do garderoby coś wybrać i umyć się. Ubrałamhttp://www.faslook.pl/collection/klaudja11-14/ Poleć znajomym trochę nie w moim stylu, ale znalazłam to w garderobie. Ubrana uczesałam włosy na luźnego warkocza. Gotowa wyszłam, on siedział na kanapie już ubrany.
-To co dzisiaj robimy.-Spytał mierząc mnie wzrokiem, Tak jakby chciał mnie nim rozebrać.
- Może przejdziemy się po lesie.-Zaproponowałam.
On kiwnął tylko głową i wyszliśmy. Przechadzaliśmy się po lesie za rękę, pokazał mi kilka sztuczek z filmów jak to wspaniałe salto czy coś w tym stylu. Było tak wspaniale bawiliśmy się , śmieliśmy i tarzaliśmy po ściółce, czułam się tak wspaniale jak wczoraj w nocy. We włosach miałam szczątki roślin i patyczki, rozczochrane trochę i w ogóle.
-Wyglądasz tak słodko, z tymi patyczkami we włosach.-Powiedział i zaczął mi je wyjmować. Zbliżył powoli rękę do mojej głowy wyjmując mi z niej patyczki. Po tym jak wyjął już wszystkie, objął dołnią moją twarz i przysunął do siebie. Nasze nosy się stykały, popatrzył mi głęboko w oczy i pocałował tak namiętnie jak nigdy wcześniej. Z trudem oderwał się od moich warg i zaszeptał:
-Kocham Cię, jesteś miłością mojego życia. Jak stracę Ciebie, stracę całe życie.-I ponownie zatopił się w moich ustach. Łzy popłynęły mi z oczu.
-Czemu płaczesz?-spytał ze smutkiem w oczach.
-A czemu, ty żyjesz?-Odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Bo Cię kocham, bez Ciebie nie ma mnie.-Odpowiedział nadal smutnym głosem, łzy same napływały mi do oczu.
-A płacze, bo Cię kocham. To łzy szczęścia.-Powiedziałam, a on otarł łzy swoim miękkim kciukiem.
Znów odpłynęłam w jego ramionach, nasze usta się teraz stykały. Z nieba zaczęły lecieć krople deszczu, nie przeszkadzało mi to on był tylko dla mnie ważny. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę domku . On posłusznie ruszył za mną. Gdy weszliśmy do domku posadziłam go na kanapie i powiedziałam:
-Czekaj tu chwile, nigdzie się nie ruszaj. Mam dla ciebie niespodziankę.
Wyszłam z pokoju i wyjęłam z plecaka bieliznę. Zawędrowałam do łazienki i ubrałam mój zestawik. Gotowa upięłam włosy w koka i zrobiłam makijaż. Twarz przypudrowałam na biało a usta delikatnie pomalowałam czerwoną szminką. Moje oczy miałam pomalowane tak, a usta pomalowałam tak . Gotowa pomalowana byłam jak geiko ( to nie są kurtyzany). Wyszłam z łazienki i ubrałam płaszczyk, wyszłam przed Taylora. On popatrzył na mnie i na mój makijaż. Odwróciłam się do niego tyłem i zrzuciłam płaszcz miałam na sobię bieliznę, Tay wytrzeszczył oczy .
-Zostaniesz moim samurajem.-Zapytałam i podeszłam do niego bliżej.
-Z chęcią , moja ty maiko.-Powiedział i wpił się w moje usta.
Usiadłam na nim rozkrokiem i zaczęliśmy się całować, ogień się palił tak jak my. Położył mnie na kanapie i całował schodził w dół. I w dół. Koszulka przez przypadek z niego spadła i spodnie a potem moja i jego bielizna...
...
Poranek był piękny i słoneczny. Wstałam już się nie krępując i poszłam się ubrać, nie miałam nic na sobie, wczoraj i dzisiaj w nocy było wspaniale . Jak ja powiem o tym wszystkim Serenie, obiecałam że jej powiem a ona mi jak ... Z tymi wyrzutami sumienia poszłam się ubrać whttp://www.faslook.pl/collection/shakira/. Poleć znajomym Poleć znajomym Przygotowałam śniadanie i obudziłam całusem Taya. Po śniadaniu spakowałam się i wsiedliśmy na motor .
-I jak ci się podobały te 3 dni?-spytał Tay jak wsiadaliśmy na motor.
-To były najwspanialsze dni w moim życiu ,oprócz...-Specjalnie przerwałam zdanie.
-Oprócz czego?-spytał niezaspokojony.
-Oprócz dnia w którym cię poznałam.
Zatopiłam się w jego ustach, były takie namiętne. Dobra koniec musimy jechac do domu a potem po Serenę. Opanowaliśmy się i pojechaliśmy.
Na lotnisku ich nie widzieliśmy .
-O są tam...
***
Rozdział pisała Katherine034, mam nadzieje że Wam się spodoba, opinie w komentarzach. Mamy do Was pytanie: Jak myślicie ile ja i DreamGirl mamy lat. Kochamy Was <3
20 Komentarzy = NN
Tagi:
rozdział 24
23 „Na tym właśnie polega zaufanie.”
Starz w Nowym Jorku był jedną szansą na powtórzenie mojego sukcesu wydawniczego sprzed pięciu lat. Trwał tylko trzy dni. Mimo to, bałam się powiedzieć o nim Justinowi. Wiedziałam, że nie przyjmie tego najlepiej. Razem z Kate postanowiłyśmy mu w ogóle nie mówić. To była nasz słodka tajemnica. A mówić nasza, mam na myśli Taya. Więc tylko Justin nie wiedział. Boże, jak ja nienawidziłam czegokolwiek przed nim ukrywać!
- Kochanie, o czym myślisz?- spytał Justin, gładząc mnie po brzuchu. Rysował właśnie kółka wokół mojego pępka. Ubrana byłam w to. Leżeliśmy na łóżku w mojej sypialni.
Spojrzałam w jego oczy. Byłam taki szczęśliwy. Od kiedy tylko wróciliśmy z Wenecji, nie przestawał się uśmiechać.
- Nie przestajesz się uśmiechać.- stwierdziłam, odgarniając mu włosy z czoła.
- Bo jestem szczęśliwy. Mam przy sobie dziewczynę marzeń, która mnie kocha. Dlaczego miałbym się nie uśmiechać.- zaśmiał się, jakby na potwierdzenie swoich słów.
- Czuję się jak w Wenecji. Przy tobie wszystko wydaje się takie łatwe.- wyznałam, spuszczając wzrok. Przypomniał mi się mój staż. Może jednak powinnam mu powiedzieć…
- Kochanie…
- Lubię jak tak do mnie mówisz.
- A wiec, kochanie, jeszcze kiedyś gdzieś razem wyjedziemy.- powiedział, całując mnie po szyi.- Co powiesz na Miami?- spytał, na co ja zachichotałam.
- Potem o tym pomyślimy.- westchnęłam, obracając się w jego stronę.- Kocham cię, wiesz?
- Serio? A myślałem, że nienawidzisz.- powiedział i wpił się w moje usta. Ja zaśmiałam się i odwzajemniłam pocałunek. Justin jak zwykle zjechał do szyi, a ja zerknęłam na zegarek. Powinnam się już pakować.
- Justin, źle się czuję. Zostawiłbyś mnie samą?- spytałam, robiąc grymas zmęczenia na twarzy.
- Coś ci jest?- przyłożył mi rękę do czoła.
- Nic, tylko trochę mnie mdli.
- Och, no jasne. Jak ci się polepszy, to dzwoń. Niczego nie potrzebujesz?- spytał zatroskany. Widziałam tyle czułości w jego oczach, że aż mnie serce zabolało. Zrobiło mi się strasznie wstyd, że tak perfidnie go okłamuję.
- Nie. Spokojnie. Zaraz mi przejdzie. Potrzebuję odpoczynku.
- Dobrze. Zdrowiej, skarbie.
- Tą nazwę też lubię.- zaśmialiśmy się i już go nie było. Szybko skoczyłam do szafy i zaczęłam się pakować. Wrzucałam wszystko, jak najszybciej mogłam. Przed tym, zasłoniłam jeszcze rolety. Nie chciałam, by mój ukochany mnie podejrzał.
Po godzinie już byłam gotowa. Padłam na łóżko zmęczona.
- Spakowana?- spytała Kate, siadając obok mnie.
- Tak.- westchnęłam.
- Powiedziałaś mu już?- spytała, a ja pokiwałam przecząco głową.- Wiesz, że tak będzie jeszcze gorzej. Jeżeli cię kocha, to zrozumie.
- Dobra, zaraz z nim pogadam.- wyszeptałam, na co ona pokiwała z aprobatą głową. Nagle przyszedł do niej sms.
- Chyba już nie będziesz musiała.- powiedziała i pokazała mi telefon.
Wygadałem się. Sory. Już do was idzie. Tay
Cholera! Nie! Nie!
- Dobra, to ja idę.- powiedziała moja kuzynka i wyszła. Zostałam sama.
Zaczęłam nerwowo przechadzać się po pokoju. Nie mogłam się uspokoić. Bałam się. Przystanęłam przy oknie. Patrzyłam w niebo. Chmury powoli po nim płynęły.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?!- usłyszałam trzask drzwi, a potem jego głos.- Myślałem, że jesteśmy ze sobą szczerzy!
- Uspokój się, to tylko trzy dni.- wyjaśniłam, opanowanym tonem. Mimo, że chciało mi się krzyczeć.
- Jak mam być spokojny?! Ja bez ciebie godziny nie wytrzymuję!
- Trudno, jakoś dasz radę. Ten staż to dla mnie duża szansa. Może potem to wydawnictwo mnie wyda. Próbuję spełniać swoje marzenia.
- Możemy je spełniać razem. Jestem twoim chłopakiem. Tylko twoim i tylko do twojej dyspozycji. Powinnaś mi ufać. Wsparłbym cię.- był już o wiele spokojniejszy.- Musimy sobie ufać.
- A czy ty ufasz mi? Na jakiej podstawie mam sądzić, że tak. Skąd mogę wiedzieć, że w ogóle mnie kochasz?
- Na tym właśnie polega zaufanie. Wierzysz mi. Jeżeli mówię, że cię kocham, to to właśnie mam na myśli. Nie ufasz mi?- spytał, zakładając sobie ręce za głowę.
- Ja…
- Rozumiem. Wiesz co?! Jedź sobie do tego pieprzonego Nowego Jorku! Może poznasz tam sobie jakiegoś chłopaka!
- Zrywasz ze mną?- spytałam i odwróciłam się w jego stronę. Stał i patrzył na mnie ze smutkiem i wściekłością. Przeczesał ręką włosy i zagryzł wargi. Pokiwał twierdząco głową.
- Związek bez zaufania nie ma przyszłości.- stwierdził, po czym wyszedł. A ja wybuchłam głośnym płaczem. Chciałam by to usłyszał. Usłyszał jak cierpię. Nagle drzwi znów się otworzyły. Stał w nich znów Justin z miną męczennika. Odwróciłam się do okna. Zaczęłam ocierać łzy.
- Co tu jeszcze robisz?- spytałam cicho, wciąż drżącym głosem.
- Próbuję wciąż trwać przy dziewczynie, która kocham. Nie potrafię cię zostawić. I nienawidzę jak płaczesz. A już na pewno, przeze mnie.- westchnął i podszedł do mnie, Wiedziałam to, bo słyszałam jego kroki.- Musisz mi zaufać. I na przyszłość informować o takich wyjazdach, wcześniej.- Objął mnie od tyłu w talii i oparł swoja głowę na moim ramieniu.- Och, dlaczego ja nie umiem się na ciebie gniewać? Zrobiłaś ze mnie mięczaka.- zaśmiał się i odwrócił mnie w swoją stronę.- Kocham cię. I jeżeli tak mówię, to oznacza, że tak myślę.
- Wiem, ufam ci. Po prostu, bałam się twojej reakcji. Te trzy dni to chyba nie tak długo.- spuściłam wzrok.
- To bardzo długo. Przynajmniej dla mnie.- powiedział i mnie delikatnie pocałował.- Muszę iść, załatwić coś. Nie wyjeżdżaj, póki się ze mną nie pożegnasz. Okej?
- Jasne.
Pocałował mnie jeszcze krótko i wyszedł. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do siebie. Ach, jak to możliwe że miałam takiego cudownego chłopaka? Był spełnieniem moich marzeń. Od naszego pierwszego spotkania, tak bardzo się zmienił. Wręcz nie do poznania. Dzięki temu, tak bardzo go pokochałam.
- Musimy już iść.- powiedział Taylor, wchodząc do mojego pokoju i biorąc moje bagaże.
Jechaliśmy w ciszy. Ciekawa byłam, czy zdążę się jeszcze pożegnać z Justinem.
Na lotnisku jak zwykle kręciło się pełno ludzi. Obwieszczono, że pasażerowie mojego lotu muszą się zgłosić do odprawy.
- Nie ma Justina.- stwierdziłam cicho.
- Przyjdzie.- pocieszyła mnie Kate.- Dobra, na nas już czas. Baw się dobrze i nie poznawaj żadnego nowojorczyka.
- Jasne.- przytuliłam ją. Podeszłam do Taylora.- Opiekuj się nią, mięśniaku.- i też się przytuliliśmy.
Spojrzałam tęsknie w stronę wejścia na lotnisko. Justina nie było. Może zapomniał, o której mam lot. No trudno. Popatrzyłam na przyjaciół, uśmiechnęłam się do nich i poszłam, wraz z moją torbą na ramieniu, w stronę odprawy. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Spojrzałam na tą tajemniczą osobę i uśmiechnęłam się.
- Obiecałaś, że beze mnie nie pojedziesz.- powiedział.
- No. To chyba czas, by się pożegnać.- powiedziałam, a on się zaśmiał
- Jadę z tobą, głuptasku.- stanął, zatrzymując tym samym mnie.- Nie pozwolę byś była sama w tak dużym mieście.- pocałował mnie w kącik ust.- Idziemy?
- Tak, ale… strasznie się cieszę, Justin. Ale nie jest to dla ciebie problem?
- Nie, no jasne że nie. Kocham cię i chcę tam wspierać. Jasne?
- Jak słońce.- pocałowałam go delikatnie.- Kocham cię.
- Już drugi raz mi to dziś mówisz. Mimo to, zawsze miło usłyszeć.- stwierdził i pociągnął mnie w stronę terminala.
Starz w Nowym Jorku był jedną szansą na powtórzenie mojego sukcesu wydawniczego sprzed pięciu lat. Trwał tylko trzy dni. Mimo to, bałam się powiedzieć o nim Justinowi. Wiedziałam, że nie przyjmie tego najlepiej. Razem z Kate postanowiłyśmy mu w ogóle nie mówić. To była nasz słodka tajemnica. A mówić nasza, mam na myśli Taya. Więc tylko Justin nie wiedział. Boże, jak ja nienawidziłam czegokolwiek przed nim ukrywać!
- Kochanie, o czym myślisz?- spytał Justin, gładząc mnie po brzuchu. Rysował właśnie kółka wokół mojego pępka. Ubrana byłam w to. Leżeliśmy na łóżku w mojej sypialni.
Spojrzałam w jego oczy. Byłam taki szczęśliwy. Od kiedy tylko wróciliśmy z Wenecji, nie przestawał się uśmiechać.
- Nie przestajesz się uśmiechać.- stwierdziłam, odgarniając mu włosy z czoła.
- Bo jestem szczęśliwy. Mam przy sobie dziewczynę marzeń, która mnie kocha. Dlaczego miałbym się nie uśmiechać.- zaśmiał się, jakby na potwierdzenie swoich słów.
- Czuję się jak w Wenecji. Przy tobie wszystko wydaje się takie łatwe.- wyznałam, spuszczając wzrok. Przypomniał mi się mój staż. Może jednak powinnam mu powiedzieć…
- Kochanie…
- Lubię jak tak do mnie mówisz.
- A wiec, kochanie, jeszcze kiedyś gdzieś razem wyjedziemy.- powiedział, całując mnie po szyi.- Co powiesz na Miami?- spytał, na co ja zachichotałam.
- Potem o tym pomyślimy.- westchnęłam, obracając się w jego stronę.- Kocham cię, wiesz?
- Serio? A myślałem, że nienawidzisz.- powiedział i wpił się w moje usta. Ja zaśmiałam się i odwzajemniłam pocałunek. Justin jak zwykle zjechał do szyi, a ja zerknęłam na zegarek. Powinnam się już pakować.
- Justin, źle się czuję. Zostawiłbyś mnie samą?- spytałam, robiąc grymas zmęczenia na twarzy.
- Coś ci jest?- przyłożył mi rękę do czoła.
- Nic, tylko trochę mnie mdli.
- Och, no jasne. Jak ci się polepszy, to dzwoń. Niczego nie potrzebujesz?- spytał zatroskany. Widziałam tyle czułości w jego oczach, że aż mnie serce zabolało. Zrobiło mi się strasznie wstyd, że tak perfidnie go okłamuję.
- Nie. Spokojnie. Zaraz mi przejdzie. Potrzebuję odpoczynku.
- Dobrze. Zdrowiej, skarbie.
- Tą nazwę też lubię.- zaśmialiśmy się i już go nie było. Szybko skoczyłam do szafy i zaczęłam się pakować. Wrzucałam wszystko, jak najszybciej mogłam. Przed tym, zasłoniłam jeszcze rolety. Nie chciałam, by mój ukochany mnie podejrzał.
Po godzinie już byłam gotowa. Padłam na łóżko zmęczona.
- Spakowana?- spytała Kate, siadając obok mnie.
- Tak.- westchnęłam.
- Powiedziałaś mu już?- spytała, a ja pokiwałam przecząco głową.- Wiesz, że tak będzie jeszcze gorzej. Jeżeli cię kocha, to zrozumie.
- Dobra, zaraz z nim pogadam.- wyszeptałam, na co ona pokiwała z aprobatą głową. Nagle przyszedł do niej sms.
- Chyba już nie będziesz musiała.- powiedziała i pokazała mi telefon.
Wygadałem się. Sory. Już do was idzie. Tay
Cholera! Nie! Nie!
- Dobra, to ja idę.- powiedziała moja kuzynka i wyszła. Zostałam sama.
Zaczęłam nerwowo przechadzać się po pokoju. Nie mogłam się uspokoić. Bałam się. Przystanęłam przy oknie. Patrzyłam w niebo. Chmury powoli po nim płynęły.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?!- usłyszałam trzask drzwi, a potem jego głos.- Myślałem, że jesteśmy ze sobą szczerzy!
- Uspokój się, to tylko trzy dni.- wyjaśniłam, opanowanym tonem. Mimo, że chciało mi się krzyczeć.
- Jak mam być spokojny?! Ja bez ciebie godziny nie wytrzymuję!
- Trudno, jakoś dasz radę. Ten staż to dla mnie duża szansa. Może potem to wydawnictwo mnie wyda. Próbuję spełniać swoje marzenia.
- Możemy je spełniać razem. Jestem twoim chłopakiem. Tylko twoim i tylko do twojej dyspozycji. Powinnaś mi ufać. Wsparłbym cię.- był już o wiele spokojniejszy.- Musimy sobie ufać.
- A czy ty ufasz mi? Na jakiej podstawie mam sądzić, że tak. Skąd mogę wiedzieć, że w ogóle mnie kochasz?
- Na tym właśnie polega zaufanie. Wierzysz mi. Jeżeli mówię, że cię kocham, to to właśnie mam na myśli. Nie ufasz mi?- spytał, zakładając sobie ręce za głowę.
- Ja…
- Rozumiem. Wiesz co?! Jedź sobie do tego pieprzonego Nowego Jorku! Może poznasz tam sobie jakiegoś chłopaka!
- Zrywasz ze mną?- spytałam i odwróciłam się w jego stronę. Stał i patrzył na mnie ze smutkiem i wściekłością. Przeczesał ręką włosy i zagryzł wargi. Pokiwał twierdząco głową.
- Związek bez zaufania nie ma przyszłości.- stwierdził, po czym wyszedł. A ja wybuchłam głośnym płaczem. Chciałam by to usłyszał. Usłyszał jak cierpię. Nagle drzwi znów się otworzyły. Stał w nich znów Justin z miną męczennika. Odwróciłam się do okna. Zaczęłam ocierać łzy.
- Co tu jeszcze robisz?- spytałam cicho, wciąż drżącym głosem.
- Próbuję wciąż trwać przy dziewczynie, która kocham. Nie potrafię cię zostawić. I nienawidzę jak płaczesz. A już na pewno, przeze mnie.- westchnął i podszedł do mnie, Wiedziałam to, bo słyszałam jego kroki.- Musisz mi zaufać. I na przyszłość informować o takich wyjazdach, wcześniej.- Objął mnie od tyłu w talii i oparł swoja głowę na moim ramieniu.- Och, dlaczego ja nie umiem się na ciebie gniewać? Zrobiłaś ze mnie mięczaka.- zaśmiał się i odwrócił mnie w swoją stronę.- Kocham cię. I jeżeli tak mówię, to oznacza, że tak myślę.
- Wiem, ufam ci. Po prostu, bałam się twojej reakcji. Te trzy dni to chyba nie tak długo.- spuściłam wzrok.
- To bardzo długo. Przynajmniej dla mnie.- powiedział i mnie delikatnie pocałował.- Muszę iść, załatwić coś. Nie wyjeżdżaj, póki się ze mną nie pożegnasz. Okej?
- Jasne.
Pocałował mnie jeszcze krótko i wyszedł. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do siebie. Ach, jak to możliwe że miałam takiego cudownego chłopaka? Był spełnieniem moich marzeń. Od naszego pierwszego spotkania, tak bardzo się zmienił. Wręcz nie do poznania. Dzięki temu, tak bardzo go pokochałam.
- Musimy już iść.- powiedział Taylor, wchodząc do mojego pokoju i biorąc moje bagaże.
Jechaliśmy w ciszy. Ciekawa byłam, czy zdążę się jeszcze pożegnać z Justinem.
Na lotnisku jak zwykle kręciło się pełno ludzi. Obwieszczono, że pasażerowie mojego lotu muszą się zgłosić do odprawy.
- Nie ma Justina.- stwierdziłam cicho.
- Przyjdzie.- pocieszyła mnie Kate.- Dobra, na nas już czas. Baw się dobrze i nie poznawaj żadnego nowojorczyka.
- Jasne.- przytuliłam ją. Podeszłam do Taylora.- Opiekuj się nią, mięśniaku.- i też się przytuliliśmy.
Spojrzałam tęsknie w stronę wejścia na lotnisko. Justina nie było. Może zapomniał, o której mam lot. No trudno. Popatrzyłam na przyjaciół, uśmiechnęłam się do nich i poszłam, wraz z moją torbą na ramieniu, w stronę odprawy. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Spojrzałam na tą tajemniczą osobę i uśmiechnęłam się.
- Obiecałaś, że beze mnie nie pojedziesz.- powiedział.
- No. To chyba czas, by się pożegnać.- powiedziałam, a on się zaśmiał
- Jadę z tobą, głuptasku.- stanął, zatrzymując tym samym mnie.- Nie pozwolę byś była sama w tak dużym mieście.- pocałował mnie w kącik ust.- Idziemy?
- Tak, ale… strasznie się cieszę, Justin. Ale nie jest to dla ciebie problem?
- Nie, no jasne że nie. Kocham cię i chcę tam wspierać. Jasne?
- Jak słońce.- pocałowałam go delikatnie.- Kocham cię.
- Już drugi raz mi to dziś mówisz. Mimo to, zawsze miło usłyszeć.- stwierdził i pociągnął mnie w stronę terminala.
...
Rozdział pisała DreamGirl.
Wiem, że rozdział jest nieudany, ale jak już pisałam na moim blogu, mam ciężki okres w życiu:/ Mam nadzieję, że mimo to nie zrazicie się do naszego bloga:(
17komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 23
22 "Dzięki, jesteś kochana. Już nie jesteś przyjaciółką ,ale siostrą"
Obudziłam się na łóżku leżałam tam sama, pewnie wszyscy już wstali. Spojrzałam na zegarek była 8:15, tak wcześnie. Spojrzałam na balkon i ujrzałam Serene śpiącą na hamaku więc gdzie są chłopcy. Wstałam i o coś się popchnęłam był to Tay. co on robił na ziemi i smacznie kimał? No to fajnie musiałam go zepchnąć a Justin? Leżał po drugiej stronie i tak że spał . No pięknie wstałam sama, dobra trzeba coś zrobić. Postanowiłam się ubrać, wzięłam rzeczy z walizki i poszłam do łazienki. Właśnie się w to ubierałam, gdy miałam na sobie spodnie a bluzki jeszcze nie. Ktoś zapukał i powiedział:
-Mogę wejść.-Usłyszałam wspaniały męski głos, to był on Tay.
-No dobra.-Podeszłam i otworzyłam drzwi.
-Ło, mogłaś powiedzieć ,że jesteś w staniku.-Oznajmił nieco skrępowany.
Podszedł do mnie i pocałował w szyje, oparłam się o ścianę a on nade mną. Całował mnie po szyi i zeszedł niżej.
-Czekaj, stop. Słyszysz Justin i Serena się obudzili.
Powiedziałam i go odsunęłam.-Wyjdź teraz szybko, potem ja za jakieś 10 min.
I go wypchnęłam z łazienki. Za parę minut wpadła do mnie Serena obserwując mnie podejrzanie:
-Co ty tu z nim robiłaś, i jak długo?
-Przez około 10 min. i całowaliśmy się.-Oznajmiłam spokojnie.
-To dlaczego nie masz bluzki.-Popatrzyła na mnie, czułam się zażenowana.
-Bo jej nie zdążyłam ubrać jak wszedł.
-Na pewno.
Spojrzałam na mnie obwiniającym spojrzeniem.
-Przecież mam 18 lat ,mogę robić co chcę.-Powiedziałam , nieco zła.
-No masz ale nie chce żebyś popełniła jakąś gafę nie z tym kim chcesz.-Powiedziała opiekuńczym tonem. Już nie byłam na nią zła, traktowałam ją jak siostrę.
-Dzięki, jesteś kochana. Już nie jesteś przyjaciółką ,ale siostrą.-Powiedziałam i ją przytuliłam. Łzy popłynęły nam z oczu, to było takie piękne.
-Mogę się ubrać, bo w pokoju siedzi dwóch chłopaków.
-Dobrze.
Serena ubrała to , wyglądała ślicznie. Ja ubrałam jeszcze bluzkę i spięłam włosy w koczka ale puściłam jedno pasemko po prawym boku. Obydwie gotowe wyszłyśmy oni leżeli na łóżku i na nas czekali. Najpierw do łazienki poszedł Tay , potem Bieber. Obydwoje gotowi, zaprosili nas na obiad. Zaprowadziliśmy tylko jeszcze walizki do samolotu i poszłyśmy do najlepszej restauracji. W niej zamówiliśmy spaghetti i wino. Smakowało wspaniale. I dwaj Włosi cały czas się nam przyglądali i szeptali że jesteśmy z Sereną piękne. Podpowiedziałam Justinowi żeby pocałował Serene, bo ci dwaj francuzi się na nas gapią. On posłusznie mnie posłuchał, Pocałował ją w usta, ale ta namiętność, wyglądali tak wspaniale a w tym pocałunku aż było widać tą ich miłość. Po udanym obiedzie pochodziliśmy jeszcze po Wenecji było tam pięknie, zrobiliśmy sobie zdjęcie w czwórkę na romantycznym tle. Ja siedziałam na kolanach Taya i się całowaliśmy, a Serena z Justinem obejmowali się i zatapiali w sobie wargi. Zdjęcie od razu dostaliśmy, 4 egzemplarze dla każdego po jednym, oprawię sobie w ramkę i powieszę. Spacerowaliśmy jeszcze chwilę, i postanowiliśmy iść do samolotu. Trzeba było się pożegnać z tą piękną Wenecja i wspaniałymi gondolami, miłymi przeżyciami związanymi z tym miastem. Jak trudno było się z nią rozstać, na ale. Powędrowaliśmy do samolotu, kilka minut po dotarciu wystartowaliśmy. Na początku wszyscy razem siedzieliśmy i rozmawialiśmy o naszych przeżyciach, Potem Justin z Sereną poszli do jakuzi my zostaliśmy i delektowaliśmy się winem.
-Jak ci się podobał nasz wypad do Wenecji?-spytał Tay.
-Było bardzo miło i romantycznie a ci się podobało?
-Tak, a szczególnie ten poranek w łazience.-Odpowiedział łobuzerce
-Może pójdziemy do nich się wykąpać w jakuzi?-zaproponowałam.
-Z chęcią tylko się przebiorę.
Poszłam do toalety w samolocie i przebrała się w ten kostium . I poszłam do kabiny z jakuzi, jeszcze nie weszłam ale już słyszałam szepty młodej parki, zajrzałam tam i zobaczyłam że...
Serena leży na Justinie, on ją chyba trzymał za pośladki i się namiętnie całowali. Ona odchyliła głowę do tyłu a on ją całował po szyi schodził coraz niżej aż zanurkował. Postanowiłam interweniować , nie chciałam aby Serena popełniła jakąś głupotę. Weszłam tam , ona od razu wstała miała na sobie ten sirój , on za to wynurzył się z pod wody i także wstał. Tay dołączył do mnie i obydwoje weszliśmy siadając po między nimi.
-Postanowiliśmy do was dołączyć, przeszkodziliśmy w czymś?-Spytałam udając że nic nie widziałam
-Tak.-odpowiedział Justin.
-Nie.- zaprzeczyła Serena.
Potem siedzieliśmy już w milczeniu, Tay z tej nudy zaczął bawić się kosmykami moich włosów. Ja pochyliłam się nad nim i go namiętnie pocałowałam, ten pocałunek nie trwał długo bo przyszedł ktoś z obsługi i oznajmił że za jakieś 20 minut będziemy na miejscu. Byłyśmy już w domu u siebie w swoim mieście. W domu obydwie poszłyśmy do siebie, ale po kilku minutach postanowiłam zobaczyć co u Sereny. Siedziała na łóżku i rozmyślała. Wytłumaczyłam jej dlaczego weszłam i ją przeprosiłam, znowu się popłakałyśmy. Nagle zadzwonił telefon Sereny, jakiś nie znany numer odebrała:
-Dzień dobry, tak to ja.
-Naprawdę ,Jest, super .dziękuje.-Skończyła rozmowę i zaczęła piszczeć i skakać.
-Co się stało?-spytałam...
Obudziłam się na łóżku leżałam tam sama, pewnie wszyscy już wstali. Spojrzałam na zegarek była 8:15, tak wcześnie. Spojrzałam na balkon i ujrzałam Serene śpiącą na hamaku więc gdzie są chłopcy. Wstałam i o coś się popchnęłam był to Tay. co on robił na ziemi i smacznie kimał? No to fajnie musiałam go zepchnąć a Justin? Leżał po drugiej stronie i tak że spał . No pięknie wstałam sama, dobra trzeba coś zrobić. Postanowiłam się ubrać, wzięłam rzeczy z walizki i poszłam do łazienki. Właśnie się w to ubierałam, gdy miałam na sobie spodnie a bluzki jeszcze nie. Ktoś zapukał i powiedział:
-Mogę wejść.-Usłyszałam wspaniały męski głos, to był on Tay.
-No dobra.-Podeszłam i otworzyłam drzwi.
-Ło, mogłaś powiedzieć ,że jesteś w staniku.-Oznajmił nieco skrępowany.
Podszedł do mnie i pocałował w szyje, oparłam się o ścianę a on nade mną. Całował mnie po szyi i zeszedł niżej.
-Czekaj, stop. Słyszysz Justin i Serena się obudzili.
Powiedziałam i go odsunęłam.-Wyjdź teraz szybko, potem ja za jakieś 10 min.
I go wypchnęłam z łazienki. Za parę minut wpadła do mnie Serena obserwując mnie podejrzanie:
-Co ty tu z nim robiłaś, i jak długo?
-Przez około 10 min. i całowaliśmy się.-Oznajmiłam spokojnie.
-To dlaczego nie masz bluzki.-Popatrzyła na mnie, czułam się zażenowana.
-Bo jej nie zdążyłam ubrać jak wszedł.
-Na pewno.
Spojrzałam na mnie obwiniającym spojrzeniem.
-Przecież mam 18 lat ,mogę robić co chcę.-Powiedziałam , nieco zła.
-No masz ale nie chce żebyś popełniła jakąś gafę nie z tym kim chcesz.-Powiedziała opiekuńczym tonem. Już nie byłam na nią zła, traktowałam ją jak siostrę.
-Dzięki, jesteś kochana. Już nie jesteś przyjaciółką ,ale siostrą.-Powiedziałam i ją przytuliłam. Łzy popłynęły nam z oczu, to było takie piękne.
-Mogę się ubrać, bo w pokoju siedzi dwóch chłopaków.
-Dobrze.
Serena ubrała to , wyglądała ślicznie. Ja ubrałam jeszcze bluzkę i spięłam włosy w koczka ale puściłam jedno pasemko po prawym boku. Obydwie gotowe wyszłyśmy oni leżeli na łóżku i na nas czekali. Najpierw do łazienki poszedł Tay , potem Bieber. Obydwoje gotowi, zaprosili nas na obiad. Zaprowadziliśmy tylko jeszcze walizki do samolotu i poszłyśmy do najlepszej restauracji. W niej zamówiliśmy spaghetti i wino. Smakowało wspaniale. I dwaj Włosi cały czas się nam przyglądali i szeptali że jesteśmy z Sereną piękne. Podpowiedziałam Justinowi żeby pocałował Serene, bo ci dwaj francuzi się na nas gapią. On posłusznie mnie posłuchał, Pocałował ją w usta, ale ta namiętność, wyglądali tak wspaniale a w tym pocałunku aż było widać tą ich miłość. Po udanym obiedzie pochodziliśmy jeszcze po Wenecji było tam pięknie, zrobiliśmy sobie zdjęcie w czwórkę na romantycznym tle. Ja siedziałam na kolanach Taya i się całowaliśmy, a Serena z Justinem obejmowali się i zatapiali w sobie wargi. Zdjęcie od razu dostaliśmy, 4 egzemplarze dla każdego po jednym, oprawię sobie w ramkę i powieszę. Spacerowaliśmy jeszcze chwilę, i postanowiliśmy iść do samolotu. Trzeba było się pożegnać z tą piękną Wenecja i wspaniałymi gondolami, miłymi przeżyciami związanymi z tym miastem. Jak trudno było się z nią rozstać, na ale. Powędrowaliśmy do samolotu, kilka minut po dotarciu wystartowaliśmy. Na początku wszyscy razem siedzieliśmy i rozmawialiśmy o naszych przeżyciach, Potem Justin z Sereną poszli do jakuzi my zostaliśmy i delektowaliśmy się winem.
-Jak ci się podobał nasz wypad do Wenecji?-spytał Tay.
-Było bardzo miło i romantycznie a ci się podobało?
-Tak, a szczególnie ten poranek w łazience.-Odpowiedział łobuzerce
-Może pójdziemy do nich się wykąpać w jakuzi?-zaproponowałam.
-Z chęcią tylko się przebiorę.
Poszłam do toalety w samolocie i przebrała się w ten kostium . I poszłam do kabiny z jakuzi, jeszcze nie weszłam ale już słyszałam szepty młodej parki, zajrzałam tam i zobaczyłam że...
Serena leży na Justinie, on ją chyba trzymał za pośladki i się namiętnie całowali. Ona odchyliła głowę do tyłu a on ją całował po szyi schodził coraz niżej aż zanurkował. Postanowiłam interweniować , nie chciałam aby Serena popełniła jakąś głupotę. Weszłam tam , ona od razu wstała miała na sobie ten sirój , on za to wynurzył się z pod wody i także wstał. Tay dołączył do mnie i obydwoje weszliśmy siadając po między nimi.
-Postanowiliśmy do was dołączyć, przeszkodziliśmy w czymś?-Spytałam udając że nic nie widziałam
-Tak.-odpowiedział Justin.
-Nie.- zaprzeczyła Serena.
Potem siedzieliśmy już w milczeniu, Tay z tej nudy zaczął bawić się kosmykami moich włosów. Ja pochyliłam się nad nim i go namiętnie pocałowałam, ten pocałunek nie trwał długo bo przyszedł ktoś z obsługi i oznajmił że za jakieś 20 minut będziemy na miejscu. Byłyśmy już w domu u siebie w swoim mieście. W domu obydwie poszłyśmy do siebie, ale po kilku minutach postanowiłam zobaczyć co u Sereny. Siedziała na łóżku i rozmyślała. Wytłumaczyłam jej dlaczego weszłam i ją przeprosiłam, znowu się popłakałyśmy. Nagle zadzwonił telefon Sereny, jakiś nie znany numer odebrała:
-Dzień dobry, tak to ja.
-Naprawdę ,Jest, super .dziękuje.-Skończyła rozmowę i zaczęła piszczeć i skakać.
-Co się stało?-spytałam...
***
Rozdział pisała Katherine034 . Teraz tam trochę wymaganie komentarzy. Piszcie co myślicie.
15 KOMENTARZY = NN
Tagi:
22 rozdział
21 „Możemy z wami spać, bo u nas są mrówki?”
Patrzyliśmy jak razem biegną, trzymając się za rękę. Postanowiliśmy ich nie gonić. Popatrzyłam na Justina. Ten przegryzł seksownie wargę i pociągnął mnie w stronę jakieś ciasnej uliczki. Była ona bardzo wąska, więc musieliśmy iść gęsiego. Jak się okazało, na końcu niej była tylko ściana. Justin przycisnął mnie do niej i zaczął namiętnie całować. Och, było to prze romantyczne. Oderwałam się do niego i pociągnęłam go w stronę drogi głównej.
Z torby wyciągnęłam aparat i poprosiłam jakiegoś turystę by zrobił nam zdjęcie. On się zgodził. Stanęliśmy na tle kolorowej kamienicy. Justin na początku uśmiechał się, jednak potem szybko zmienił pozycję, tak że teraz całował mnie w policzek. Odebrałam aparat i pobiegliśmy razem. Ciągle cykaliśmy sobie fotki i całowaliśmy się. Ani razu nie puściłam jego ręki. Czułam się przy nim tak cudownie. Chłopak cały czas mnie rozśmieszał. Nagle zrobiłam się strasznie głodna, więc poszliśmy do najbliższej restauracji. Zamówiliśmy sobie po spaghetti i zjedliśmy je, ciągle się z siebie naśmiewając. Szatyn jak zwykle, uparł się że zapłaci. No cóż…
Do hotelu wróciliśmy, jak już zdążyło się trochę ściemnić. W windzie Justin zaczął mnie namiętnie całować.
- Zawsze chciałem się całować w windzie.- wyszeptał w moje usta.
- Ja też i nie udawaj, że nigdy tego nie robiłeś.- skarciłam go i powróciłam do całowania.
- Szybki numerek, a całowanie to co innego.- wyszeptał i znów chciał mnie pocałować, jednak ja się od niego odsunęłam. To co powiedział, skutecznie mnie obrzydziło. Po za tym, myśl że robił to z inną, sprawiała mi mały ból. Gdy winda stanęła, lekko zdenerwowana, wyszłam z niej. Otworzyłam pokój i rzuciłam się na łóżku. Justin zrobił to samo. Oparł się na łokciu i zaczął na mnie patrzeć.
- Przepraszam.- wyszeptał i odgarnął mi włosy z czoła.
- Nie masz za co.- powiedziałam i popatrzyłam na niego.- Powinnam pogodzić licznymi dziewczynami, z którymi wcześniej spałeś. To część twojej przeszłości.- pocałowałam go w szyję.- Zakochałam się w takim Justinie i takiego Justina muszę zaakceptować.- dodałam, na co on uśmiechnął się.
Położył się na mnie.
- Pamiętam, że kiedyś skończyliśmy w takiej pozycji.- szepnął, na co ja przewróciłam go na plecy, tak że teraz to ja byłam na nim.
- Nie, to ja byłam na górze.- po czym powiedziawszy, pocałowałam go namiętnie. Ręce Justina jak zwykle wylądowały na moich pośladkach, co jeszcze bardziej mnie nakręciło. Chłopak przewrócił mnie. Znów to on był na mnie. Włożył mi ręce pod sukienkę i zaczął dotykać mojego brzucha. Ja robiłam to samo z nim, co widać mu się podobało. Po chwili, sukienka leżała gdzieś w kącie. Justin patrzył na mnie zafascynowany.
- Jesteś idealna.- wyszeptał i znów wpił się w moje wargi. Przed tym jeszcze, ściągnęłam mu koszulkę. Zaczęłam dobierać się do jego spodni. Odpięłam już pasek i właśnie miałam się zająć rozporkiem. On odpinał zapięcie mojego stanika. Całował właśnie mój dekolt, gdy usłyszeliśmy pukanie.
- To my, możemy wejść?- za drzwiami stała zapewne Kate z Taylorem. Justin wstał ze mnie i podał mi sukienkę.
- Kurde, teraz kiedy mam na ciebie taką ochotę.- powiedział, zakładając koszulkę. Uśmiechnęłam się do niego i narysowałam palcem serduszko na jego mięśniach brzucha.
- Poczekaj jeszcze trochę.- wyszeptałam i pocałowałam go. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Wpuściłam przyjaciół do środka.
- Co się działo na tym łóżku?! Wierciliście się na nim czy co?!- spytała zdziwiona Kate, patrząc to na mnie, to na Justina.
- Nie, ale mogliśmy.- powiedział cicho Justin, tak że chyba tylko ja usłyszałam. Zachichotałam i włożyłam rękę do tylnej kieszeni jego spodni. Przegryzł wargę.
- Mamy karty i pomyśleliśmy, że moglibyśmy zagrać. To lepsze od siedzenia samotnie w pokojach.- stwierdził Taylor.
- Jasne, tylko się przebiorę.- powiedziałam, po czym poszłam do łazienki. Ubrałam to ( bez butów). Oni siedzieli już na balkonie i o cos się kłócili. Dołączyłam do nich.
- Serena, oni chcą grać w rozbieranego pokera! A my przecież nie umiemy- powiedziała Kate, mrugając do mnie okiem. Tak naprawdę w pokera gram od zawsze. Nauczył mnie tato, kiedyś. I jeszcze nigdy nie przegrałam.
- Dziewczyny, nie bójcie się. Nauczycie się w czasie gry.- powiedział Taylor.
- Ale będziemy nagie!- krzyknęłam, wnerwiona.
- Dla nas to lepiej.- stwierdził Justin i mrugnął do mnie.
No i zaczęło się. Graliśmy dziewczyny na chłopców. Pierwszą kolejkę tak dla niepoznaki, przegrałyśmy my. Ściągnęłyśmy bluzki. Jacyś włosi z dołu zaczęli gwizdać i coś krzyczeć. Kate przetłumaczyła, że mówili iż jesteśmy bardzo ładne i pytali, czy nie poszłybyśmy z nimi na kolację. Justin i Taylor zareagowali od razu. Mój chłopak usiadł obok mnie i zaczął mnie całować po szyi.
- Co powiesz, żeby po tej grze zaszaleć?- wyszeptał mi do ucha, na co ja zachichotałam.
- W twoich marzeniach.
Zerknęłam na Taylora i Kate. Oni całowali się w najlepsze.
- Dobra, ludzie! Koniec. Dajcie się nam odegrać!- rozkazałam i powróciliśmy do gry.
Chłopcy byli zaskoczeni. Nie mogli pojąć jak to możliwe, że tak szybko nauczyłyśmy się takich ruchów. Ach, ojcowska szkoła! Po kilki partyjkach, chłopcy siedzieli już w samych bokserkach. Ach, widziałam jak Kate co chwila zerka na Taya. Zresztą, ja nie byłam lepsza w stosunku do Justa.
- Dobra, laski. Przyznać się, skąd umiecie tak grać?- spytał Justin, śmiesznie podnosząc jedną brew do góry.
- Gram od kiedy nauczyłam się chodzić. Jeszcze nigdy z nikim nie przegrałam. Z wyjątkiem mojego ojca, zawodowego gracza.- zaśmiałam się.- Ale jak to mówią, ten kto ma szczęście w kartach, nie ma go w miłości.- wyznałam i wstałam.- Dobra, ubierajcie się. Bo te napalone włoszki do końca wieczoru będę pod naszym balkonem koczować.
Ubrałam bluzkę i sięgnęłam po telefon. W Los Angeles było teraz południe (dop. aut. nie wiem czy jest taka różnica, tak sobie wymyśliłam). Musiałam zadzwonić do Roberta. Chodził ze mną do grupy na studiach. Chciałam się spytać o notatki.
- Hej, Rob. Co u ciebie?- spytałam jak najmilszym głosem. Chłopak w słuchawce, zaśmiał się.
- Dobra, czego chcesz?- spytał pogodnym tone[*] m.
- Masz notatki z ostatniego wykładu? Wiesz, nie było mnie.
- Jasne i zapewne chcesz bym ci pożyczył notatki.- powiedział i dobrze wiedziałam, że podniósł obie brwi.
- Jakbyś mógł.- wyprosiłam.
- No jasne, dla takiej ślicznotki wszystko.
- Aww!- zapiszczałam.- Dzięki, jesteś kochany. To pa. Wyślij mi je emailem.
- Dobra, pa.
Rozłączyłam się i włożyłam komórkę do torby. Poczułam jak Justin obejmuje mnie w talii. Jak zwykle, był przy tym bardzo delikatny.
- Kto jest kochany?- spytał.
- Ty najbardziej.- odpowiedziałam i zachichotałam.- Robert, bo pożycza mi notatki z wykładu.- odwróciłam się do niego i zarzuciłam mu ręce na szyję.
- Ale jestem zmęczony.- ziewnął.
- Och i bądź tu człowieku romantyczny.- zaśmiałam się i wzięłam piżamę do ręki.- Idę się myć.
- Mogę z tobą?- spytał z nadzieją.
- Tak, ale kąpiemy się w bieliźnie.- rozkazałam.
- Dobre i to.- posłał mi promienny uśmiech.
Stanęliśmy pod prysznicem. Ciepła woda obmywała nasze ciała. Jak zwykle, zaczęliśmy się całować. Nałożyliśmy sobie na dłonie trochę żelu zapachowego do mycia i zaczęliśmy go na sobie rozsmarowywać. Oczywiście, nie dotykaliśmy miejsc intymnych. Nie byłam na to jeszcze gotowa. Przyjemny aromat otulał nasze ciała. Piana była miękka i śliska, więc nasze ręce błądziły po ciałach. Justin przycisnął mnie do ściany i wciąż namiętnie całował. Objęłam go nogami. Poczułam coś twardego w okolicy brzucha i był to dla mnie znak, że na dziś koniec.
- Justin, wyjdź. Muszę się przebrać.- wyszeptałam w jego usta.
- Ale teraz?- spytał, wskazując ręką na swoje przyrodzenie.
- Tak, właśnie teraz. Wyłaź.
Posłusznie opuścił kabinę. Ja też to zrobiłam i ubrałam się w taką koszulę nocną. Mokre włosy pozostawiła rozpuszczone. Powoli wyszłam z łazienki.
Justin leżał na łóżku, ubrany w same spodnie od piżamy. Położyłam się obok niego. Od razu mnie objął.
- Musisz zawsze być taka seksowna?- spytał, na co ja zaśmiałam się.
- Jestem taka dla ciebie.
- Chyba po to, by mnie torturować. Wiesz, jak się muszę hamować.
I wtedy przypomniało mi się to co widziałam w pokoju gościnnym, w noc urodzin Kat. Zaśmiałam się.
- Co?- spytał Justin.
- Nic, przypomniały mi się urodziny Kate. Jak ty i Georgina… No wiesz.- zaśmiałam się, a on zarumienił.
- Ale… ty…? Nic nie widziałaś, prawda?- spytał, nie patrząc na mnie.
- Nie, masz niezły refleks. Ale te twoje jęki mnie rozwaliły.- zaśmiałam się.
- Byłem pewien, że to ty. Naprawdę…
- Nie tłumacz się. Spokojnie, Nie rozmawiajmy już o tym, bo mnie to obrzydza.- powiedziałam, po czym wpiłam się jego słodkie wargi. Nagle usłyszeliśmy pukanie. Krzyknęliśmy „proszę” i do środka wgramoliła się nasz słodka parka.
- Możemy z wami spać, bo u nas są mrówki?- spytała Kate. Po chwili już wszyscy się cisnęliśmy na jednym łóżku. Było mi strasznie nie wygodnie, bo Taylor wbijał mi łokieć w bok. Zdenerwowana, wstałam.
- Gdzie idziesz, kochanie?- usłyszałam głos Justina.
- Na hamak.- wyjaśniłam, biorąc koc.
I tak, zasnęłam na hamaku. Co za poniżenie!
Patrzyliśmy jak razem biegną, trzymając się za rękę. Postanowiliśmy ich nie gonić. Popatrzyłam na Justina. Ten przegryzł seksownie wargę i pociągnął mnie w stronę jakieś ciasnej uliczki. Była ona bardzo wąska, więc musieliśmy iść gęsiego. Jak się okazało, na końcu niej była tylko ściana. Justin przycisnął mnie do niej i zaczął namiętnie całować. Och, było to prze romantyczne. Oderwałam się do niego i pociągnęłam go w stronę drogi głównej.
Z torby wyciągnęłam aparat i poprosiłam jakiegoś turystę by zrobił nam zdjęcie. On się zgodził. Stanęliśmy na tle kolorowej kamienicy. Justin na początku uśmiechał się, jednak potem szybko zmienił pozycję, tak że teraz całował mnie w policzek. Odebrałam aparat i pobiegliśmy razem. Ciągle cykaliśmy sobie fotki i całowaliśmy się. Ani razu nie puściłam jego ręki. Czułam się przy nim tak cudownie. Chłopak cały czas mnie rozśmieszał. Nagle zrobiłam się strasznie głodna, więc poszliśmy do najbliższej restauracji. Zamówiliśmy sobie po spaghetti i zjedliśmy je, ciągle się z siebie naśmiewając. Szatyn jak zwykle, uparł się że zapłaci. No cóż…
Do hotelu wróciliśmy, jak już zdążyło się trochę ściemnić. W windzie Justin zaczął mnie namiętnie całować.
- Zawsze chciałem się całować w windzie.- wyszeptał w moje usta.
- Ja też i nie udawaj, że nigdy tego nie robiłeś.- skarciłam go i powróciłam do całowania.
- Szybki numerek, a całowanie to co innego.- wyszeptał i znów chciał mnie pocałować, jednak ja się od niego odsunęłam. To co powiedział, skutecznie mnie obrzydziło. Po za tym, myśl że robił to z inną, sprawiała mi mały ból. Gdy winda stanęła, lekko zdenerwowana, wyszłam z niej. Otworzyłam pokój i rzuciłam się na łóżku. Justin zrobił to samo. Oparł się na łokciu i zaczął na mnie patrzeć.
- Przepraszam.- wyszeptał i odgarnął mi włosy z czoła.
- Nie masz za co.- powiedziałam i popatrzyłam na niego.- Powinnam pogodzić licznymi dziewczynami, z którymi wcześniej spałeś. To część twojej przeszłości.- pocałowałam go w szyję.- Zakochałam się w takim Justinie i takiego Justina muszę zaakceptować.- dodałam, na co on uśmiechnął się.
Położył się na mnie.
- Pamiętam, że kiedyś skończyliśmy w takiej pozycji.- szepnął, na co ja przewróciłam go na plecy, tak że teraz to ja byłam na nim.
- Nie, to ja byłam na górze.- po czym powiedziawszy, pocałowałam go namiętnie. Ręce Justina jak zwykle wylądowały na moich pośladkach, co jeszcze bardziej mnie nakręciło. Chłopak przewrócił mnie. Znów to on był na mnie. Włożył mi ręce pod sukienkę i zaczął dotykać mojego brzucha. Ja robiłam to samo z nim, co widać mu się podobało. Po chwili, sukienka leżała gdzieś w kącie. Justin patrzył na mnie zafascynowany.
- Jesteś idealna.- wyszeptał i znów wpił się w moje wargi. Przed tym jeszcze, ściągnęłam mu koszulkę. Zaczęłam dobierać się do jego spodni. Odpięłam już pasek i właśnie miałam się zająć rozporkiem. On odpinał zapięcie mojego stanika. Całował właśnie mój dekolt, gdy usłyszeliśmy pukanie.
- To my, możemy wejść?- za drzwiami stała zapewne Kate z Taylorem. Justin wstał ze mnie i podał mi sukienkę.
- Kurde, teraz kiedy mam na ciebie taką ochotę.- powiedział, zakładając koszulkę. Uśmiechnęłam się do niego i narysowałam palcem serduszko na jego mięśniach brzucha.
- Poczekaj jeszcze trochę.- wyszeptałam i pocałowałam go. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Wpuściłam przyjaciół do środka.
- Co się działo na tym łóżku?! Wierciliście się na nim czy co?!- spytała zdziwiona Kate, patrząc to na mnie, to na Justina.
- Nie, ale mogliśmy.- powiedział cicho Justin, tak że chyba tylko ja usłyszałam. Zachichotałam i włożyłam rękę do tylnej kieszeni jego spodni. Przegryzł wargę.
- Mamy karty i pomyśleliśmy, że moglibyśmy zagrać. To lepsze od siedzenia samotnie w pokojach.- stwierdził Taylor.
- Jasne, tylko się przebiorę.- powiedziałam, po czym poszłam do łazienki. Ubrałam to ( bez butów). Oni siedzieli już na balkonie i o cos się kłócili. Dołączyłam do nich.
- Serena, oni chcą grać w rozbieranego pokera! A my przecież nie umiemy- powiedziała Kate, mrugając do mnie okiem. Tak naprawdę w pokera gram od zawsze. Nauczył mnie tato, kiedyś. I jeszcze nigdy nie przegrałam.
- Dziewczyny, nie bójcie się. Nauczycie się w czasie gry.- powiedział Taylor.
- Ale będziemy nagie!- krzyknęłam, wnerwiona.
- Dla nas to lepiej.- stwierdził Justin i mrugnął do mnie.
No i zaczęło się. Graliśmy dziewczyny na chłopców. Pierwszą kolejkę tak dla niepoznaki, przegrałyśmy my. Ściągnęłyśmy bluzki. Jacyś włosi z dołu zaczęli gwizdać i coś krzyczeć. Kate przetłumaczyła, że mówili iż jesteśmy bardzo ładne i pytali, czy nie poszłybyśmy z nimi na kolację. Justin i Taylor zareagowali od razu. Mój chłopak usiadł obok mnie i zaczął mnie całować po szyi.
- Co powiesz, żeby po tej grze zaszaleć?- wyszeptał mi do ucha, na co ja zachichotałam.
- W twoich marzeniach.
Zerknęłam na Taylora i Kate. Oni całowali się w najlepsze.
- Dobra, ludzie! Koniec. Dajcie się nam odegrać!- rozkazałam i powróciliśmy do gry.
Chłopcy byli zaskoczeni. Nie mogli pojąć jak to możliwe, że tak szybko nauczyłyśmy się takich ruchów. Ach, ojcowska szkoła! Po kilki partyjkach, chłopcy siedzieli już w samych bokserkach. Ach, widziałam jak Kate co chwila zerka na Taya. Zresztą, ja nie byłam lepsza w stosunku do Justa.
- Dobra, laski. Przyznać się, skąd umiecie tak grać?- spytał Justin, śmiesznie podnosząc jedną brew do góry.
- Gram od kiedy nauczyłam się chodzić. Jeszcze nigdy z nikim nie przegrałam. Z wyjątkiem mojego ojca, zawodowego gracza.- zaśmiałam się.- Ale jak to mówią, ten kto ma szczęście w kartach, nie ma go w miłości.- wyznałam i wstałam.- Dobra, ubierajcie się. Bo te napalone włoszki do końca wieczoru będę pod naszym balkonem koczować.
Ubrałam bluzkę i sięgnęłam po telefon. W Los Angeles było teraz południe (dop. aut. nie wiem czy jest taka różnica, tak sobie wymyśliłam). Musiałam zadzwonić do Roberta. Chodził ze mną do grupy na studiach. Chciałam się spytać o notatki.
- Hej, Rob. Co u ciebie?- spytałam jak najmilszym głosem. Chłopak w słuchawce, zaśmiał się.
- Dobra, czego chcesz?- spytał pogodnym tone[*] m.
- Masz notatki z ostatniego wykładu? Wiesz, nie było mnie.
- Jasne i zapewne chcesz bym ci pożyczył notatki.- powiedział i dobrze wiedziałam, że podniósł obie brwi.
- Jakbyś mógł.- wyprosiłam.
- No jasne, dla takiej ślicznotki wszystko.
- Aww!- zapiszczałam.- Dzięki, jesteś kochany. To pa. Wyślij mi je emailem.
- Dobra, pa.
Rozłączyłam się i włożyłam komórkę do torby. Poczułam jak Justin obejmuje mnie w talii. Jak zwykle, był przy tym bardzo delikatny.
- Kto jest kochany?- spytał.
- Ty najbardziej.- odpowiedziałam i zachichotałam.- Robert, bo pożycza mi notatki z wykładu.- odwróciłam się do niego i zarzuciłam mu ręce na szyję.
- Ale jestem zmęczony.- ziewnął.
- Och i bądź tu człowieku romantyczny.- zaśmiałam się i wzięłam piżamę do ręki.- Idę się myć.
- Mogę z tobą?- spytał z nadzieją.
- Tak, ale kąpiemy się w bieliźnie.- rozkazałam.
- Dobre i to.- posłał mi promienny uśmiech.
Stanęliśmy pod prysznicem. Ciepła woda obmywała nasze ciała. Jak zwykle, zaczęliśmy się całować. Nałożyliśmy sobie na dłonie trochę żelu zapachowego do mycia i zaczęliśmy go na sobie rozsmarowywać. Oczywiście, nie dotykaliśmy miejsc intymnych. Nie byłam na to jeszcze gotowa. Przyjemny aromat otulał nasze ciała. Piana była miękka i śliska, więc nasze ręce błądziły po ciałach. Justin przycisnął mnie do ściany i wciąż namiętnie całował. Objęłam go nogami. Poczułam coś twardego w okolicy brzucha i był to dla mnie znak, że na dziś koniec.
- Justin, wyjdź. Muszę się przebrać.- wyszeptałam w jego usta.
- Ale teraz?- spytał, wskazując ręką na swoje przyrodzenie.
- Tak, właśnie teraz. Wyłaź.
Posłusznie opuścił kabinę. Ja też to zrobiłam i ubrałam się w taką koszulę nocną. Mokre włosy pozostawiła rozpuszczone. Powoli wyszłam z łazienki.
Justin leżał na łóżku, ubrany w same spodnie od piżamy. Położyłam się obok niego. Od razu mnie objął.
- Musisz zawsze być taka seksowna?- spytał, na co ja zaśmiałam się.
- Jestem taka dla ciebie.
- Chyba po to, by mnie torturować. Wiesz, jak się muszę hamować.
I wtedy przypomniało mi się to co widziałam w pokoju gościnnym, w noc urodzin Kat. Zaśmiałam się.
- Co?- spytał Justin.
- Nic, przypomniały mi się urodziny Kate. Jak ty i Georgina… No wiesz.- zaśmiałam się, a on zarumienił.
- Ale… ty…? Nic nie widziałaś, prawda?- spytał, nie patrząc na mnie.
- Nie, masz niezły refleks. Ale te twoje jęki mnie rozwaliły.- zaśmiałam się.
- Byłem pewien, że to ty. Naprawdę…
- Nie tłumacz się. Spokojnie, Nie rozmawiajmy już o tym, bo mnie to obrzydza.- powiedziałam, po czym wpiłam się jego słodkie wargi. Nagle usłyszeliśmy pukanie. Krzyknęliśmy „proszę” i do środka wgramoliła się nasz słodka parka.
- Możemy z wami spać, bo u nas są mrówki?- spytała Kate. Po chwili już wszyscy się cisnęliśmy na jednym łóżku. Było mi strasznie nie wygodnie, bo Taylor wbijał mi łokieć w bok. Zdenerwowana, wstałam.
- Gdzie idziesz, kochanie?- usłyszałam głos Justina.
- Na hamak.- wyjaśniłam, biorąc koc.
I tak, zasnęłam na hamaku. Co za poniżenie!
...
Rozdział pisała DreamGirl.
Dziękujemy wam, że to czytacie;) Mamy nadzieję, że wam się podoba. dziękujemy wam serdecznie za 3251 wejść i 207 komentarzy! Jesteście niesamowici;)
A teraz eksperyment. Zobaczę ile komentarzy uda wam się najwięcej uzbierać.
Tagi:
Rozdział 21
20 " Auu, gondola się przewróciła, Suknia Kate delikatnie falowała pod wodą"
*Oczami Kate*
Rano obudziliśmy się na kanapie, usnęliśmy w trakcie filmu. Siedziałam w ramionach Taya, oni z Bieberem już nie spali i rozmawiali:
-To co dziś robimy?-Spytał Tay.
-Może gdzieś pojedziemy.-Zaproponował Bieber.
-Wiem do Wenecji.
-Dobra to może moim odrzutowcem.
-Dobra jeszcze trzeba będzie powiedzieć dziewczyną.
Udawałam że śpię, Tay objął mnie. Moim marzeniem było zostać w tych ramionach do śmierci. Dobra, przydało by się otworzyć oczy, dam radę. Już otworzyłam oczy od razu zobaczyłam przecudowną twarz Taya , który rzekł:
-O moje słonko wstało.-I pocałował mnie w czoło.
Usiadłam i przetarłam oczy także dałam mu całusa tylko ,że w policzek. Serena jeszcze spała, więc ja wstałam i poszłam do kuchni aby napić się wody, wzięłam szklankę i nalałam sobie z butelki. Ze szklanką wróciłam do pokoju, Serena już nie spała.
-Dziewczyny chcieliśmy wam coś zaproponować...-Powiedział Justin. Chyba zasłużył już, by nazywać go Justinem-Wyjazd dzisiaj do Wenecji, co wy na to.-Powiedział Taylor.
-Z chęcią.-Krzyknęłyśmy razem z Sereną .
-My idziemy się pakować.-Oznajmiłyśmy, dopytując.-A na ile jedziemy.
-Na dwa dni.
I pobiegłyśmy się pakować. Już spakowana wykąpałam się i ubrałam to . Włosy spięłam w dwa luźniejsze warkoczę i pomalowałam rzęsy. Gotowa poszłam pomóc pakować się Serenie, obydwie zeszłyśmy na dół i usiadłyśmy na sofie. Wpadł nagle Justin i oznajmił:
-My już gotowi a wy?
-My także.-Powiedziałam za nas dwie.
-To chodźcie, jedziemy na lotnisko.
Wyszłyśmy i pojechaliśmy na lotnisko .Jego samolot był nie duży ale wygodny i ładny.
Wszyscy usiedliśmy na swoich miejscach podczas nie długo trwającej podróży, mogliśmy degustować różne wina i szampany. Po kilku godzinach byliśmy już na miejscu, z Sereną od razu pobiegłyśmy do hotelu żeby się zameldować. Serena średnio wiedziała jak wytłumaczyć portierowi jaki chce pokój, bo chciała dla siebie i Biebera ale dwa łóżka, mi to poszło bo włoski jest nieco do francuskiego podobny i ja się dogadałam . Poszłyśmy zanieść walizki, kiedy ja weszłam do pokoju były tam dwa piękne łóżka, a Serena zaczęła krzyczeć ze złości.
-Co się stało?-spytałam zaniepokojona.
-Dostaliśmy łoże małżeńskie, czadowo.-Oznajmiła.
-HA HA HA.
-Idziemy na zakupy?-zaproponowała Serena.
-Z chęciom.
I wyszłyśmy ,chodziłyśmy po sklepach i podziwiałyśmy piękne suknie i sukieneczki.
Zobaczyłam śliczną sukienkę, była droga ale musiałam ja kupić, gdy ją przymierzyłam leżała idealnie. A jakie słodkie ciacha widziała, dwaj zaprosili nas na kawę i ciastka ale ja im kulturalnie oznajmiłam że mamy chłopaków. Jest, Serena znalazła swoją idealną sukienkę, była wspaniałą. Po udanych zakupach poszłyśmy do Hotelu...
*Oczami Taylora*
Dziewczyny wróciły do hotelu, Justin poszedł rozmawiać z Sereną. A ja zaproponowałem Kate Przejażdżkę gondolą.
-Tak, tak i jeszcze raz tak.-Krzyknęła i pobiegła do Sereny.
No , przebrałem się w dżinsy, koszulkę i Marynarkę wyglądałem tak . Ona tez już była gotowa, wyglądała bajecznie . Na sobie miała tą sukienke i wyprostowane włosy, na stopach miała delikatne sandałki koloru różu. Byliśmy gotowi, pospacerowaliśmy po Wenecji, Kate zapatrzyła się na kanał, a ja podszedłem do pani ,które sprzedawała róże i kupiłem wszystkie choć nawet róże całego świata nie wyrażą jej piękna. Wręczyłem je jej i razem wrzuciliśmy je do kanału, zostawiła sobie tylko jedną. Złapałem ją za rękę i wsiedliśmy razem na gondolę, gondolier zaczął śpiewać po Włosku . Zrobiło się romantycznie, objąłem ją i obydwoje wpatrywaliśmy się w blask gwiazd.
-One nawet w 10 % nie są tak piękne jak ty, moja miła.-Powiedziałem kończąc do stanie pocałunkiem namiętnym i głębokim.
Oboje tak wtuleni słuchając gondoliera i wpatrując się w gwiazdy płynęliśmy, chciałem tak spędzić życie, z nią i w takiej atmosferze. Niedaleko nas przepłynęła druga gondola siedzieli tam Justin i Serena migdaląc się, coś sobie szeptali na ucho. On chciał ją rozweselić, więc sam chciał poprowadzić gondole, ale robił to nie udolnie, zahaczył o most i gondola się przewróciła, obydwoje zaczęliśmy się z nich śmiać. Zniknęli gdzieś pod wodą, nie przeszkadzało mi to chciałem tylko widzieć ją jej piękną twarz i całość. Chciałem słuchać jej głosu. Nasza gondola zaczęła się nieco kiwać , myślałem że o coś brzegiem zahaczyliśmy. Auu, gondola się przewróciła, Suknia Kate delikatnie falowała pod wodą, wyglądała wspaniale i tak dziewczęco choć była cała mokra. Podpłynąłem do niej i wtopiłem się w jej mokre wargi. To nie trwało długo bo zaczęła się podtapiać, wyszliśmy z wody, złapałem ją za rękę i pobiegliśmy. Biegliśmy po uliczkach Wenecji, jej nie co mokra suknia falowała, Wyglądała jak piękny obłok. Zatrzymaliśmy się, zbliżyłem się do niej delikatnie musnąłem jej warg moimi , ona odpowiedziała mi na to ognistym i głębokim pocałunkiem, nie chciałem uciekać z tej krainy szczęścia. Staliśmy się aniołami , pofrunęliśmy aż do nieba...
***
Rozdział pisałą Katherine034. Dziękuje w imieniu DREMGIRL za wyczerpujące komentarze. Dzisiaj nie daje wymagania komentarzy. Po co macie się wysilać i kłamać że fajne. Ale naszczęście po moim jest rozdział DREAMGIRL. (jupi)
*Oczami Kate*
Rano obudziliśmy się na kanapie, usnęliśmy w trakcie filmu. Siedziałam w ramionach Taya, oni z Bieberem już nie spali i rozmawiali:
-To co dziś robimy?-Spytał Tay.
-Może gdzieś pojedziemy.-Zaproponował Bieber.
-Wiem do Wenecji.
-Dobra to może moim odrzutowcem.
-Dobra jeszcze trzeba będzie powiedzieć dziewczyną.
Udawałam że śpię, Tay objął mnie. Moim marzeniem było zostać w tych ramionach do śmierci. Dobra, przydało by się otworzyć oczy, dam radę. Już otworzyłam oczy od razu zobaczyłam przecudowną twarz Taya , który rzekł:
-O moje słonko wstało.-I pocałował mnie w czoło.
Usiadłam i przetarłam oczy także dałam mu całusa tylko ,że w policzek. Serena jeszcze spała, więc ja wstałam i poszłam do kuchni aby napić się wody, wzięłam szklankę i nalałam sobie z butelki. Ze szklanką wróciłam do pokoju, Serena już nie spała.
-Dziewczyny chcieliśmy wam coś zaproponować...-Powiedział Justin. Chyba zasłużył już, by nazywać go Justinem-Wyjazd dzisiaj do Wenecji, co wy na to.-Powiedział Taylor.
-Z chęcią.-Krzyknęłyśmy razem z Sereną .
-My idziemy się pakować.-Oznajmiłyśmy, dopytując.-A na ile jedziemy.
-Na dwa dni.
I pobiegłyśmy się pakować. Już spakowana wykąpałam się i ubrałam to . Włosy spięłam w dwa luźniejsze warkoczę i pomalowałam rzęsy. Gotowa poszłam pomóc pakować się Serenie, obydwie zeszłyśmy na dół i usiadłyśmy na sofie. Wpadł nagle Justin i oznajmił:
-My już gotowi a wy?
-My także.-Powiedziałam za nas dwie.
-To chodźcie, jedziemy na lotnisko.
Wyszłyśmy i pojechaliśmy na lotnisko .Jego samolot był nie duży ale wygodny i ładny.
Wszyscy usiedliśmy na swoich miejscach podczas nie długo trwającej podróży, mogliśmy degustować różne wina i szampany. Po kilku godzinach byliśmy już na miejscu, z Sereną od razu pobiegłyśmy do hotelu żeby się zameldować. Serena średnio wiedziała jak wytłumaczyć portierowi jaki chce pokój, bo chciała dla siebie i Biebera ale dwa łóżka, mi to poszło bo włoski jest nieco do francuskiego podobny i ja się dogadałam . Poszłyśmy zanieść walizki, kiedy ja weszłam do pokoju były tam dwa piękne łóżka, a Serena zaczęła krzyczeć ze złości.
-Co się stało?-spytałam zaniepokojona.
-Dostaliśmy łoże małżeńskie, czadowo.-Oznajmiła.
-HA HA HA.
-Idziemy na zakupy?-zaproponowała Serena.
-Z chęciom.
I wyszłyśmy ,chodziłyśmy po sklepach i podziwiałyśmy piękne suknie i sukieneczki.
Zobaczyłam śliczną sukienkę, była droga ale musiałam ja kupić, gdy ją przymierzyłam leżała idealnie. A jakie słodkie ciacha widziała, dwaj zaprosili nas na kawę i ciastka ale ja im kulturalnie oznajmiłam że mamy chłopaków. Jest, Serena znalazła swoją idealną sukienkę, była wspaniałą. Po udanych zakupach poszłyśmy do Hotelu...
*Oczami Taylora*
Dziewczyny wróciły do hotelu, Justin poszedł rozmawiać z Sereną. A ja zaproponowałem Kate Przejażdżkę gondolą.
-Tak, tak i jeszcze raz tak.-Krzyknęła i pobiegła do Sereny.
No , przebrałem się w dżinsy, koszulkę i Marynarkę wyglądałem tak . Ona tez już była gotowa, wyglądała bajecznie . Na sobie miała tą sukienke i wyprostowane włosy, na stopach miała delikatne sandałki koloru różu. Byliśmy gotowi, pospacerowaliśmy po Wenecji, Kate zapatrzyła się na kanał, a ja podszedłem do pani ,które sprzedawała róże i kupiłem wszystkie choć nawet róże całego świata nie wyrażą jej piękna. Wręczyłem je jej i razem wrzuciliśmy je do kanału, zostawiła sobie tylko jedną. Złapałem ją za rękę i wsiedliśmy razem na gondolę, gondolier zaczął śpiewać po Włosku . Zrobiło się romantycznie, objąłem ją i obydwoje wpatrywaliśmy się w blask gwiazd.
-One nawet w 10 % nie są tak piękne jak ty, moja miła.-Powiedziałem kończąc do stanie pocałunkiem namiętnym i głębokim.
Oboje tak wtuleni słuchając gondoliera i wpatrując się w gwiazdy płynęliśmy, chciałem tak spędzić życie, z nią i w takiej atmosferze. Niedaleko nas przepłynęła druga gondola siedzieli tam Justin i Serena migdaląc się, coś sobie szeptali na ucho. On chciał ją rozweselić, więc sam chciał poprowadzić gondole, ale robił to nie udolnie, zahaczył o most i gondola się przewróciła, obydwoje zaczęliśmy się z nich śmiać. Zniknęli gdzieś pod wodą, nie przeszkadzało mi to chciałem tylko widzieć ją jej piękną twarz i całość. Chciałem słuchać jej głosu. Nasza gondola zaczęła się nieco kiwać , myślałem że o coś brzegiem zahaczyliśmy. Auu, gondola się przewróciła, Suknia Kate delikatnie falowała pod wodą, wyglądała wspaniale i tak dziewczęco choć była cała mokra. Podpłynąłem do niej i wtopiłem się w jej mokre wargi. To nie trwało długo bo zaczęła się podtapiać, wyszliśmy z wody, złapałem ją za rękę i pobiegliśmy. Biegliśmy po uliczkach Wenecji, jej nie co mokra suknia falowała, Wyglądała jak piękny obłok. Zatrzymaliśmy się, zbliżyłem się do niej delikatnie musnąłem jej warg moimi , ona odpowiedziała mi na to ognistym i głębokim pocałunkiem, nie chciałem uciekać z tej krainy szczęścia. Staliśmy się aniołami , pofrunęliśmy aż do nieba...
***
Rozdział pisałą Katherine034. Dziękuje w imieniu DREMGIRL za wyczerpujące komentarze. Dzisiaj nie daje wymagania komentarzy. Po co macie się wysilać i kłamać że fajne. Ale naszczęście po moim jest rozdział DREAMGIRL. (jupi)
Tagi:
rozdział 20


